ulubieńcy wakacji 2017 - kolorówka

ulubieńcy wakacji 2017 - kolorówka

Hej!

Lato niestety już za nami, a ja przedstawiam wam drugą część moich ulubieńców wakacji. Malowałam się rzadko, ale wyłoniłam kilka perełek z kolorówki! Kilka na pewno dobrze już znacie :)


Kobo, matt bronzing&contouring powder 
Kolor 308 Sahara Sand to ideał dla takiego bladziocha jak ja! Może nie utrzymuje się na buzi wiele godzin, ale zupełnie mi to nie przeszkadza. Wygląda bardzo naturalnie i daje efekt cienia. Choć to mało wakacyjny kosmetyk i używałam go również zimą, zaskoczył mnie tym, że pasował mi również, gdy byłam lekko opalona.
Recenzja - > klik

Golden Rose, highlighter stick 
Daje tak naturalny, piękny glow, ze zachwycam się za każdym razem gdy go noszę! Super utrzymywał się na skórze bez podkładu, nie ścierał się w upałach i był idealny na wyjazdy. Kolor 01 Bright Gold wyglądał przepięknie na opalonej skórze.
Recenzja- > klik

Golden Rose, Longstay liquid matte lipstick 
 Kolor 11 dobrze wygląda przy full make up'ie i przy lekko wytuszowanych rzęsach. Chętnie zabierałam tę szminkę na wyjazdy i na imprezy. Była idealna na wakacje, bo drobinki które w sobie ma pięknie odbijały się w słońcu.
Recenzja - > klik

5 tanich kosmetyków kolorowych, które uwielbiam -> klik


Nyx, glitter glue 
Przyklejony na niego cień jest nie do zdarcia. Sprawdzał się świetnie na wakacjach, gdy wklepywałam na niego jeden, błyszczący cień i to był cały makijaż oka. Wracając po wielu godzinach na zewnątrz wszystko wyglądało tak samo jak przed wyjściem! :)

Collection, lasting perfection
Ten korektor się chyba nie kończy, bo kupiłam go w zeszłe wakacje i wciąż go mam. Używam go jako bazy i nie zdarzyło się, żeby cienie mi się zebrały lub straciły kolor czy zniknęły w ciągu dnia. Nawet w upale makijaż oka wyglądał pięknie!<3
Recenzja - > klik




Wibo, neutral eyeshadow palette
Naprawdę lubię tę paletę. Jest mała, lekka i poręczna, a przy tym dość zróżnicowana kolorystycznie. Wykonuję nią lekkie dzienniaki i makijaże wieczorowe. Była ze mną na każdym wyjeździe w te wakacje! Poświęciłam jej cały post na blogu -> klik

Too faced, Sweet Peach 
Kolorystycznie najlepsza paleta na wakacje! Można nią wykonać nie tylko typowo brzoskwiniowy makijaż, ale też coś lekkiego w brązach lub klasyczne smoky. Zdarzało mi się użyć jednego błyszczącego cienia na całą powiekę (np. Luscious) i wyglądało to bardzo subtelnie.



 Wpis o pędzlach Zoeva -> klik

Bell hypoallergenic, matt&cover makeup
Przez całe wakacje najczęściej sięgałam po ten właśnie podkład. Ma miękkie, małe i lekkie opakowanie, więc był idealny na podróż. Nie odznacza się na buzi, daje zdrowy blask i schodzi niewidocznie i równomiernie. Mam kolor 01 Nude, który jest dość jasny, ale spokojnie nosiłam go nawet gdy byłam lekko opalona.
Recenzja -> klik

Eveline, serum 3w1
Ratuje każdy tusz, nawet najsłabszy. Dzięki niej nie musiałam się martwić, że tusz poskleja mi rzęsy, gdy będę się malowała w pośpiechu. Nawet przy cieplejszych dniach obyło się bez osypywania :)
Recenzja - > klik


Bourjois, healthy balance
Puder przeze mnie zapomniany, bo zimą był za ciemny. Uwielbiam jak naturalnie on wygląda na twarzy i jak drobno jest przemielony. Kolor 52 jest jasny i żółty, ale pasował mi dopiero jak się lekko opaliłam. Najczęściej nosiłam go bez podkładu, tak żeby tylko wyrównać koloryt. Utrzymywał się wtedy około 4h i zupełnie mi to wystarczyło.
Recenzja- > klik


Wibo, banana powder
Używam go tylko pod oczy. Jest mały i super sprawdzał się w podróży. Dogaduje się z każdym moim korektorem, nie robi mi ciacha czy kurczaka. Jestem też bardzo zadowolona z jego trwałości, bo u mnie wszystko się trzyma aż do zmycia!
Recenzja -> klik




A co Ciebie zachwyciło w te wakacje w makijażu? :) 
Może znasz któregoś z moich ulubieńców?


