Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tołpa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tołpa. Pokaż wszystkie posty
Pod lupą : produkty do pielęgnacji twarzy Tołpa; żel micelarny, peeling 3 enzymy i maska czarny detox

Pod lupą : produkty do pielęgnacji twarzy Tołpa; żel micelarny, peeling 3 enzymy i maska czarny detox

Hej!

Markę Tołpa odkrywam od jakiegoś czasu - jest łatwo dostępna, przystępna cenowo i u mnie większość ich produktów się sprawdza. Nie mają składów idealnych, nie są to kosmetyki naturalne, ale dla mnie jest ok ;) Dziś przedstawię trzy produkty, których używam od dobrych kilku miesięcy i które narobiły trochę szumu w internecie. Przywiozłam je ze sobą z Warszawy, z konferencji Meet Beauty!

 


Żel micelarny do mycia twarzy i oczu z serii green oils z olejem z lnu


Ja naprawdę lubię ich żele do twarzy i to mój drugi micelarny od nich. Jednak pierwsza myśl dotyczyła tego oleju lnianego - czy żel przez to nie będzie zostawiał powłoki? tym bardziej, że jest on dedykowany raczej skórze suchej i normalnej. Na szczęście żel okazał się być naprawdę delikatny i domywa się go bez żadnych problemów.
Opakowanie to taki standard, tubka z zamknięciem na klik. Ogółem zazwyczaj na nie nie narzekam, ale tutaj się ono totalnie nie sprawdziło.. Żel jest niesamowicie rzadki i po prostu wylewa się przez dziurkę w nadmiarze. Zdarzało się, że wyleciało mi z pięć razy tyle produktu, ile normalnie bym użyła do umycia twarzy, ale.. co miałam z tym zrobić? Przecież nie włożę tego do środka. Znacznie lepszą opcją byłaby tu pompka - produkt nie wydostawałby się w nadmiarze i dłużej mogłabym się z niego cieszyć.
Wracając jednak do samego żelu - jest on naprawdę delikatny! Spokojnie mogę nim myć nawet oczy, nigdy nie pojawiło się żadne podrażnienie, pieczenie.. ale ma to też swoje minusy. Zdarzało się, że produkt oczyszczał wręcz zbyt delikatnie i czegoś nie domył. Dlatego według mnie to kosmetyk raczej faktycznie do cery wrażliwej/suchej lub do porannej pielęgnacji.
Mimo wszystko naprawdę się lubimy. Nie używam tego żelu po noszeniu mocnego makijażu, ale rano naprawdę super odświeża bez ściągnięcia, a skóra nie wyświeca mi się zbyt mocno w ciągu dnia. To na pewno świetna opcja dla osób, które czują ściągnięcie czy przesuszenie po każdym produkcie myjącym. :)

Peeling trzy enzymy


Mam wrażenie, że już wszyscy go używali i jestem ostatnią osobą, która o nim pisze. Zużyłam tę tubkę praktycznie do końca (zostało mi może na 3 aplikacje) i dopiero teraz czuję, że dobrze wiem co o peelingu sądzę.
Opakowanie, nie będę się oszukiwać, jest piękne i praktyczne! Najpierw kartonik, który chroni aluminiową tubkę przed gnieceniem czy otwieraniem jej w drogerii. Są na nim hasła, zalecenia, skład.. a wszystko utrzymane w spójnej koncepcji owocowej :D Tubka jest naprawdę super i tak jak myślałam, bardzo mi się spodobała ta forma opakowania. Jeśli dobrze produkt wyciskamy (czyli od góry) jesteśmy w stanie zużyć naprawdę cały. Do tego ja wyciskam po trochę, nakładam i gdzie brakuje aplikuję ponownie - dzięki temu używam dokładnie tyle, ile potrzebuję.
Nakładam grubszą warstwę, tak jak zaleca producent i trzymam 10 minut. Gdy nałożę peeling jak krem mam wrażenie, że nic nie robi. Ważnym krokiem jest też po tych 10 minutach (nie warto skracać tego czasu, ani zbytnio przedłużać - za krótko nie działa, a za długo może podrażniać) masaż, a nie bezmyślne zmycie. To naprawdę robi różnicę i dopiero po zastosowaniu tych trzech kroków czuję, że potencjał peelingu jest wykorzystany.
Peeling przypomina mi konsystencją maść, nie ma jednak żadnego problemu z jego aplikacją. Pachnie tropikalnymi owocami, co zdecydowanie umila te 10 minut. Nie jest to jednak intensywny zapach i myślę, że nawet wrażliwe nosy nie mają się czego bać.

