Zoeva Pink Elements complete eye set

Zoeva Pink Elements complete eye set

Hej!

O pędzlach Zoeva naczytałam się tyle dobrego, że czasami pytałam sama siebie dlaczego jeszcze ich nie sprawdziłam...:) Są zachwalane dosłownie wszędzie, więc jak tylko miałam okazję je kupić - nie wahałam się. Zastanawiałam się jedynie który wybrać set i padło na Pink Elements. 



Swój zestaw kupiłam w Sephorze (klik) podczas rabatu -15%, ale uważam, że jeśli nie potrzebujecie stamtąd kosmetyków 'na już' warto czekać na -20%. Mimo, że cena w Sephorze to 319zł, a na Mintishop(klik) 299zł, to po obniżce dużo korzystniej wychodzi zamównie właśnie z Sephory. Mintishop ma zazwyczaj rabaty -10% i często nie obejmują one Zoevy :)
Jeśli nie wiecie, to zdradzę wam sekret.. W Sephorze online takie kody rabatowe są praktycznie przez cały czas, wystarczy wejść na stronkę z rabatami (np picodi) lub po prostu poszukać w Google.


Na początku chciałam zamówić zestaw w którym są pędzle do twarzy i oczu, ale żaden mi nie odpowiadał w 100%. Później pomyślałam o zestawie classic eye set, w którym jest 6 pędzli za 189zł, miałam jednak wrażenie że jest on dla mnie niepełny i (szczegolnie przy rabacie) się nie opłaca. Ostatecznie zdecydowałam się na zestaw zawierający 12 pędzli do oczu, wybrałam wersję Pink Elements, bo.. nie było Rose Golden, czarnych nie chciałam, a inne mi się nie podobają aż tak.

W secie znajdują się :


Cztery mniejsze, bardziej precyzyjne pędzle
  • 315 Fine Liner (nylon) - do precyzyjnej aplikacji eyelinera
  • 230 Luxe Pencil (włosie kuca pony) - do rozcierania i łączenia cieni, przyciemniania linii rzęs, u mnie znajdzie również zastosowanie na dolnej powiece
  • 237 Detail Shader (włosie kozy) - do precyzyjnej aplikacji cienia, mam zamiar nakładać nim również rozświetlacz w kąciku 
  • 231 Luxe Petit Crease (włosie kozy)- do podkreślenia załamania powieki 

 Trzy bardziej puchate pędzle 
  • 228 Luxe Crease (włosie kozy) - do pokreślenia załamania powieki i lekkiego roztarcia
  • 227 Luxe Soft Definer (włosie kozy)- do aplikacji i blendowania cienia
  • 224 Luxe Defined Crease (włosie kozy) - do łączenia cieni i rozcierania granic 

 Dwa skośne pędzle 
  • 317 Wing Liner ( nylon)- do narysowania precyzyjnej kreski, ja jednak chętniej wykorzystam go do brwi 
  • 322 Brow Line (taklon)- do nadania kształtu brwi, dla mnie jednak jest ciut za gruby i zamierzam nim czyścić jaskółkę oraz brwi

 Dwa płaskie pędzle i jeden puchacz
  • 234 Luxe Smoky Shader ( włosie kozy) - do aplikcji i rozcierania cienia np przy lini rzęs dla przydymionego efektu, zamierzam go również wykorzystywać na dolnej powiece
  • 226 Smudger (taklon)- do rozcierania cienia/kredki, sprawdzi się też fajnie na dolnej powiece
  • 142 Concealer Buffer (taklon)- do aplikacji i rozcierania korektora pod oczami, ja lubię takim większym pędzelkiem nakładać beżowy cień na powiekę, spróbuję go też do precyzyjnego nakładania rozświetlacza

Zestaw mam krótko, a pełna recenzja pojawi się dopiero za kilka miesięcy. Na ten moment jestem zadowolona z zakupu, bo zestaw naprawdę mi się podoba. Na pewno nie po wszystkie pędzle będę sięgać często (np 322 lub 321) ale każdy mi się przyda. Podoba mi się również dołączona kosmetyczka, bo przynajmniej wszystko mam w jednym miejscu i spokojnie mogę zabrać ją w podróż.

 Jak podoba Ci się ten zestaw? Masz pędzle Zoeva?
MULTIBIOMASK - cztery maseczki pod lupą!

MULTIBIOMASK - cztery maseczki pod lupą!

Hej!

Przez ostatni czas sięgałam po maski MULTIBIOMASK i skrupulatnie opisywałam je po kolei. Myślę, że osoba w każdym wieku znajdzie tu coś dla siebie i cieszę się, że multimasking jest u nas coraz popularniejszy! Zapraszam na recenzję czterech różnych maseczek :)

 

1. Maska nawilżająca i oczyszczająca do skóry suchej i mieszanej


W części nawilżającej znajdziemy Japońskie Algi Wakame, ma ona zielony kolor i jest niezwykle kremowa. Nałożyłam ją na czoło, które ostatnio jest trochę przesuszone i część policzków, miejscami mieszając obie części. Rozprowadzała się przyjemnie, ale dość mocno pachniała.