Zapraszam również do posta z ulubieńcami pielęgnacyjnymi -> klik 


Buziaki
Oktawia
Pielęgnacja włosów włoską marką Biofficina Toscana

Pielęgnacja włosów włoską marką Biofficina Toscana

Hej!

Pielęgnacja włosów to dla mnie przyjemność i coś, co już mi weszło w krew. Odkąd pamiętam nakładam odżywkę/maskę oraz serum. Ostatnio staram się poszerzać moją wiedzę na temat włosomaniactwa i stawiać na produkty dopasowane do moich włosów, oraz wysokojakościowe. 



O marce Biofficina Toscana nigdy wcześniej nie słyszałam i.. żałuję, że odkrywam ją tak późno! Jest to włoska firma, która od samego początku szukała składników z lokalnych upraw. Warto dodać, że mają one określone pochodzenie oraz zgodność z certyfikatami produktów organicznych. Kosmetyki są wegańskie, posiadają certyfikat ICEA (Włoski Instytut ds. Certyfikacji Etyki Środowiskowej - warto o nim poczytać) oraz są sprawdzane pod kątem zawartości niklu :)
Przyznam, że choć weganką nie jestem coraz częściej wybieram produkty właśnie dla wegan. Wierzę, że choć tak przyczyniam się odrobinę do nietestowania na zwierzętach.


Oczyszczający szampon do włosów - koncentrat

 


Przyznam, że na początku go nie polubiłam, bo.. musiałam znaleźć na niego swój sposób! Oczywiście już od pierwszego użycia mieszałam go w buteleczce według podanych na niej proporcji, ale coś mi ciągle nie grało. Za to teraz, gdy mam już 'wprawę' i wiem co i jak, nie mam pojęcia co mi mogło w nim nie odpowiadać :P 

Skład :
Aqua [Water], Zinc coco-sulfate, Decyl glucoside, Coco-glucoside, Glyceryl oleate, Glycerin, Epilobium fleischeri extract, Arctium lappa root extract*, Betula alba bark/leaf extract*, Hedera helix (Ivy) leaf/stem extract*, Juniperus communis fruit extract*, Eucalyptus globulus leaf oil*,Mentha piperita (Peppermint) oil*, Tocopherol, Benzyl alcohol, Sorbitol, Myristyl lactate, Benzoic acid, Dehydroacetic acid, Lactic acid, Limonene.

*z upraw organicznych


Szampon jest gęsty i należy rozrobić go z wodą i/lub z hydrolatem (dla wersji oczyszczającej polecany jest rozmarynowy), a następnie spienić. Dzięki tej specjalnej butelce jest to mega łatwe, bo wiemy w jakich proporcjach rozrobić szampon. Ma też precyzyjną, odkręcaną końcówkę, którą dotrzemy bezpośrednio do skóry głowy (nawet przy samej szyi). 



Zapach był dla mnie na początku bardzo męczący, bo jest dość specyficzny - ziołowy, kojarzy mi się z lasem! Z czasem przestałam zwracać na niego uwagę i może nawet mi się całkiem podoba? :)
Po umyciu skóra głowy jest oczyszczona i po raz pierwszy mam poczucie czystości jak po szamponie z SLS. Jedynie włosy nie są odbite u nasady, ale zauważyłam też że wszystkie krótsze włoski (baby hair) nie sterczą mi na wszystkie strony - ten efekt gładkości przy skórze głowy bez oklapu szczerze mnie zaskoczył, bo przy żadnym produkcie tego nie zaobserwowałam. Co najlepsze włosy są praktycznie tyle samo czasu świeże, co po 'zwykłym' szamponie!

włosy w świetle dziennym w pomieszczeniu

Przyznaję się bez bicia, że fanką szamponu bez SLS nie jestem, a raczej nie byłam. Ten nieźle się pieni, porządnie myje, ujarzmia włosy i wyglądają one bardzo dobrze, a oprócz tego zniknął problem ze swędzeniem nad karkiem.
Nie mogę też nie wspomnieć o jego wydajności. Butelka, którą ja mam to wersja 100ml, do której należy wlać 30 ml szamponu +70ml wody (lub +20ml hydrolatu i 50ml wody). Ja jednak wolę rozrabiać sobie to tak co drugie mycie, więc wlewam około 10ml szamponu plus ponad 20ml wody :D Taka mieszanka wystarcza mi właśnie na dwukrotne umycie skóry głowy, a jeśli nie mam na to czasu i myję raz, to po prostu zostawiam to pod prysznicem. Nic się z tym nie dzieje, nie rozwarstwia się, ale przy kolejnym używaniu trzeba ponownie wszystko spienić! 
Link do szamponu -> klik
Link do butelki -> klik