u góry peeling, na dole maska
Na początku byłam średnio zadowolona z tego produktu.. Niby widziałam efekt, ale nie zadowalał mnie. Odkąd jednak stosuję się do zaleceń producenta stwierdziłam, że naprawdę widzę różnice! Niedoskonałości, które są lub się budują, na drugi dzień znikają lub stają się znacznie mniej widoczne. Pory są zwężone, a wydzielanie sebum się ogranicza jednak bez przesuszenia. Skóra ogółem wygląda na gładszą, jest miękka i promienna! Przy regularnym stosowaniu zauważyłam (dwa razy w tygodniu), że mam znacznie mniej zaskórników. Czy to jednak oznacza, że jest to peeling idealny? Dla mnie nie do końca.. Pomimo tej gładkiej i pięknej cery zdarzają się skórki z którymi produkt nie daje sobie u mnie rady. Skóra jest więc oczyszczona, ale poziom speelingowania nie do końca mnie satysfakcjonuje. Do tego nie zawsze, ale z czasem co raz częściej, przy stosowaniu peelingu szczypie mnie skóra - czasami jest to lekkie, normalne dla enzymów pieczenie, ale czasami muszę go szybciej zmywać.. Nie wiem od czego to zależy.
Peeling oparty jest na enzymach, o oznacza że nie ma żadnych drobinek. W składzie nie znajdziemy też kwasów. Producent dedykuje ten produkt skórze wrażliwej, mieszanej, tłustej i trądzikowej i .. moim zdaniem każda cera może być z niego zadowolona. Mimo, że u mnie pojawia się pieczenie może się okazać, że nawet przy bardzo wrażliwej cerze nic się nie zadzieje - to kwestia bardzo indywidualna, choć lekkie pieczenie jest tutaj normalne - tak działają enzymy :)
Tubka ma 40ml i kosztuje ponad 30zł. Uważam, że to kosmetyk wydajny i wart przetestowania szczególnie, jeśli nie służą wam peelingi z drobinkami.

Maska czarny detox 


Maski oczyszczające to zdecydowanie moje ulubione, to je najczęściej kupuje i najczęściej po nie sięgam. Przerobiłam ich naprawdę sporo i wiem, czego w nich szukam dla swojej skóry. Najbardziej lubię maseczki oparte na glinkach, choć po samą czystą glinkę sięgam raczej rzadko - nie chce mi sie jej nigdy rozrabiać.. :D w masce czarny detox jest glinka biała, która jest łagodniejsza niż np bardzo popularna zielona. Oprócz tego jest borowina, bardzo modny węgiel i cynk.
Aluminiowa tubka nie jest tu już tak świetnym rozwiązaniem jak w przypadku peelingu. Maska jest jednak gęstsza, potrzebuję jej więcej i naprawdę muszę jej wycisnąć sporo, a przez ten dziubek wychodzi wąska strużka. Niemniej jednak tubka spisze się w podróży, bo zmieści się do każdej kosmetyczki. Bardzo podoba mi się design opakowania, proste z fajnym, roślinnym akcentem.
Maska zdecydowanie nie jest czarna, ma raczej stalowy kolor (jest na zdjeciu pokazana z peelingiem) i to był dla mnie szok przy pierwszej aplikacji :D Zapach ma obłędny, jakby kwiatowy, roślinny.. jest on dość intensywny, więc wrażliwsi mogą narzekać. :)


Konsystencja maski jest super, bo mimo iż jest dość gęsta rozprowadza się bez większego problemu. Zostawiam ją zazwyczaj na te 10 minut według zaleceń producenta, ona podsycha i mimo to wciąż nie ma problemów ze zmywaniem - nie rozmazuje się po całej twarzy tylko ładnie schodzi :)
Maska faktycznie oczyszcza, pory są ściągnięte, niedoskonałości szybciej się goją i buzia ogółem wygląda lepiej. Cera jest promienna, nieściągnięta i matowa. Jednak to oczyszczenie jest dla mnie za słabe.. Niby widzę różnicę, jest lepiej, ale bez jakiegoś wow. Używam więc jej doraźnie, a gdy widzę, że skóra potrzebuje porządnego oczyszczenia sięgam po inne produkty. Myślę jednak, że będzie to świetny produkt dla nastolatek, które zaczynają dopiero z oczyszczaniem i nie mają takich problemów ze skórą. Również cery mocno wrażliwe powinny być zadowolone, bo maska jest faktycznie łagodna, szczególnie jak na produkt oczyszczający.
Nie jest to kosmetyk szalenie wydajny, a przy tym cena jest wysoka - ponad 30zł. Ja raczej do tej maski nie wrócę, bo znam inne, lepsze i wolę mocniejsze oczyszczanie.