Maskę oczyszczającą nałożyłam na brodę, nos, policzki i przeciągnęłam na szyję. Pierwsze co wyczułam to intensywny zapach perfum i czułam go jeszcze długo. Ta część była już bardziej lejąca i o dziwo miała kolor szary,a nie czarny, jak się spodziewałam. W składzie znajdziemy glinkę i tak ostatnio pożądany węgiel, a całość rozprowadzała się jak krem :) Po chwili czuć ściągnięcie, ale bez uczucia dyskomfortu.

Po około dwudziestu minutach obie części zrobiły się jakby żelowe. Zmywanie ich nie sprawiało problemu, ponieważ maski się nie ślizgały, a ładnie schodziły. :) Skóra nie była ani trochę czerwona (czego się ciut obawiałam szczególnie na części z maską oczyszczająca), a wyglądała promiennie, zdrowo i po prostu.. bardzo dobrze! Tu gdzie miałam maskę oczyszczająca pory były mniej widoczne, ale nie był to spektakularny efekt- zgadzam się jednak z tym, co napisał producent na opakowaniu. Na części z maską nawilżającą skóra jest gładka, nawilżona i ma zdrowy blask, ale co mnie najbardziej zaskoczyło to fakt, że zniknęły wszystkie suche skórki! Nie spodziewałam się tego, tym bardziej że przed specjalnie nie robiłam peelingu.
Na całej buzi nie miałam potrzeby użycia ani ciutki kremu. Maska szczególnie przypadnie do gustu cerze mieszanej ze względu na wybranie gdzie potrzebujemy oczyszczenia, a gdzie nawilżenia nie rezygnując z maski na całą twarz. :) Chętnie sięgnę po nią ponownie.

2. Koktajl przeciwzmarszczkowy


Część pierwsza to maska w płachcie w końcu fajnie dostosowana do europejskiej twarzy. Była świetnie wycięta i łatwo można ją było dopasować. Spodobało mi się też to, że nie była taka klejąca, a jej nasączenie było w końcu odpowiednie - nie kapało z niej. Nie wszyscy uznają to za plus, ale ja nareszcie nie miałam wrażenia, że coś cieknie mi po buzi :) Z drugiej strony nie przyklejała się przez to tak gładko i gdzieniegdzie robiły się takie ''fale'', nie był to najcieńszy płat z jakim miałam do czynienia.  Producent zaleca trzymać ją 15 minut i plus minus tyle potrzeba, aby już przyschła. Co mi się niezbyt w niej spodobało to fakt, że bardzo intensywnie pachnie jakby.. perfumami. Po chwili ten zapach był zupełnie niewyczuwalny, ale wrażliwcy mogą mieć z tym problem.
Przyznam, że nie jestem fanką masek na tkaninie, bo zazwyczaj z nich cieknie i są obślizgłe. Ta zajmowała mało miejsca i czasu, więc jestem bardzo pozytywnie zaskoczona!
Koktajl przeciwzmarszkowy zawiera komórki macierzyste z winogron, które odmładzają skórę. 

Po zdjęciu płachty skóra była lekko napięta, baaaardzo przyjemna w dotyku i rozświetlona! Po prostu wyglądała niesamowicie dobrze i myślę, że mogłabym w tym miejscu zastopować. Specjalnie jednak robiłam ją tak, jak jest zalecane, czyli przed snem, bo chcę przetestować ją w całości.
Krok drugi to maska całonocna, którą należy nałożyć na buzię i szyję. Na szczęście nie pachnie już tak mocno, jak tkanina. Ma przyjemną, kremową konsystencje, ale mimo, że nałożyłam jej dość sporo, ładnie się wchłonęła. Po chwili zaczęłam czuć dziwne mrowienie na skórze i trochę się wystraszyłam.. już miałam ją zmywać, ale po chwili wszystko ustało. Poszłam więc się położyć i spojrzałam na dłoń, a tam.. pełno drobinek! Nie doczytałam, a producent na odwrocie informuje, że ta część zawiera cząsteczki 24-karatowego złota, które ma stymulować procesy odnowy i regeneracji skóry oraz spowalniać ubytek kolagenu i elastyny. Znajdziemy tutaj również olejek arganowy, który ma w sobie odmładzająca witaminę E i odżywcze lipidy. Bez obaw można w niej położyć, bo nie brudzi, a mimo niewielkiej pojemności (5ml) wykorzystam tę całonocną maskę dwukrotnie, bo sporo mi jej zostało. :)

Rano na twarzy zostało już tylko mnóstwo drobinek, które niestety jednak były też na pościeli.. Konieczne więc było zmywanie rano, które przebiegło bardzo szybko. Buzia była przyjemnie napięta i rozpromieniona, zmarszczki mimiczne były zdecydowanie mniej widoczne. Niestety skóra nie była jakoś szczególnie nawilżona i konieczne rano było użycie kremu. 