Odbudowująca maska do włosów 




 Z tego duetu to właśnie maski użyłam jako pierwszej. Mój facet stwierdził, że strasznie daje ode mnie ziołami i miętą, a mnie, dokładnie tak jak przy szamponie, męczył ten zapach.. i to tak, że nie mogłam usnąć! :P Na dzień dzisiejszy pachnie ona dla mnie.. przyjemnie! Lekko słodko, trochę jak miętowe cukierki. Na pewno jest to coś niespotykanego i oryginalnego, szczególnie jeśli chodzi o produkty do włosów. :) 



Pamiętam, że gdy włosy podeschły byłam w szoku, bo.. widzicie ten skręt?! tak wyglądają praktycznie za każdym razem po tej masce! Nie doczytałam, ale jest to produkt polecany właśnie do włosów falistych i kręconych. Moje, gdy były krótkie (do ramion i lekko za ramiona), kręciły się właśnie w ten sposób, ale teraz są długie i ciężkie, więc taki naturalny lok trzyma się tylko do rozczesania. (zdjęcie włosów wyżej było robione tego samego dnia, po prostu się uczesałam :D)

 Skład 
 Aqua [Water], Behenamidopropyl dimethylamine, Cetyl alcohol, Myristyl alcohol, Olea europaea (Olive) fruit oil*, Salvia officinalis (Sage) leaf extract*, Aesculus hippocastanum (Horse chestnut) extract*, Hedera helix (Ivy) leaf/stem extract*, Thymus vulgaris (Thyme) flower/leaf extract*, Urtica dioica (Nettle) extract*, Glycerin, Xanthan gum, Sorbitol, Mentha piperita(Peppermint) oil*, Salvia officinalis (Sage) oil*, Lactic acid, Benzyl alcohol, Sodium benzoate, Sodium dehydroacetate, Linalool, Limonene, Linalyl acetate.

 *z upraw organicznych



Konsystencja przypomina mi rzadki budyń i choć może to porównanie nie brzmi dobrze, to jest to plus! Rozprowadzenie maski równomiernie to jest chwila i ładnie trzyma się włosów. Dodatkowo nawet jeśli zdarzy mi się dojechać za blisko skóry (np koło ucha) włosy nie są tam przeciążone, mimo oliwy z oliwek wysoko w składzie. A skoro już przy niej jesteśmy, to zdradzę wam sekret.. moje włosy jej nie lubią. Ale chyba tylko wtedy, jeśli nakładam ją solo, bo po tej masce NIGDY nie zdarzył mi się puch, bad hair day czy kołtuny. 
Włosy zawsze wyglądają po niej dobrze. BA! Wyglądają świetnie - błyszczą, układają się, są idealnie dociążone i sypkie, miękkie i delikatne w dotyku. Mi ciężko by było z tą maską przegiąć, bo moje włosy wpijają wszystko i kochają nawilżanie. Jeśli Ty nie znasz jeszcze swoich włosów pamiętaj o zachowaniu równowagi PEH. :) 


 Tej maski można używać tak naprawdę w dwojaki sposób. 
  • Przed myciem/po myciu na około pół godziny (nie dłużej, bo włosy się rozpulchniają) dla głębokiego odżywienia jako maskę
  • Po myciu na pięć minut jako odżywkę 
Ja najczęściej nakładam ją na około 10 minut po myciu i odkąd ją stosuję czuję, że włosy są odżywione głęboko, a ich kondycja się polepszyła - co widać, ale czuję to również gdy ich dotykam. 



Link do maski -> klik







 
nie widać tego na zdjeciu, ale.. mam przekrzywioną głowę i dlatego włosy są takie 'krzywe' :D

 Produkty marki Biofficina Toscana nie należą do najtańszych. Maska za 200ml kosztuje 47zł, a szampon (koncentrat) za 150ml kosztuje 34zł. Jest to jednak bardzo wysoka jakość i jeśli chcesz zainwestować i naprawdę odżywić włosy, a nie przykryć problem - to jest świetne rozwiązanie.




Post powstał przy współpracy ze sklepem biofemina.pl, który jest wyłącznym dystrybutorem marki Biofficina Toscana. Oczywiście nie jest to jedyna firma w ich asortymencie, ale znajdziecie tam tylko kosmetyki organiczne i naturalne, czyli samo dobro! 

A Ty jak dbasz o swoje włosy? 