Każdy z tych kosmetyków ma wady. Nie są one do końca ''dla mnie'', szczególnie jeśli chodzi o peeling i maskę, bo po prostu ja szukam czegoś innego. Zdaję sobie jednak sprawę, że te produkty naprawdę na wielu skórach się sprawdzają! Jestem ciekawa czy ty je znasz. A może na coś się skusisz? :)

Buziaki
Oktawia
Koreańska pielęgnacja w dziesięciu krokach po mojemu

Koreańska pielęgnacja w dziesięciu krokach po mojemu

Hej!

Gdy pojawiła się książka ,,Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji.'' Charlotte Cho blogosfera oszalała! Wszędzie czytałam o dziesięciu krokach, słuchałam o dokładnym demakijażu, a na instagramie oglądałam zdjęcia książki. Wszystko to mnie ciekawiło i wiedziałam, że w końcu i ja przetestuję jak moja skóra zareaguje na tak rozbudowaną pielęgnacje.


Za sprawą książki wcale nie oszalałam na punkcie koreańskich kosmetyków, ba! Przy dziesięciu krokach korzystałam z tego co mam. Chciałam przetestować głównie samą pielęgnację, a nie konkretne produkty. Nie chciałam też eksperymentować aż nadto, bo moja cera łatwo się zapycha i przy zmianie wszystkich kosmetyków ciężko byłoby mi zweryfikować który konkretnie zawinił.
Aktualnie minęły trzy tygodnie z dziesięcioma krokami i widzę różnicę.Ważna jest tutaj systematyczność i kolejność!

rysunek z książki Charlotte Cho
1 i 2 Demakijaż i olejek myjący + kosmetyk na bazie wody


Przyznaje, że tego kroku obawiałam się najbardziej. W moim przypadku oczyszczanie buzi dwa razy dziennie powodowało jeszcze większe przetłuszczanie się strefy T.. Teraz nic takiego się nie dzieje, a nawet wydzielanie sebum się ograniczyło.
Robiąc demakijaż wieczorem zazwyczaj najpierw przemywam twarz płynem micelarnym, tak aby wszystko wstępnie zmyć. Następnie na wilgotną buzię(na suchej potrzebuję więcej produktu i ciężej się on rozprowadza) nakładam olejek i masuję przez chwilę. Wszystko nim rozpuszczam, a następnie zmywam go żelem.
Rano używam tylko olejku i żelu.


Ten krok jest bardzo ważny i nie należy go nigdy pomijać. Dzięki niemu usuwamy wszelkie zanieczyszczenia i warto pamiętać, że oprócz makijażu na skórze osiada się pył, bakterie z rąk czy poduszki i sebum. Buzię żelem myję od dawna, ale dopiero po takim porządnym oczyszczaniu widzę różnicę, bo wągry zredukowały mi się o mniej więcej połowę, są mniej widoczne i bardzo rzadko wyskakuje mi coś nowego.
(Tak naprawdę są to dwa kroki, ale samo mycie buzi jest dla mnie jednym krokiem :D)

3. Peeling



Peeling ma za zadanie głównie złuszczyć martwy naskórek. Warto ten krok robić regularnie, jednak dopasowując częstotliwość i rodzaj pod swój typ cery. Ja najbardziej lubię peelingi mechaniczne, z drobinkami, ale ostatnio testuję enzymatyczny z Tołpy - jest delikatniejszy i wykonuję go dwa razy, a nie raz, w tygodniu.

4. Tonik



Tonizowanie to chyba najczęściej pomijany krok, a jest niezwykle istotny w pielęgnacji. Tonik wyrównuje pH, odświeża i koi. Ja lubię w tym celu stosować hydrolaty - są naturalne, a najczęściej są w butelka z atomizerem, więc ten krok jest dodatkowo przyjemny. Jeśli jednak stosuję ''zwykły'' tonik to unikam alkoholu (oprócz tych nawilżających :)) w składzie i wylewam go na dłoń, a nie na wacik.
Twarz tonizuję rano i wieczorem. 

5. Esencja


Choć ich wybór stale się powiększa, na naszym rynku nie ma zbyt wiele esencji. Są to kosmetyki o skoncentrowanej formule, które zawierają aktywne czynniki. To taki dodatkowy kop dla skóry :) Ja nie mam doświadczenia z esencjami, ale ta od Miya świetnie mi się sprawdza i bardzo podoba mi się jej forma - atomizer to dla mnie zawsze plus :D
Esencji używam rano i wieczorem. 

6. Serum


Serum to kosmetyk, który ma wysokie stężenie składników aktywnych. Działa intensywnie, jest skoncentrowanie bardziej od kremu, ale ma lżejszą konsystencję. Dopasowuje się je pod konkretne problemy (wyrównanie kolorytu, nawilżenie..) i używa pod krem. To równie często pomijany krok, bo sera są stosunkowo drogie, ale warto pamiętać, że stosujemy je w niewielkiej ilości :)
Serum stosuję codziennie wieczorem, aktualnie w użyciu mam trzy różne.