3. Maska łagodząca i oczyszczająca do skóry wrażliwej


Ta maska również ma dwa etapy, tym razem postanowiłam nałożyć jeden po drugim. Moja cera była pełna drobnych niedoskonałości ze względu na burzę hormonalną (;)) Najpierw nałożyłam więc maskę oczyszczającą, która ma wydobywać zanieczyszczenia, zwężać pory i rozświetlać. Na szczęście nie pachniała już tak intensywnie jak dwie poprzednie. Nakładała się bardzo szybko i przyjemnie, miała konsystencje bardzo bogatego kremu. Jej kolor był szary, zapewne za sprawą węgla w składzie. Jest to jedna z tych masek, która nie zastyga, a wchłania się w skórę, więc bez obawy poleżałam z nią w wannie. Przez tę bogatą konsystencję obawiałam się zmywania i faktycznie początkowo maska trochę się ślizgała, ale ostatecznie wszystko przebiegło sprawnie i bez nadmiernego brudzenia. ;) Skóra po była lekko zaczerwieniona (ale chyba bardziej od tarcia), ale po chwili wyglądała już zdrowo i promiennie, a niedoskonałości i pory zrobiły się mniej widoczne. Nie pojawiło się też uczucie ściągnięcia, którego się obawiałam, nie wystąpiło też pieczenie na rozdrapanych niedoskonałościach (nawet podczas aplikacji)
Tak naprawdę skóra wyglądała naprawdę dobrze i zastanawiałam się, czy maski łagodzącej nie nałożyć rano. Stwierdziłam jednak, że zaaplikuję ją odrazu, bo skóra mimo wszystko była lekko zaczerwieniona. I.. to była świetna decyzja. Ta część ma koić, wyciszać i odżywiać.
Tu konsystencja była identyczna i tak naprawdę różnił się tylko kolor - wersja łagodząca jest różowa :D Na początku sprawdziłam, czy nie ma w składzie parafiny i na szczęście jej tam nie znalazłam, ale ku mojemu zaskoczeniu jest mój ukochany olej awokado i ekstrakt z białej lili. Maskę potrzymałam z 10 minut i po tym czasie zmyłam - tak naprawdę potrzymałabym ją następny czas nawet dłużej, żeby moja skóra wchłonęła jej jeszcze więcej. A efekt po zmyciu? Bardzo mnie zaskoczył! Cera była faktycznie rozpromieniona i nawilżona, w dotyku niesamowicie miękka. Wszystkie zapewnienia producenta się sprawdziły, bo automatycznie skóra się uspokoiła i była odżywiona (choć tu efekt mógłby być jeszcze mocniejszy :D). Nie nałożyłam nawet kremu, bo czułam niesamowity komfort.

Jestem ciekawa jak zachowałyby się maseczki, gdybym użyła ich tak jak zaleca producent czyli wymieszała :) Chętnie dlatego sięgnę po nią ponownie, bardzo podoba mi się ta dowolność aplikacji i 2w1 oraz oczywiście efekty.

4.Koktajl odmładzający 

 

Zapewne sięgnęłam po nią jako ostatnią ze względu na jej działanie - maseczka przeznaczona jest do skóry, na której już pojawiły się oznaki starzenia jak zmarszczki czy utrata elastyczności. A ja mam 21 lat :) z doświadczenia jednak wiem, że tego typu produkty są również mocno nawilżające, więc w końcu się przemogłam i jej użyłam!
Zaczęłam otwierać część z maską w płachcie, ale doczytałam, że jako pierwszą najlepiej jest nałożyć maskę mezoterapia, która ma utrzymać prawidłową strukturę skóry, działać odmładzająco i antyoksydacyjnie. Zawiera ona kolagen, który wspomaga syntezę włókien kolagenowych, oraz ekstrakt z czerwonego żeń-szenia, który działa regenerująco i odmładzająco. Po otwarciu czuć było, że maska jest mocno perfumowana, zapach jednak zniknął po chwili. Jej konsystencja jest niezwykle kremowa i jedwabista, baaardzo przyjemna w rozprowadzaniu i 'noszeniu' i ma różowy kolor. Czułam się naprawdę zrelaksowana! Zmyłam resztki maski po około 15 minutach - spodziewałam, że trochę więcej się jej wchłonie (to pewnie zależy od typu cery), ale nie chciałam jej trzymać dłużej, bo zaczynałam czuć lekkie ściągnięcie. Mimo tej konsystencji wszystko domyło się przy pomocy dwóch małych wacików nasączonych wodą. :) Cera po była niezwykle delikatna w dotyku, miękka i wyglądała promiennie, czułam że naprawdę jest porządnie odżywiona!

Ale przyszedł moment na część z maską w płachcie, czyli koktajl odmładzający. Tutaj znajdziemy ekstrakt z kawioru i matrigenics, który reaktywuje 14 genów odpowiedzialnych za syntezę cząsteczek strukturalnych skóry. Wszystko fajnie - liczyłam na jeszcze większą dawkę nawilżenia. Nałożyłam więc płat, który tak jak w koktajlu przeciwzmarszczkowym leżał i był nasączony wręcz idealnie. Jednak po chwili zaczęła mnie szczypać nad górną wargą oraz pod jednym okiem. Przetrzymałam to, ale po kilku minutach czułam to samo na policzku. Niestety nie dałam rady wytrzymać tych 10-15 minut, a bałam się, że będę miała rozdrażnioną skórę lub uczulenie. Po zdjęciu maski na szczęście buzia była tylko lekko zaczerwieniona,bez podrażnień, ale musiałam nałożyć grubszą warstwę kremu, który zamierzałam wieczorem odpuścić.
Ogólny efekt jest taki, że buzia faktycznie jest lepiej nawilżona i wygląda na taką zdrową. Jednak fakt, że druga część nie wypadła korzystnie dyskwalifikuje całość i koktajlu odmładzającego nie będę nikomu polecać. 