Buziaki
Oktawia
Ulubieńcy wakacji 2017 - pielęgnacja

Ulubieńcy wakacji 2017 - pielęgnacja

Hej! 

Na blogu jeszcze nigdy nie pojawili się ulubieńcy.. I na pewno nie będzie to comiesięczna seria, jak denko czy nowości.  Chcę, aby posty pojawiały się na koniec danej pory roku, a co z tego wyjdzie? :) Zobaczymy! Koniecznie dajcie znać w komentarzu co sądzicie o tym pomyśle. Na pierwszy ogień zapraszam na produkty, które sprawdziły mi się podczas tych wakacji - bo latem ten okres ciężko było nazwać.. :)


Iwostin, Solercin Purritin 
Krem ochronny SPF 50+ był mi niezbędny szczególnie w czerwcu. Po zabiegach kwasami nie mogłam opalać buzi, a ze względu na tendencje do niedoskonałości i cerę tłustą wybrałam wersje dedykowaną właśnie takiej cerze. Może ten krem nie matował jakoś specjalnie, ale chronił i spokojnie mogłam nosić na nim makijaż. Więcej o nim pisałam tutaj -> klik 


Avene, Cleanance Hydra krem łagodzący 
Po kuracji kwasami moja skóra potrzebowała ukojenia i nawilżenia. Postanowiłam kupić krem w aptece, wybrałam sobie konkretny, ale go nie było,. Konsultanta zamiast niego poleciła mi właśnie ten krem z Avene i to był strzał w dziesiątkę. Nie zawiera parafiny, łagodzi, nawilża i sprawdza się pod podkład. Ukoił moją skórę po zabiegach, która teraz jest w świetnej kondycji. Więcej o nim pisałam tutaj -> klik



Vianek, odżywczy krem pod oczy 
Alergia znacznie wysuszyła mi okolicę pod oczami i większość kremów tylko przykrywała problem lub pomagała w niewielkim stopniu. A tutaj? Efekt wow, bo w końcu wgłębienia po suchych miejscach są mniej widoczne, skóra zdecydowanie odżyła i nie mam już z nią żadnych problemów. Mimo mocno odżywczego działania krem nie obciąża i ma lekką konsystencję, dzięki temu stosuję go i rano i wieczorem. Więcej o nim tutaj -> klik

B-lens, hialdrops krople do suchych oczu 
Nosząc soczewki, oczy przesuszają mi się szybciej, a tym bardziej, jeśli korzystam z klimatyzacji. Zbawieniem okazały się krople dołączone do szkieł kontaktowych, które kupiłam w Rossmannie (sytuacja kryzysowa, pękła mi soczewka i musiałam szybko znaleźć zastępstwo). Swobodnie i bezpiecznie mogłam ich używać w ciągu dnia, ponieważ można je stosować z wszelkiego typu szkłami. To był mój must have na wyjazdach, bo dzięki nim, nawet po wielu godzinach w samochodzie czy hotelu, czułam się komfortowo i nie musiałam rezygnować z soczewek! :)


Bania Agafii, oczyszczająca maska dziegciowa do twarzy 
Nie spodziewałam się po niej aż takich efektów! Skóra po niej jest oczyszczona, pełna blasku, a wszystkie niedoskonałości są wyciszone i to bez przesuszenia! Ten produkt jest dla mnie kolejnym dowodem, że nie należy skreślać danej marki tylko dlatego, że do tej pory nie trafiłam na kosmetyk, który by mi się sprawdził. Inaczej nie odkryłabym tej perełki! :)Więcej pisałam o niej tutaj -> klik

Lush, Mask of Magnaminty
To już kultowy produkt marki, więc będąc w Pradze nie mogłam przegapić okazji, żeby go kupić. Dla mojej cery tłustej jest świetny, bo faktycznie oczyszcza, a skóra wygląda po nim jak nowa! Podoba mi się, że gdy mam ochotę po prostu myję nim twarz i zmywam, a gdy mam więcej czasu robię sobie z niego maseczkę :) Na temat Mask of Magnaminty pojawi się osobny wpis! <3






Ziołolek, Linovit A+E dermatologiczny żel do mycia 
To jest odkrycie, które sprawdzi się o każdej porze roku! Żel, którym może umyć się każdy członek rodziny od twarzy, aż po stopy :) Uratował mi skórę (dosłownie!) gdy uczulił mnie jeden z kosmetyków.. Zmniejszał podrażnienie, przestawało swędzieć i zniknęło dość szybko. Poświęciłam temu produktowi cały wpis na blogu -> klik
W sklepie www.ziololek.pl obowiązuje 10% na wszystko (łącznie z przecenami) na hasło ''kosmetykowyzg''. Spieszcie się, bo rabat niedługo wygasa :D