7. Maseczka w płachcie


Wiele osób doceniło maseczki w płachcie, bo wystarczy je nałożyć i zdjąć po kilkunastu minutach - bez zmywania, brudzenia. :D Ja nie jestem ich fanką, bo wiele z masek które testowałam zostawiało moją skórę lepiącą. Wybór na rynku jest aktualnie ogromny, każdy znajdzie coś dla siebie. Ja po taką maseczkę sięgam z 2 razy w tygodniu, kierując się tym czego moja skóra w danym momencie potrzebuje.

8. Krem pod oczy


Akurat o kremie pod oczy od dawna nie mogę zapominać, bo mam tam cienką i szybko wysychającą skórę. Kremów używam dwa razy dziennie, rano lekkiego pod makijaż (właśnie tego z Orientany), a wieczorem z Make me bio, cięższego.

9. Nawilżanie 


Krem jest tak naprawdę domknięciem wszystkich etapów - zatrzymuje nawilżenie i tworzy ochronną warstwę. Warto wybrać nie tylko krem pod potrzeby naszej cery, ale również dopasować sobie konsystencje. Moja tłusta cera nie lubi się z mocno treściwymi konsystencjami i nawet po jednej nocy z takim kremem na buzi mam nowych przyjaciół :) Ostatnio pokochałam serie tumeric z Orientany, na noc używam wersji Rich, a na dzień hydrokuracji, która jest na bazie aloesu (ideał pod makijaż)
Zamiast kremu raz w tygodniu stosowałam maseczkę całonocną - najczęściej kokosową ze Skinfood lub koktajl nawilżający z Nacomi.

10. SPF

I tu.. nie mam nawet zdjęcia. Używam kremu z filtrem (aktualnie Iwostin purritin), ale nie na co dzień, a jedynie gdy wiem, że będę więcej przebywać na zewnątrz. Wiem jak ważna jest ochrona przed słońcem, a w książce jest to podkreślane co chwila! Może z czasem wyrobię sobie nawyk nakładania dodatkowo kremu codziennie ;)


Po tych trzech tygodniach skóra wygląda lepiej. Przede wszystkim ograniczyło się przetłuszczanie i ilość wągrów, nie powstają też niedoskonałości, a jeśli się pojawią - goją się dwa razy szybciej. Cera jest promienna, bardziej nawilżona, a koloryt się wyrównał (zapewne to sprawka serum :D) Mam też wrażenie, że skóra jest jędrniejsza i miękka w dotyku. Ostatnio chętniej też chodzę bez makijażu, bo mimo że nie mam idealnej cery - wygląda ona naprawdę dobrze na co dzień.

Nie zamierzam skończyć mojej przygody z dziesięcioma krokami po tych trzech tygodniach. Tak naprawdę aktualnie pielęgnacja sprawia mi niesamowitą przyjemność i jest moją poranną i wieczorną chwilą relaksu, gdy myślę tylko o tym co nałożyć jako następne. Tak naprawdę nie trzeba się trzymać tych kroków, aż tak, bo jeśli macie ochotę na maskę 4 razy w tygodniu, a wasza skóra tego potrzebuje to.. czemu nie? :) 

Jestem ciekawa co wy sądzicie o tych dziesięciu krokach. Próbowałyście? Jak wam się sprawdza tak rozbudowana pielęgnacja?

Buziaki
Oktawia


Projekt denko : kwiecień 2018

Projekt denko : kwiecień 2018

Hej!

Przyznaje, że czekałam na tę majówkę z utęsknieniem! W końcu spędzam czas w domu rodzinnym, na spokojnie, bo część przedmiotów na uczelni mam  już z głowy.. W kwietniu wydawało mi się, że zużyłam sporo produktów, ale jak jest zobaczcie same :)



Tołpa dermo face physio, żel do mycia twarzy i oczu 


Przy końcu dosłownie go oszczędzałam, bo był swietny! Minisa złapałam w Rossmannie, na szybko przed wyjazdem i mam ochotę na większe opakowanie. Dobrze, że w zapasach czeka na mnie podobny żel od Tołpy - oby był tak samo dobry, lub jeszcze lepszy! Recenzja tutaj - >klik


Simply Nails, cleaner i Nivea, antyperspirant invisible for black&white


Cleaner jak cleaner, ja tu nie widzę różnycy. Samej firmy jednak raczej nie polecam, bo ich lakiery hybrydowe są beznadziejne. Za to ten antyperspirant bardzo lubię, uważam że to jeden z lepszych na rynku.