Która maska zaciekawiła Cię najbardziej? Wszystkie cztery dostępne są w Rossmannie w przystępnych cenach! :) Warto się za nimi rozejrzeć, ja na pewno wrócę sobie do tych do cery mieszanej i rozejrzę się też za innymi wersjami.
Jak często sięgasz po maseczki? 


Buziaki,
Oktawia 
NOWOŚCI LIPCA! NYX, Balea, Lush, Avene..

NOWOŚCI LIPCA! NYX, Balea, Lush, Avene..

Hej! 

Znacie to uczucie, gdy w sumie już nic nie potrzebujecie i stwierdzacie, że w tym miesiącu naprawdę kupicie to co trzeba, a wychodzi zupełnie odwrotnie? Ja znam. Aż za dobrze! Zapraszam na nowości lipca.. :)


1. Krem Cleanance hydra Avene i próbki SVR



 Jest to krem łagodzący, który koi i nawilża, polecany szczególnie po kuracji przeciwtrądzikowej, gdy skóra jest przesuszona. Jako, że dwukrotnie byłam na kwasach u dermatologa potrzebowałam produktu, który mnie nie zapcha, a porządnie nawilży! Ekspedientka w aptece poleciła mi ten, bo wyznacznikiem był brak parafiny w składzie. :) Niedługo napiszę o nim więcej na instagramie, ale jeśli też boicie się próbować nowych kremów, bo wszystko was zapycha - śmiało możecie się nim zainteresować!
Próbki od SVR dostałam przy okazji zakupu tego kremu z Avene i chętnie zużyję, choć ich produkty typowo nawilżające średnio się u mnie sprawdzały. Liczę na to, że seria sebiaclear mnie nie zawiedzie. :)

2. Płatki kosmetyczne Tami i nawilżone chusteczki Alterra



Polubiłam te płatki z Tami! Nie rozwarstwiają się, ładnie przyjmują produkty, super się nimi zmywa makijaż, a do tego są w atrakcyjnej cenie :)
Nawilżone chusteczki z Alterry już kiedyś miałam i spisały się w sytuacji, gdy nie miałam jak umyć rąk. Kupiłam je teraz z myślą zmywania swatchy, gdy robię zdjęcia, czy podkładu gdy się maluję. Nie będę robić nimi demakijażu.

3. Olej avokado Naturium i suchy szampon Batiste cherry



 Moje włosy kochają olej awokado w maskach/odżywkach/szamponach. Skończyłam ostatnio olej ze słodkich migdałów i postanowiłam tym razem kupić ten :)
Za to Batiste cherry to stały bywalec w mojej kosmetyczce, a wersje mini są idealne na wyjazdy! Kupiłam go z myślą o tripie do Pragi i spisał się tam świetnie!


4. Liquid camouflafe 005 Catrice

 


Tak go szukałam, że czekała na mnie ostatnia sztuka w Naturze! Nawet się nie zastanawiałam, bo uwielbiam ten korektor. Dla niewtajemniczonych - 005 to nowy odcień, jaśniejszy od 010. Jest dla mnie idealny!

5. Mydło w płynie i spray chroniący przed słońcem Balea + pobyt w Pradze



 Na DM napadłam nie w Niemczech, a.. w Pradze! Nawet się nie spodziewałam, że są tam te drogerie. Nigdy wcześniej nie miałam nic z Balea, więc była to idealna okazja, żeby kupić produkty polecane oraz te, które uznałam za ciekawe.
Przyznam, że mydło w płynie pokazuję wam tylko ze względu na ten zapach! Pitaya i kokos - czy to nie brzmi obłędnie?
Na taki spray ochronny czaiłam się od dawna, ale że nie ma słońca zwlekałam z zakupem. Chroni przed UVA i UVB, szkoda tylko, że wciąż nie mam gdzie i kiedy go przetestować..


6. Żel i pianka pod prysznic Balea



Tak naprawdę głównie poszłam po żel pod prysznic. Kupiłam dwa - jeden melonowy, a drugi z edycji limitowanej, ale oddałam go siostrze. Oba pachną bosko i mam nadzieję, że też będę się nimi zachwycać!
Pianka urzekła mnie swoim zapachem - słodkie ciasto brzmi jak coś mega pysznego! Ostatnio też pokochałam wszelkie pianki, czy to do mycia rąk, czy buzi. Coś innego, ciekawego, a ja lubię takie nieoczywiste kosmetyki.

7. Maseczki do twarzy Balea



Wzięłam kilka, ale dla siebie zostawiłam tylko te dwie. Ta z niebieskim ma białą glinkę oraz cynk, a ta z różowym jest peel-off i zawiera oczar wirginijski. Podoba mi się to, że jest to jedna maska, ale mamy dwie saszetki, a nie jedną o dużej pojemności. :)

8.Gotcha Alabaster NYX i Mask od Magnaminty Lush



Tego korektora szukałam będą w każdym Douglasie czy Nyxie, a nie chciałam decydować się na kolor nie widząc go wcześniej na żywo. W Pradze niedaleko hotelu mieliśmy ogromne centrum handlowe, poszliśmy więc w deszczowy dzień na zakupy. Tak naprawdę chciałam tylko zobaczyć czy w drogeriach mają jakieś ciekawe marki, których u nas nie ma. W Douglasie udało mi się powąchać Jo Malone, ale to totalnie nie moja bajka.. Gdy już wychodziłam zobaczyłam szafę Nyxa i byłam w szoku, bo było bardzo dużo produktów. I tam na mnie czekał, ostatecznie zdecydowałam się na najjaśniejszy odcień.
W tej samej galerii był też Lush. Z marką miałam już przyjemność się zapoznać, mam nawet jeszcze kilka bomb do kąpieli z poprzedniej wizyty w ich sklepie. Tym razem wzięłam tylko maskę, o której tak głośno. Na próbę zdecydowałam się na małą wersje, podobno jest bardzo wydajna.