Artemis, cleansing gel z serii Med 
Zachwycił mnie swoją uniwersalnością, bo można nim umyć całe ciało. Dzięki temu, że mam małą wersję (znalezioną w kalendarzu Douglas) chętnie zabierałam go na wyjazdy i nigdy, mimo zmiany wody, mnie nie zawiódł i nie pojawiały się po nim niedoskonałości - wręcz przeciwnie, jeśli cos mi wyskoczyło, ten żel to łagodził. Pisałam o nim tutaj ->klik
Tak naprawdę Linovit to dużo tańszy i większy odpowiednik Artemis :D

Biolove, mgiełka do ciała zielona herbata 
Sięgałam po nią w gorące dni. Odświeża oraz delikatnie nawilża, więc była idealna po opalaniu. Zapach ma przepiękny, słodki, ale orzeźwiający! Szkoda, że nie utrzymywał się dłużej na skórze, był niesamowicie subtelny. Dzięki temu, że opakowanie jest plastikowe spokojnie mogłam zabierać mgiełkę na wakacje, czy po prostu do torebki.


Balea, arbuzowy żel pod prysznic 
Już rozumiem fenomen tych żeli - one pachną bosko! <3 ta wersja jest szczególnie wakacyjna. Nawet mój facet chętnie sięgał po ten żel właśnie ze względu na zapach! Oprócz lekkości i fajnego odświeżenia, żel przyzwoicie myje skórę i jest całkiem wydajny.



Spodziewajcie się również części ulubieńców z kolorówką!
Co z moich ulubieńców znasz? 

Buziaki
Oktawia

PROJEKT DENKO : LIPIEC I SIERPIEN 2017

PROJEKT DENKO : LIPIEC I SIERPIEN 2017

Hej!

Te wakacje upłynęły mi niesamowicie szybko, z czego oczywiście się nie cieszę.. Miałam kilka wyjazdów, krążyłam między jednym domem, a drugim i przez to denka lipcowego nie było. Dodatkowo produktów nie ma wiele, bo malowałam się rzadko, a pielęgnacja na wyjazdach opierała się tylko na tych 'koniecznych' produktach :D 



1. Dezodorant Rexona i Nivea oraz Aquaselin antyperspirant przeciw zwiększonej potliwości



Moje must have na lato. Choć biorythm od Rexony nie pachniał zbyt ładnie, bo wręcz mdlił, to spisywał się super. Antyperspirant invisible od Nivea to za to mój ulubieniec od dawna, często do niego wracam. Pachnie ładnie, chroni i nie brudzi ubrań.
Antyperspirant z Aquaselin to już inny produkt, bo stosuje się go 2x w tygodniu na noc. Przy regularnym używaniu widać poprawę i mniej się pocę, dlatego szczególnie latem o nim pamiętam :D

2. Benefit Gimme Brow i La Roche - Posay Effaclar żel




Ten maluszek do brwi był ze mną naprawdę długo, choć nie używałam go na co dzień. Kupiłam go z gazetą za 2 funty, a u nas taka miniatura kosztuje 70zł :) pisałam o nim tutaj (klik)
Miniaturę żelu dostałam od Pani dermatolog i w sumie był w porządku, ale.. nie zachwycam się. Nie zdecydowałam się na wersję pełnowymiarową po tym jak poleciłyście mi inne kosmetyki do oczyszczania cery (klik)

3.Próbki kremów : Yves Rocher hydra vegetal, SVR hydraliane legere, Biotherm Aquasource



Tak naprawdę żadna próbka nie zachwyciła mnie na tyle, żeby kupić dany produkt. SVR używałam już kilkukrotnie i zostawia dziwną warstwę, nie czuję się komfortowo gdy go noszę ;)
YR nieźle nawilżył mi skórę, ale to nie było coś 'wow'..
Biotherm natomiast był dla mnie zupełnie obojętny, a dimethicone na drugim miejscu w składzie wręcz mnie zniechęca do zakupu. Jest to silikon, który może zatykać pory :)

4.Tami płatki kosmetyczne i Joanna Sensual plasterki do depilacji twarzy



Nie umieszczam tu raczej zwykłych płatków, ale te z Tami są duże, fajne i niedrogie.(klik) Mam już ich kolejne opakowanie i jak narazie nie zamierzam z nich rezygnować.
Plastry do depilacji twarzy z Joanny były naprawdę fajne, a kosztowały kilka złotych. Używałam ich do wyrywania włosków między brwiami, bo mam je tam bardzo jasne i drobne i nigdy nie wyłapuję wszystkich pęsetą. Dołączona oliwka domywała wosk, który się przyczepił do skóry, ale niestety musiałam z niej zrezygnować, bo mnie zapychała.