Marion, odżywka intensywnie wzmacniająca 


Bardzo fajny produkt, zawsze miałam po niej good hair day. Używałam jej bardzo długo, bo zostawiłam ją sobie u rodziców. Pełna jej recenzja tutaj na blogu ->klik wraz z szamponem i jeszcze jedną maską tej marki.


B-lens, krople do oczu i Blistex,sztyft do ust


Krople do oczu miałam dołączone do soczewek, które kiedyś na szybko kupiłam w drogerii. Były naprawdę fajne i niejednokrotnie mnie ratowały po całym dniu w soczewkach. Sztyft za to to mój i mojego faceta ulubieniec, pięknie zmiękcza, nawilża i odżywia usta. Szkoda tylko, ze w tej sztuce zepsuł się mechanizm i nie można go zużyć do końca. Recenzja - > klik

Wibo, pomada do brwi soft brown 


Miałam końcówkę, która mi zaschła. Uważam, że to świetny produkt. Aktualnie mam jaśniejszy kolor, z którego jestem jeszcze bardziej zadowolona. Recenzja tutaj - > klik


Dermedic, hydrain2


Mocno nawilżający, ciężki krem. Niestety ma w składzie parafinę, na która moja skóra nie reaguje najlepiej, wiec musiałam go odstawić na jakiś czas. Ostatecznie zużyłam go jako krem do stóp i swietnie się sprawdził w tej roli.


Selfie project, tonik i lekki krem


Te dwa produkty zużyłam właściwie razem z siostrą. Tonik to mój faworyt, a jej krem tak się spodobał, że ma już kolejne opakowanie. Oba te produkty opisałam szczegółowo na blogu - > klik , a gościnnie swoje zdanie wyraziła również.. właśnie moja siostra :)


Dermedic, sunbrella i Sephora, kostka musująca 


Ten krem koloryzujący jest bardzo polecany i stwierdziłam, ze go sobie przetestuję w dzień, gdy wychodziłam tylko do sklepu. I.. dobrze zrobiłam. Na mojej skórze wyglądał, jakbym się wysmarowała pomarańczowym samoopalaczem. Coś strasznego. :P Cieszę się, że miałam próbkę i nie rzuciłam się od razu na całe opakowanie, chociaż myślę, że osoby z ciut ciemniejszą karnacją będą zadowolone.
Kostka z Sephory była bardzo fajna, pięknie pachniała i umilała mi kąpiel :)

Skinfood, maska w płachcie Tomato


Ja się chyba nie przekonam już do masek w płachcie.. Są albo ''spoko'', albo ''średnie'', a to była nieciekawa. Choć może i mnie zaciekawiła ze względu na pomidora, za to ze skórą nie zrobiła nic dobrego. Opisałam ją tutaj - >klik

Lirene i Manfoot, skarpetki złuszczające 


Ani po jednych, ani po drugich nie ma efektu wow. Ani się nam nie łuszczyła specjalnie skóra na stopach, ani nie ma efektu wow. Choć i u mnie, u mojego faceta jest lepiej to nie ma zachwytu - ot, fajne. Choć damskie miałam lepsze ;) Wyjątkowo pokazuję wam tu wersję męską, bo te skarpetki są po prostu większe - warto mieć to na uwadze. Myślę, ze łatwiej faceta namówić na takie skarpety niż pójście do kosmetyczki.. :)


Loreal Elseve, low shampoo krem myjący 


Fajny produkt, bardzo ciekawy i zawsze to coś innego na rynku. Jednak u mnie nie ma zachwytu, bo skórę głowy od dawna myję czasami odżywką, a dla mnie na takiej zasadzie działa ten krem. Pełna recenzja tutaj - >klik


Balea, żel pod prysznic 


Bardzo go lubiłam ze względu na zapach, choć działanie jest raczej.. przeciętne. Ot, myje, ale ze względu na jego cenę naprawdę warto się skusić! Szkoda, ze u was nie ma DM :) Mam w zapasach jeszcze chyba dwa lub trzy żele z Balea, zużyje je z przyjemnością!



Myślę, że ostatecznie wyszło tego całkiem sporo - przynajmniej objętnościowo! Znalazły się też tutaj produkty, których używałam miesiącami. Ostatnio uszczuplanie zapasów, jeśli chodzi o denka, idzie mi coraz lepiej, choć kosmetyków wciąż przybywa mi dużo. Za dużo.. :)

Dajcie znać co z denka znacie!

Buziaki
Oktawia

Projekt denko : luty 2018

Projekt denko : luty 2018

Hej!