9. Linovit A+E dermatologiczny żel do mycia



 Po powrocie przyszła do mnie nowość marki Ziołolek, o której opowiedziałam ostatnio trochę na snapchacie. Jest to żel, którym można myć i buzię i ciało, polecany do skór z problemami dermatologicznym, przed i po zabiegach dermatologicznych oraz dla skóry wrażliwej. Wiem, że wiele osób szuka takich łatwo dostępnych kosmetyków, które nie zrobią krzywdy. Dodatkowo do końca września na hasło 'kosmetykowyzg' macie rabat 10% w sklepie www.ziololek.pl, który łączy się z obecnymi promocjami. 


10. Serum olejkowe Vita C fusion Mincer Pharma



Miałam na nie ochotę od dawna, ale cena w Rossmannie była odstraszająca i planowałam zamówić je z drogerii internetowej.. A tu trafiła się taka promocja, że cena była zbliżona do tej w internecie. I choć tak naprawdę nie potrzebowałam serum to przecież szkoda było nie skorzystać..






Jak co miesiąc - jestem przerażona tą ilością! :D Dajcie znać w komentarzu, jeśli znacie te kosmetyki i jak się wam sprawdziły.
Ten miesiąc był dla mnie przełomowy! Rozwijam się i niezmiernie mnie cieszy, że jesteście ze mną tu na blogu, na instagramie (klik) oraz na snapchacie (kosmetykowyzg :)). <3 Niedługo zamierzam wprowadzić zmiany, które mam nadzieję, że przypadną wam do gustu..

Buziaki
Oktawia
Coś więcej niż depilator.. Silk-epil 9 od Braun!

Coś więcej niż depilator.. Silk-epil 9 od Braun!

Hej!

Są rzeczy, których się boimy i dlatego ich unikamy. Lot samolotem, wjechanie na punkt widokowy, akweny wodne, a może.. depilator? :)

Wielokrotnie spotkałam się z opinią, że to strasznie boli i lepiej nie próbować. Zapewne sama z siebie nie odważyłabym się na jego zakup, ale kilka lat temu mama sprezentowała mi depilator na gwiazdkę, więc musiałam go przetestować. Ostatecznie korzystałam z niego mniej, lub bardziej regularnie, ale nie do końca byłam zadowolona.. Teraz wiem, że szczegóły mają znaczenie!
Wszystko zmienił zestaw Silk-epil 9 Skin Spa (9-969V)!


Mój poprzedni depilator był malutki, więc cały zabieg depilacji nóg trwał dość długo.. Marka Braun zrobiła świetny krok poszerzając głowicę o 40% i wprowadzając nową technologię MicroGrip - pozwala ona na pozbycie się już 0,5mm włosków! To naprawdę niewiele, bo przy wosku muszą mieć 2mm.
Jakoś niespecjalnie byłam nastawiona do tych obietnic, bo wiecie jak to bywa.. Co więc zrobiłam? Ogoliłam jedną nogę maszynką i poczekałam 4 dni, aż włoski trochę odrosną, ale wciąż będą krótkie. Na drugiej natomiast od razu użyłam depilatora i na pierwszy ogień poszła głowica ruchoma. 


 Dopasowuje się ona do kształtu ciała, jednak nie przylega tak dobrze do skóry. Zapewnia komfort i wygodę, szczególnie w takich miejscach jak to gdzie zaczyna się stopa czy w okolicy kolan. :)
Po tych czterech dniach sięgnęłam po nasadkę do kontaktu ze skórą.


Dzięki temu, że świetnie przylegała depilacja przebiegła znacznie szybciej, ale.. była przez to jednak ciut bardziej bolesna. Mimo, że głowica już się nie ruszała, nie było jakiegoś problemu z dotarciem wszędzie, ale trzeba było pokombinować.


Trzecia nasadka to ta do twarzy, która równie fajnie sprawdzi się do bardziej precyzyjnej roboty. Można sięgnąć po nią gdy chcemy wyregulować np. linię bikini.
Jednak oprócz depilacji Silk - epil 9 pozwala nam również na pielęgnację skóry.


Wiele kobiet skarży się na wrastające po depilowaniu włoski. Marka Braun znów wyszła nam naprzeciw i stworzyła szczoteczkę do peelingu, która ma temu zapobiec - to ta z niebieskim. Służy ona do głębokiego peelingu, więc nada się najlepiej do mniej wrażliwych partii ciała. Pamiętajmy, żeby nie sięgać po nią zbyt często - raz w tygodniu w zupełności wystraczy!
Fioletowa szczoteczka jest delikatniejsza i służy do peelingu delikatnych partii np dekoltu i możemy jej używać nawet codziennie.