 

5. Batiste suchy szampon



 Z racji wyjazdów używałam tylko tych maluchów. Zajmują niewiele miejsca, a zawsze się przydadzą! Batiste to moje ulubione suche szampony, a wersje zapachowe ze zdjęcia bardzo lubię :D
Pisałam o nich dawno temu tutaj (klik)

6. Calvin Klein Eternity moment i Mon Guerlain



Perfumy od CK były fajne na co dzień, ale niestety utrzymywały się tylko kilka godzin. Nie należały też do najbardziej wydajnych. Za to zapach od Guerlain mnie nie zachwycił, bo czułam go długo.. co było dość uciążliwe i takich perfum używać nie mogę. :)

7. Maść Acnelec i Tony Moly Panda's dream so cool eye stick



Zastanawiałam się, czy maść umieścić w denku, bo wydaję mi się, że była na receptę. Pomogła mi z wypryskami na plecach i jeśli dermatolog również wam ją przepisze - zachęcam jej spróbować!
Za to stick z Tony Moly na początku całkiem lubiłam, ale później przestał spełniać moje oczekiwania i męczyłam się z nim. Na szczęście go zużyłam, ale więcej do niego nie wrócę. To raczej produkt dla nastolatek, które nie potrzebują specjalnie dbać o skórę pod oczami. Pisałam o nim tu(klik)

 

8.Pilaten kolagenowa maseczka do ust



Fajny gadżet, ale dla mnie zdecydowanie za mało nawilża. Raczej nie kupię jej ponownie, chyba że będę chciała zrobić sobie maseczkowy wieczór z przyjaciółką :D pisałam o niej tutaj (klik)

9. Bielenda hydrobooster jelly mask i Balea maseczka z aloesem



Lubię maseczki z Bielendy, ale ta mnie zawiodła. Nie zrobiła na mojej skórze nic - ani dobrego,ani złego. Więcej o niej tutaj (klik)
Maseczkę Balea robiłam sobie z siostrą, jeszcze tego samego dnia kiedy ją kupiłam. Była fajna, nawilżyła, ale nie będę jakoś specjalnie płakać, że nie ma jej w Polsce ;) Zużyłyśmy również czarna maskę peel off (cos jak sławna maska  Pilaten), która fajnie oczyściła buzie, ale to też nie było nic spektakularnego :D niestety jej opakowanie zastygło w czarnej mazi i nie byłam w stanie wam jej pokazać.

10. Multibiomask 



Cieszę się, że miałam możliwość testowania tych maseczek. Poświęciłam im cały post na blogu -> klik


Od przyszłego miesiąca denko będzie znów pojawiało się co miesiąc. Co z tych kosmetyków znasz? :)


Buziaki
Oktawia
NOWOŚCI SIERPNIA! Michael Kors, Balea, Urban Decay..

NOWOŚCI SIERPNIA! Michael Kors, Balea, Urban Decay..

Hej!

Dobrze, że mam wolny jeszcze wrzesień, bo nie mogę uwierzyć, że to koniec wakacji! A koniec miesiąca to kolejne podsumowanie go nowościami.. ja jak co miesiąc jestem w szoku. :D


1.  Michael Kors Wonderlust 



Jeśli widziałaś urodzinową wishlistę (klik) to wiesz, że te perfumy były na liście! Mój ukochany podarował mi je w prezencie urodzinowym, który był niespodzianką. :)

2. Lakiery hybrydowe - Semilac i Neonail 



Zostając w temacie prezentów - od siostry dostałam sześć przepięknych kolorów lakierów hybrydowych! Pięć z nich to Semilac'i, a jeden to termo color od Neonail.

3. The ultimate handy set



Siostra do prezentu dołączyła mi podróżny zestaw do rąk, który zawiera : krem, żel antybakteryjny, chuteczki zwykłe oraz mokre. A to wszystko pachnie wiśniami!
Zestaw kupiła w Tk maxxie.