Jako, że w tym miesiącu byłam w rozjazdach myślałam, że pewnie będę miała pełno kosmetyków na wykończeniu, ale niewiele faktycznie uda mi się skończyć.. ale ostatecznie jestem z siebie zadowolona! Co prawda nie chodzi o to, żeby kosmetyki zużywać, a żeby ich używać, ale denka motywują mnie do bycia bardziej regularną - dzięki temu używam kosmetyku aż się skończy, bez otwierania dziesięciu na raz! :)


Orientana, bio maska -esencja i Make me bio, woda różana



Bio maska-esencja była pierwszym moim produktem tego typu. Bardzo ją lubiłam, bo uspokajała moją przetłuszczająca się, a jednocześnie przesuszoną skórę. Pojawiła się w ulubieńcach jesieni (klik), a nawet poświęciłam jej cały wpis na blogu! (klik)
Woda różana na początku mnie nie zachwyciła, ale później ją doceniłam. Gdy tylko spotkam ją gdzieś stacjonarnie to z przyjemnością do niej wrócę. Recenzja tutaj - > klik


Próbka zapachu Hugo Boss, Ma Vie florale i maska do włosów Kallos, silk



Mam Ma Vie (klik), a ta wersja podoba mi się chyba jeszcze bardziej! Zużyłam ją z przyjemnością. :)
Za to ten Kallos zalegał mi długo pod prysznicem.. Nigdy nie napisałam o nim recenzji, bo używałam go bardzo rzadko. Dobrze, że to była ta mała wersja, bo moje włosy po nim za każdym razem były jakieś spuszone i.. po prostu wyglądały nie najlepiej.

Rękawica Glov, on-the-go



Recenzja tej rękawicy pojawiła się dawno temu na blogu (klik), a ja ją zawiozłam do rodziców i schowałam.. Leżała w szafce kilka miesięcy, a teraz przed wyjazdem sobie o niej przypomniałam! Sprawdziła mi się znowu bardzo fajnie, ale chyba się już zużyła - nie wiem ile czasu używałam jej poprzednio.

Maseczki 7th heaven



Przygotowuję ''Pod lupą'' z tymi właśnie maskami, a mam do przetestowania jeszcze jedną. Post pewnie by się już pojawił, jednak miałam spore problemy z cerą i nie do końca wiem, czy coś mnie zapchało, czy to po prostu woda w Krakowie.. :) Testowanie maseczek na cerze, z którą nie mogę sobie poradzić nie miało sensu, bo jak sprawdzę czy mnie nie zapchała/nie uczuliła/nie podrażniła? :D

Clinique, tusz do rzęs chubby lash



Dawał naprawdę fajny efekt, a miniatura wystarczyła na dość długo! Gdy tylko trafię na niego ponownie będę używać go z chęcią, choć chyba na ten moment nie mam ochoty kupować pełnowymiarowego opakowania. Recenzja tutaj ->klik

Ogx, szampon nawilżający macadamia oil i próbki maski Anwen, kiełki pszenicy i kakao



Szampon stał dłuuugo pod prysznicem, choć bardzo go lubię - nie sięgałam po niego zbyt często. Pewnie przez jego bardzo gęstą konsystencję (trzeba go porządnie rozrobić), ale był on też niesamowicie wydajny. Recenzja tutaj - >klik
Maski od Anwen za to kuszą mnie praktycznie odkąd wyszły, ale nie do końca wiedziałam na którą się zdecydować (są 3, do różnych porowatości). Kupiłam więc dwie próbki - maski do włosów wysokoporowatych i do średnioporowatych. Taka próbka wystarczyła mi na jedno użycie, które relacjonowałam wam na instastories. Po pokazaniu włosów dostałam od was kilka, jak nie kilkanaście wiadomości na priv.. i przyznaje, że mi efekt też się bardzo podobał! :)

 

Cien, maseczka do twarzy oczyszczająca



Na wyjeździe moja skóra wyglądała strasznie, a ja nie miałam ze sobą nic oczyszczającego. W Lidlu kupiłam więc tę maseczkę i.. tak mi się wydawało, że już jej kiedyś używałam! Ta sama konsystencja, zapach i nawet działanie - jako nastolatka lubiłam regularnie używać maski z gruszką z Perfecty :)
Sprawdziła się bardzo fajnie, chętnie ją wrzucę do koszyka przy okazji kolejnych zakupów w Lidlu. Chcielibyście ''pod lupą'' z maseczkami z Lidla? :)

Facelle, płyn do higieny intymnej



Lubię każdą wersję tego płynu. Jest wielofunkcyjny - myję nim całe ciało, włosy, buzie :) Pisałam o nim też tutaj - >klik

Tołpa, normalizujący żel do mycia twarzy



Świetny żel dla cery tłustej! Jedyną jego wadą jest zapach, ale z czasem się do niego przyzwyczaiłam. Jego pełna recenzja tutaj - >klik

Cieszę się, że trochę pomniejszam swoje zapasy. Wciąż jednak mam sporo kolorówki, a jej denkowanie nie idzie mi już tak dobrze. Tym bardziej, że w dni wolne zazwyczaj się nie maluję.. :)

Daj znać co z moich kosmetyków znasz! A może coś Cię zaciekawiło?