W moim odczuciu nie ma między niby drastycznych różnic.;)  Faktycznie nie wrósł mi żaden włosek po depilacji z czego bardzo się cieszę i na pewno za każdym razem będę się starała sięgnąć również po szczoteczkę. Ich powierzchnia niestety jest dość mała i w ''normalnych'' sytuacjach wolę sobie zrobić peeling cukrowy czy z kawy, bo po prostu jest szybciej!
Jest jeszcze trzecia głowica, przeznaczona do głębokiego masażu.


I to jest cudo! Jest tak komfortowa i przyjemna, że byłam w szoku.. Efekt napiętej, miękkiej skóry jest widoczny natychmiast, a przy regularnym stosowaniu mam wrażenie, jakby cellulit był ciut mniej widoczny. Tej nakładki najlepiej jest używać np z olejkiem czy balsamem. Sięgam po nią gdy tylko mam ochotę na relax.

Tak, ale nakładki to jednak nie wszystko! Wspomniałam już, że na moje zdanie o depilatorach wpłynęły szczegóły. Silk - epil 9 to urządzenie, które można stosować również na mokro. I to niesamowicie wpływa na komfort! Cieszę się, że podczas kąpieli w wannie czy szybkiego prysznica mogę wydepilować sobie nogi lub się wymasować, a dodatkowo ciepła woda zmniejsza uczucie bólu. Tego zdecydowanie brakowało mi w moim poprzednim depilatorze, który nie był wodoodporny.
Dodatkowo urządzenie działa przez 40 minut (bez przerwy) po naładowaniu, a do tego potrzeba nam tylko godziny. Podczas tego czasu wydepiluję nogi spokojnie 2-3 razy.
Jeśli nigdy nie miałaś styczności z depilatorem to ten jest świetnym rozwiązaniem dla początkujących, ponieważ mamy tutaj dwa tryby prędkości. Przy pierwszych razach najlepiej korzystać z trybu pierwszego, bo nie będę ukrywać, że sama depilacja to nie jest nic miłego (ale nie boli!). Z czasem jest lepiej, włoski odrastają słabsze, a skóra się przyzwyczaja.

Nie sądziłam też, że tak docenię wbudowaną lampkę! Tak naprawdę gdyby nie włączała się automatycznie, gdy zaczynamy używać depilatora pewnie bym jej nigdy nie użyła i to byłby błąd. Dzięki niej naprawdę lepiej widać włoski, szczególnie te cienkie i jasne, a przecież nie chcemy nic przeoczyć!

A teraz kwestia najważniejsza.. Czy to wszystko jest warte efektu? Moim zdaniem tak. 
Efekt utrzymuje się dużo dłużej, niż przy maszynce. Nie będę jednak ściemniać, że są to 4 tygodnie z gładką skórą, bo włosy nie rosną równo. :)  Dla najlepszego efektu dobrze jest przejechać sobie urządzeniem po nogach przynajmniej raz w tygodniu - przy regularnym stosowaniu nic już nie będzie bolało, bo włosów będziemy wyrywać coraz mniej i będą osłabione. Trzeba pamiętać, że włoski wyrywamy pod włos i lekko naciągamy skórę!

Skóra po depilacji może być zaczerwieniona, w końcu te włosy są wyrywane wraz z cebulkami. Dlatego najlepiej taki zabieg zaplanować sobie na wieczór.

To jednak nie wszystko, bo w tym zestawie znajduje się również szczoteczka do twarzy! 


Zawiera ona trzy końcówki, które przy regularnym stosowaniu najlepiej jest wymieniać co około trzy miesiące. Tak naprawdę są między nimi różnice, ale niewielkie. Wszystkie są przyjemnie miękkie i delikatne, moja skóra nie jest po nich ani odrobinę podrażniona!


Szczoteczki używam do doczyszczenia resztek makijażu i sięgam po nią co drugi dzień. Ma dwa tryby i zasilana jest na baterie, a przy tym zajmuje bardzo mało miejsca i jest łatwa w przechowywaniu. Ma jednak jedną wadę.. ciągnie skórę. Nie jakoś bardzo, ale przy cerach dojrzałych czy bardzo wrażliwych jest to istotne. Jednak efekt po niej jest świetny i widzę jak skóra jest niesamowicie czysta i pozbawiona suchych skórek, więc warto kupić wersję z bonusem!

A tak prezentuje się cały zestaw.


Jest tego naprawdę dużo i wszystko jest dopracowane. Cena takiego zestawu nie jest mała, ale jest to inwestycja na lata i moim zdaniem zdecydowanie warto się skusić, niezależnie czy miałyście już styczność z depilatorem, czy ma to być wasz pierwszy raz.

Buziaki
Oktawia

Jajeczka EOS - coś więcej niż nawilżenie

Jajeczka EOS - coś więcej niż nawilżenie

Hej!

Na punkcie Eos'ów oszalały kobiety na całym świecie! Gdy wchodziły na rynek było to coś zupełnie nowego - piękne zapachy, różnorodność, smak i.. ciekawy wygląd. Do tego są to produkty w 100% naturalne, a w 95% organiczne. Każdy balsam zawiera masło shea, olejek jojoba i witaminę E. Jest bezpieczny dla osób chorych na celiakię, ponieważ nie zawiera glutenu, wolny jest także od parabenów i wazeliny.