4. Urban Decay 24/7 Glide-on Lip pencil w odcieniu Turn on i The balm better up eyeshadow stick w odcieniu Moonshot 



Moja przyjaciółka zrobiła mi niespodziankę i.. przyleciała na moje urodziny wcześniej ze Stanów. W prezencie dostałam od niej kredkę do ust w pięknym odcieniu różu oraz cień w kremie, który tworzy idealną, różową taflę! Ona po prostu wie, że kocham róż! <3

5. Revlon Ultra HD matte lipcolor 600 Devotion



To już ostatni kosmetyczny prezent! Moi przyjaciele znają mnie doskonale - wiedzą, że kocham różowy, kosmetyki i jedzenie :) Co mnie zaskoczyło w tym produkcie to to, że jest to matowy błyszczyk, a nie szminka. Jestem ciekawa czy jest jakaś różnica, czy to tylko chwytliwa nazwa :D


6. Biofficina Toscana oczyszczający szampon do włosów (koncentrat) i odbudowująca maska do włosów



Te kosmetyki dotarły do mnie na sam koniec lipca, ale miałam już wtedy napisany post z nowościami. Pokazałam je wam na instagramie (klik) i od jakiegoś czasu są już w użyciu :) są to produkty naturalne i nietestowane na zwierzętach, dostać je można w sklepie Biofemina (klik)

7. Wibo eyebrow pomade w odcieniu Soft Brown



Nareszcie udało mi się ją dorwać! Przy każdej wizycie w Rossmannie rozglądałam się za nią, a tym razem było po kilka sztuk z każdego koloru i była przeceniona :D

8.Pilaten i Vianek normalizująca maseczka do twarzy 



 Chcę sprawdzić czy oryginalna maska Pilaten różni się od tej, którą mam z Aliexpress (klik) a Vianka chciałam spróbować od dawna, bo czytałam o ich maskach sporo dobrego. Cieszę się, że obie kupiłam stacjonarnie w Jaśminie.


9. Skin 79 Snail i Mizon enjoy vital-up time



Wciąż szukam fajnych masek z płachcie, jak narazie najbardziej polubiłam się z tymi z Multibiomask (klik). Te dorwałam również w Jaśminie i pokładam w nich spore nadzieje!


10. Mixa płyn micelarny przeciw przesuszaniu 



Ich płyn do demakijażu z pompką to mój hit  i zużyłam już kilka opakowań. Dlatego mam zaufanie do tej marki i tym razem sięgnęłam po wersje przeciw przesuszaniu, liczę że moja skóra pod oczami będzie w jeszcze lepszej kondycji.

11. Balea odżywka do włosów More Blond



W sierpniu udało mi się wyskoczyć na kilka dni do Berlina co wiązało się z obowiązkową wizytą w DM. Pytałam was co warto kupić i polecałyście produkty do włosów - wzięłam te oto odżywkę. Będzie jednak musiała poczekać na testy :)


12.Balea malinowy żel antybakteryjny 



Spodobało mi się jego opakowanie, bo ten żel można przyczepić do paska torebki. Moim zdaniem warto nosić takie produkty przy sobie, bo czasami nie mamy jak umyć rąk.


13. Maybelline korektor intant anti-age effect 



Gdy go zobaczyłam nawet się nie zastanawiałam.. Polowałam na niego będąc już w zeszłym roku na wyspach brytyjskich i w końcu udało mi się go kupić w Berlinie! :) Wiem, że niedługo wchodzi do Polski i mam nadzieję, że do tego czasu uda mi się napisać jego recenzję.


14. Paczka niespodzianka od sklepu Labiola



A w niej krem receptura 171 odżywienie od Make me bio oraz dwa produkty firmy Bioline - hydrolat melisa oraz żel do mycia twarzy i ciała oliwa z oliwek i werbena. Pokazałam ją już na instagramie! (klik), a tu zostawiam link do sklepu (klik)


Mimo, że jest tego dużo większość tych kosmetyków jest już w użyciu! :) ale i tak co miesiąc sobie obiecuję, że przy następnym poście z nowościami będzie tego mniej..

Co z tym kosmetyków znasz? 

Buziaki
Oktawia  
Linovit A+E dermatologiczny żel do mycia z witaminami A i E

Linovit A+E dermatologiczny żel do mycia z witaminami A i E

Hej!

Ilekroć pokazywałam ten produkt w social mediach zasypywałyście mnie pytaniami lub screenowałyście. Co nieco już o nim opowiedziałam na snapchacie (kto nie śledzi, zapraszam! ''kosmetykowyzg''), ale przyszedł czas na moją pełną recenzję.