Buziaki
Oktawia 
Nowości lutego! Orientana, Selfie Project, Clinique..

Nowości lutego! Orientana, Selfie Project, Clinique..

Hej!

Luty minął mi błyskawicznie, bo dużo się działo. Zaczęłam miesiąc sesją, którą zdałam w pierwszym terminie - oznaczało to, że do końca miesiąca mam wolne. W końcu udało mi się wyjechać i byłam kilka dni w Krakowie i Zakopanem, a następnie spędziłam trochę czasu w rodzinnym mieście. Przez to wszystko na blogu pojawiło się znów mało postów, nie mam jednak wyrzutów sumienia. :) W tym miesiącu nie ma też zbyt dużo nowości - o dziwo!


Maybelline, fit me! 110



W końcu udało mi się go zdobyć i to w promocyjnej cenie. Zaczęłam testy jeszcze tego samego dnia i naprawdę dogadywaliśmy się świetnie, ale.. podejrzewam go o zapychanie. Na pełną opinię jeszcze jednak zbyt wcześnie!

NeoNail, nail cleaner 



Mój cleaner dobija dna i mam nadzieję, że ten spisze się znacznie lepiej :)

Kosmetyki do twarzy Selfie project



Cieszę się, że mam okazję testować te produkty - są przystępne cenowo i dostępne w Rossmannie :) Dostałam aktywny peeling myjący (z kuleczkami węgla!), łagodny tonik oczyszczający, czarną maskę peel off oraz lekki krem matująco nawilżający! Którego z tych produktów jesteś najbardziej ciekawa?

Garnier, odżywka Botanic therapy żurawina i olejek arganowy



Wydaje mi się, że ta linia ''botanic therapy'' jest dość nowa - a przynajmniej ja jeszcze jej nie testowałam. Jako, że lubię się z odzywkami tej firmy to wzięłam tę na spróbowanie na wyjazd. Niedługo napiszę o niej na instagramie! :)

Tołpa, żel do mycia twarzy i oczu i Facelle, płyn do higieny intymnej 



Te dwa minisy kupiłam typowo na wyjazd. Facelle jest wielofunkcyjny - myję nim włosy, twarz i całe ciało. :) Mam jeden żel do twarzy z Tołpy, który bardzo lubię, więc postanowiłam właśnie tej marki produkt zabrać ze sobą. Jak narazie jest miłość!

Clinique, take the day off cleansing balm



Ten balsam chodził za mną od dawna, jednak nigdy wcześniej nie miałam okazji stosować tego typu kosmetyku.. nie chciałam więc kupować całego, ogromnego opakowania. Tę miniaturę dorwałam w Douglasie.

Nowości z kurkumą od Orientana



Marka wysłała mi dwie swoje nowości i mogłyście je już zobaczyć na instagramie ( kto mnie nie obserwuje -> klik ). Wszystko zapowiada się naprawdę świetnie, choć muszę poczekać jeszcze z testowaniem.


I co - w tym miesiącu jest tego naprawdę mało! W końcu naprawdę kupuję to, czego potrzebuję i mam nadzieję, że tak zostanie. :)

Co z moich nowości masz? A może coś szczególnie Cię zainteresowało?

Buziaki
Oktawia
Nowości stycznia! Nars, Kat von D, Skinfood, Nanshy..

Nowości stycznia! Nars, Kat von D, Skinfood, Nanshy..

Hej!

Mam wrażenie, że dopiero co były święta i Nowy rok, a tu już koniec stycznia.. W tym miesiącu nie udało mi się przygotować dla was co prawda zbyt wielu postów, ale aktualnie zaczyna się u mnie sesja. Przede mną już ostatnie zaliczenia, więc trzymajcie kciuki! :) A co do styczniowych nowości - kupiłam naprawdę tylko to, czego potrzebowałam i na szczęście moje ograniczanie w zakupach kosmetycznych idzie mi bardzo dobrze :) 


 Żele z The Body Shop


To dodatek do świątecznej, spóźnionej paczki. Kocham żele z TBS i chętnie będę takie miniatury zabierać ze sobą na wyjazdy. Ten zestaw kupiony był na w Wielkiej Brytanii, więc nawet nie wiem czy można było dorwać coś takiego u nas. W dodatku widzę tutaj zapachy, których nie znam i których wcześniej nawet nie widziałam. :)

Catrice, płynny korektor 005



Zużyłam już kilka sztuk, bardzo lubię ten korektor - szczególnie kolor 005 :) Regularnie do niego wracam i staram się go zawsze mieć w łazience.