 

To chyba wygląd zapewnił Eosom tę sławę. To zawsze coś innego w kosmetyczce, a do tego różnorodność kolorystyczna sprawia, że możemy wybrać balsam chociażby pod kolor torebki :) Samo opakowanie jest bardzo fajnie przemyślane. Spłaszczenie na dole pozwala nam postawić balsam na toaletce czy w łazience, a wgłębienie w połowie jest idealnie na kciuk - dzięki temu łatwiej jego go otworzyć i trzymać.



Wypukła forma balsamu (właśnie tego ''jajeczka'') pozwala nawilżyć obie wargi przy jednym pociągnięciu i moim zdaniem jest to bardzo wygodne. Każda wersja bez problemu sunie po ustach zostawiając je fajnie błyszczące i wygładzone.



Ja przerobiłam już wszystkie dostępne u nas wersje, a w swojej kolekcji mam aktualnie osiem wariantów i skupię się tylko na nich. Mimo, że jest to jeden produkt to znacznie różnią się od siebie również poziomem nawilżenia. Dlatego nie warto ich skreślać po pierwszej nieudanej próbie :)




mleko kokosowe (różowo -biały) - raczej nie przypomina mi jakoś bardzo kokosa, więc jeśli chcesz się na niego skusić tylko dlatego, że jesteś kokosomaniaczką możesz się zawieść. Nie jest też najlepiej nawilżający.
wiciokrzew i melon miodowy (zielony) - pachnie i smakuje słodkim melonem, ale mimo wszystko nie jest to ani ciut przytłaczające. Jest jednym z lepiej nawilżających.
wanilia z miętą (niebiesko-biały) - pochodzi z tej samej serii, co wersja mleko kokosowe. Jego zapach jest specyficzny i mi osobiście niezbyt odpowiada połączenie słodkiej, lekkiej wanilii z orzeźwiającą miętą. Nawilża przeciętnie.
mięta (miętowy) - pachnie mocno miętowo i czuć to już przez opakowanie. Jak wszystkie produkty do ust o tym zapachu mrozi i mrowi usta, więc też nie przypadnie do gustu każdemu. Nawilża najlepiej ze wszystkich.
granat z maliną (malinowy) - owocowy, delikatny zapach bardzo mi odpowiada. Jest to jedna z moich ulubionych pozycji, nawilża równie fajnie, co miętowy.
jagody acai (niebieski) - zapach jest niezbyt przyjemny, a już na pewno nie jagodowy - tak samo jak i smak.. Nawilża słabo.
cytrynowy (żółty) - jako jedyny zawiera SPF 15, pachnie bardzo świeżo i lekko, lubię cytrynowe zapachy szczególnie latem. Nawilża całkiem fajnie.
letnie owoce ( koralowy) - pachnie przyjemnie, bardzo owocowo. ale jego smak nie jest już tak fajny. Niestety słabo nawilża.



Niektóre wersje naprawdę nawilżają porządnie, ale nie jest to produkt do mocnego odżywienia, ponieważ nie zostawia nawet tłustej warstwy ochronnej i nie pozostaje na ustach długo. Dla mnie jest to opcja idealna do torebki, często sięgam po nie w ciągu dnia.
Wiele osób twierdzi, że są niewarte swojej ceny, ale to już kwestia indywidualna kto chce i ile może wydać na produkt do ust. Eosy można znaleźć od 20zł za sztukę i kupić je można aktualnie w wielu drogeriach i perfumeriach. Każdy ma 7g, ale przez swoją masełkowatą konsystencje są całkiem wydajne - ja przeciągam po ustach raz.

A Ty znasz te balsam do ust? Który to twój ulubiony?

Buziaki
Oktawia  
Catrice HD liquid coverage - najbardziej rozchwytywany podkład drogeryjny

Catrice HD liquid coverage - najbardziej rozchwytywany podkład drogeryjny

Hej!

Jak wiele osób wpadłam w obsesje posiadania  HD liquid coverage od Catrice, ale kolor 010 light beige był wiecznie wykupiony.. Regularnie zaglądałam do Hebe, drogerii internetowych, aż w końcu gdy już zaczęły pojawiać się pierwsze ochy i achy w polskiej blogosferze, udało mi się go kupić! Czekała na mnie ostatnia sztuka w tym kolorze. Tak więc testować zaczęłam go wczesną wiosną..

To dlaczego tak odwlekałam recenzje? :)



Chciałam, żeby ta recenzja była kompletna i rzetelna. Czasem okazuje się, że zmieniamy zdanie na temat produktu i.. cieszę się, że się wstrzymałam z opinią, bo właśnie tak było w moim przypadku! Zależało mi również na przetestowaniu go z różnymi bazami/pudrami/korektorami i w różnych warunkach. :)
Jak już wspomniałam zaczęłam go używać wczesną wiosną. Pierwszym zaskoczeniem dla mnie było opakowanie, zupełnie inne niż te, które znam z drogeryjnych półek. Wygląda porządnie, stwarza wrażenie droższego, niż jest. A do tego ta płynna konsystencja i pipetka.. Myślę, że to również wpłynęło na ''chciejstwo'' wielu kobiet!
Pipeta to fajne rozwiązanie, ale nie najlepsze z możliwych. Tutaj pojawia się pierwszy minus. Podkład u góry ciut się rozlewa i brudzi, przez to zakręcanie, odkręcanie, wyciąganie..Drugim minusem jest to, że przez to produkt ma bezpośrednią styczność z powietrzem, które jest wręcz wtłaczanie do środka.