Linovit A+E dermatologiczny żel do mycia to nowość, która jest uzupełnieniem serii kremów recepturowych ''Dermo recipe'', w jej skład wchodzą:
  • Linovit A+E krem ochronny z witaminą A i E
  • Linocholesterol A+E krem cholesterolowy z witaminami A i E
  • Linourea A+E krem mocznikowy z witaminami A i E
  • Linourea 15% krem mocznikowy z witaminami A i E
  • Linourea 30% krem mocznikowy  z witaminami A i E 
  • Linotormentiallae A+E krem tormentiolowy z witaminami A i E
  • Linoichtiol A+E krem ichtiolowy z Witaminami A i E
  • Linoborici A+E krem borny z witaminami A i E
Każdy z produktów przeznaczony jest do różnych problemów skórnych, więc jeśli chcesz dowiedzieć się który będzie najlepszy dla Ciebie - odsyłam do strony producenta (klik)



 Żel do mycia dedykowany jest skórze wrażliwej, skłonnej do podrażnień i alergii, oraz z problemami dermatologicznymi (trądzik, AZS, suchość). Można go również używać przed i po zabiegach dermatologicznych oraz medycyny estetycznej. Dzięki temu korzystać z niego może cała rodzina myjąc się od stóp do głów! :)

Skład : Aqua, Sodium Cocomphoacetate, Cocoamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoiside, Glycerin, Coco-Glucoside and Glyceryl Oleate, Polysorbate 20, Panthenol, Lactic Acid, Glyceryl Caprylaate, Tocopheryl Acatate, Allantoin, Retinyl Pamitate, Parfum 

 
 Żel stoi u mnie przy umywalce, bo głównie myję nim buzię. Zajmuje niewiele miejsca, butelka mimo iż ma sporą pojemność(250ml), jest smukła. Pompka jest tutaj strzałem w 10, bo ani nie zachlapuję łazienki, ani nie muszę brudzić wszystkiego wokół żelem - to chyba najlepsze opakowanie tego typu produktu i nie sądziłam, że aż tak ułatwi aplikację. Myślę też, że dodatkowo to naciśnięcie pompki może być frajdą dla dzieci i przekonaniem ich do umycia buźki. :)



 Konsystencja jest dość lejąca, trochę przypomina mi olejek. Żel nie ma koloru(nie zawiera barwników)  i pachnie bardzo delikatnie,a pieni się wystarczająco - pół pompki wystarcza mi spokojnie na umycie twarzy, a do ciała używam maksymalnie dwóch, także wydajność na plus!


A jak spisuje się na twarzy? Naprawdę świetnie i moim zdaniem to dużo tańszy odpowiednik żelu z Artemis o którym pisałam tutaj (klik). Przede wszystkim skóra po umyciu jest oczyszczona, świeża i ukojona. Jakiś czas temu uczulił mnie nowy peeling i miałam pełno małych krosteczek, cała buzia mnie swędziała.. Z pomocą przyszedł mi właśnie ten żel, bo z każdym umyciem czułam, że podrażnienie się zmniejsza i już aż tak nie swędzi. :)
Oprócz tego wielokrotnie wspominałam, że mam problemy z cerą, które uspokoiły kwasy, ale wypryski pojawiają się mimo świadomej i dobrze dobranej pielęgnacji. Jednak odkąd myję twarz Linovitem widzę znaczną poprawę. Nie zapobiega on powstawaniu niedoskonałości, ale łagodzi je i koi. Dzięki działaniu przeciwzapalnemu nie rozwijaj się one aż tak, znikają szybciej, nie babrzą się i nie roznoszą. Jestem tym naprawdę pozytywnie zaskoczona, bo nawet przy wahaniach hormonalych jest o wiele lepiej i wszystko ładnie sie goi :) skóra jest też dobrze przygotowana na dalsza pielęgnację.
Trzeba jednak pamiętać o jednym - zmyć żel dużą ilością wody! Inaczej skóra się lekko klei i czuć ściągnięcie.


Na reszcie ciała spisuje się równie fajnie. Po umyciu Linovit A+E czuję się odświeżona i czysta, bez uczucia suchości. Zaczęłam tego żelu używać również do mycia dekoltu, gdzie zdarzają mi się niedoskonałości i zauważyłam, że wszystko szybko się goi i nie roznosi przy regularnym stosowaniu, tak jak na buzi :)


 Podoba mi się, że jest to kosmetyk rodzinny i tak naprawdę każdy jej członek może korzystać z tego żelu. Doceniam również produkty uniwersalne i coraz częściej właśnie takich szukam. Dlaczego? Bo sprawdzają się świetnie w podróży i oszczędzam dzięki temu miejsce w łazience!
Tak naprawdę nie sądziłam, że aż tak polubię się z tym żelem, ale to było to, czego moja skóra potrzebowała! :)

Linovit A+E dermatologiczny żel do mycia z witaminami A i E kosztuje 19zł/250ml. Dostaniecie go tutaj (klik), a po wpisaniu kodu ''kosmetykowyzg'' macie dodatkowo rabat -10% na wszystko (łącznie z produktami objętymi promocją) do końca wrzesnia. 


Znacie ten produkt? 

Buziaki
Oktawia
Copyright © 2014 Kosmetykowy Zawrot Glowy , Blogger