Make up revolution, kremowa paleta do konturowania



Te 3 produkty wygrałam u Alamakota na instagramie w grudniu, ale paczka dotarła do mnie dopiero w styczniu :) Choć tak naprawdę nie taka nagroda do mnie miała dotrzeć, w wyniku pomyłki Ala wysłała mi kosmetyki przeznaczone dla innej dziewczyny. Nie narzekam, ale jak widzicie nie do końca pokazuję wam paczkę - sobie zostawiłam tylko kremową paletę do konturowania. Paleta ze szminkami poleci do jednej z moich obserwatorek na insta za największą aktywność, a paletka do oczu odłożona jest dla mojej siostry :)

Nars, creamy radiant concealer



Akurat te zakupy nie do końca wpisują się w moje podstawowe potrzeby, ale.. na usprawiedliwienie tylko napiszę, że miałam bardzo zły humor, a na Sephorze pojawił się rabat -20%. Korektor wzięłam w miniaturze, bo kosztuje ona ok połowę ceny regularnej (67zł),a szkoda by mi było, gdyby produkt się jednak nie sprawdził.. Tak to sobie na spokojnie potestuje i zdecyduję, czy to naprawdę taki hit, jak go opisują insta girls :)

Kat von d, lock-it minipuder transparentny

 


Co prawda marka Kat von D nie wlicza się w rabaty, ale.. ja uwielbiam minisy! A ten puder chodził za mną od dawna. :) Chcę zobaczyć jak ma się do kultowej Laury Mercier.

 Skinfood, Coconut Mask



Kosmetyki koreańskie mnie od jakiegoś czasu fascynują i w większości naprawdę super się u mnie sprawdzają (zostawiam link do moich ulubionych kremów koreańskich - >klik). Aktualnie moja cera, mimo że wciąż jest tłusta i wydziela sporo sebum, zwariowała i muszę ją naprawdę porządnie nawilżać. Nawet bogate kremy działają na krótko i wybór padł na tę maseczkę. Jest całonocna, a to chyba aktualnie moja ulubiona forma maseczkowania.

 Rexona, antyperspirant invisible pure



Miałam go już kiedyś i fajnie się sprawdzał. Ważne dla mnie jest, żeby antyperspirant nie brudził ubrań.. Chciałabym jednak przerzucić się jednak na coś bardziej naturalnego/nie w sprayu. Co polecacie? Ałun niezbyt daje rade..

7th heaven, maseczki do twarzy



Kupiłam 4, na promocji 2+2 w Hebe. Jak narazie z tej firmy miałam tylko jedną maskę i chcę poznać więcej - myślę, że pojawi się o nich wpis na blogu :)

 Garnier, oil repair 3 butter



Kończę aktualnie kilka odżywek, a pod prysznicem nie miałam takiej ''nawilżającej bomby'', której moje włosy czasami wymagają. Postanowiłam wypróbować czegoś dostępnego wszędzie i w przystępnej cenie. :) Kiedyś byłam bardzo zadowolona z odżywek z Garniera, mam nadzieję że tak bedzie i tym razem :D

 Skinfood, maseczka w płachcie i Nanshy, marble blender



Lubię przeglądać maseczki w Tk maxx, bo można trafić na coś ciekawego. Tej akurat nie widziałam nigdzie w Polsce, przynajmniej nie stacjonarnie, więc dajcie znać czy jesteście zainteresowane moją opinią o niej.
Na gąbeczkę też natknęłam się przypadkiem, była miękka i w spoko cenie. Mam i bardzo lubię pędzle tej marki, więc liczę że będę zadowolona. Swoją Blend it! zostawiłam po świętach u rodziców, a jadę do nich dopiero po egzaminach :(

 Tołpa maska-peeling-żel 4w1



Tak naprawdę to nie potrzebuję ani żelu, ani peelingu, ale.. kupiłam ten produkt z polecenia, a skusiłam się na niego tym bardziej, że żel z tej serii jest mega! Na zdjęciu jest miniatura, która ma 25ml, ale nawet nie widziałam, przynajmniej w Rossmannie, większej wersji. Jeśli się sprawdzi u mnie, to będzie ideał nawet na dłuższe wyjazdy.

Wydawało mi się, że prawie nic nie kupiłam w tym miesiącu. Tym bardziej, że nie miałam totalnie czasu na zakupy.. Daj znać co z moich nowości Cię ciekawi najbardziej!


Buziaki
Oktawia
Copyright © 2016 Kosmetykowy Zawrot Glowy , Blogger