Co to ma do rzeczy? Ano.. po jakimś czasie zmienił się kolor w opakowaniu. Po prostu podkład się utlenił.. Może nie jakoś znacznie,ale spokojnie o pół tonu. W sumie mogłabym to ''odpuścić'', bo tak czy siak się utlenia na buzi.


Na zdjęciach nie ma aż tak znacznej różnicy, ale zdarzyło mi się spojrzeć w lustro i zdziwić, że jestem lekko pomarańczowa.. Odkąd mam mixer z Nyxa (klik) rozjaśniam nim podkład aż będzie dla mnie ciut za jasny, bo po utlenieniu ma wtedy super kolor :D


A propos koloru, to 010 light beige jest naprawdę bardzo ładny. To nie jest typowy żółty podkład, a raczej bardzo jasny oliwkowy i naprawdę ciężko znaleźć coś takiego w tej cenie. Jednak czy jest aż tak jasny jak niektórzy piszą? Niestety.. To nie jest kolor dla typowych bladziochów, bo mi pasuje dopiero teraz, gdy jestem już trochę muśnięta słońcem. Może gdyby się nie utleniał.. :)

Wspomniałam też o wodnistej konsystencji i to czy ktoś zaliczy ją do plusów, czy do minusów, to już sprawa indywidualna. Moim zdaniem fajnie się z nią pracuje, bo nie ma żadnego problemu z roztarciem. Gdy już nie muszę rozjaśniać podkładu wylewam go z pipetki bezpośrednio na twarz - trochę na policzki, na brodę, na nos, na czoło.. i nie muszę dodatkowo brudzić sobie ręki.

Z podkładem pracuję tylko Beauty Blenderem (klik), bo najładniej wtedy wygląda. Przy pędzlu i palcach zdarzały mi się smugi, ale wiadomo.. to też kwestia preferencji. Ja na ogół najbardziej lubię nakładać podkłady gąbką. Ten konkretny najlepiej wygląda rozprowadzony naprawdę cienką warstwą, bo inaczej lubił mi się zważyć, ale nie nazwałabym tego, tak jak producent, efektem drugiej skóry. U mnie ten podkład widać.. Może nie odznacza się jakoś bardzo, ale nie wtapia się tak ładnie niezależnie od kremu/bazy/pudru...
Trzeba mieć też na uwadze, że jest to mimo wszystko dość ciężko podkład. Na początku nosiłam go na co dzień, bo podobał mi się ten efekt. Skóra zaczęła się jednak przez niego lekko przesuszać (a mam cerę tłustą/mieszaną), a niestety podkreśla suche skórki.. Za to u mnie nie uwydatnia porów :D
Gdy zaczęłam go używać miałam spore problemy z buzią i było co zakrywać. Tutaj nie mam mu nic do zarzucenia, ale nie jest to mega krycie. Moje piegi i większe wypryski wciąż przebijały, ale były zdecydowanie mniej widoczne. W miejsca gdzie tego potrzebowałam po prostu wystarczyło dołożyć korektor. Efekt był naprawdę bardzo fajny!
Oprócz krycia są jeszcze dwa aspekty, za które tyle kobiet go kocha. Po pierwsze to, że zastyga. Zdarzało mi się przypudrować tylko strefę T i wszystko nieźle się trzymało, a gdy wychodziłam na krótko potrafiłam go nie utrwalać wcale :) Myślę, że osoby z suchą skórą na co dzień mogą przy nim zupełnie zrezygnować z pudru. A po drugie.. naprawdę matuje. Ale nie jest to płaski mat na wiele godzin, mi bardzo odpowiada ten efekt. Jeśli ktoś jednak woli być matowy wiele godzin wystarczy sięgnąć po puder ryżowy - u mnie działa i zimą i latem. Jestem pod wrażeniem, bo ten produkt wygląda spoko nawet podczas gorących dni, nie roluje się i nie ściera (no może lekko.. ;))
Nie sięgam już jednak po ten podkład na co dzień, a jedynie na wyjścia lub gdy będę wiele godzin poza domem. Niestety delikatnie mnie zapycha jeśli używam go kilka razy pod rząd. Przy używaniu raz na jakiś czas jest wszystko w porządku.


Jestem w połowie butelki i na pewno ją skończę. Czy kupię kolejną? Nie wiem. Chcę chyba jednak poszukać czegoś jaśniejszego, choć równie (lub ciut mocniej) kryjącego. Wiem, że w tej cenie (30zł) raczej będzie ciężko, więc mam zamiar skusić się na coś z Sephory lub Douglasa - może coś polecacie?

Buziaki
Oktawia

Projekt denko : Czerwiec 2017

Projekt denko : Czerwiec 2017

Hej!

I pół roku za nami.. zanim się nie obejrzę będzie znowu Sylwester. W czerwcu zużyłam naprawdę sporo(objętościowo :D), przynajmniej jak na mnie, kosmetyków i dlatego nowości też było więcej niż zazwyczaj(klik), a przynajmniej tym się usprawiedliwiam...

1. Suchy szampon Batiste cherry i Olej ze słodkich migdałów Nacomi



Uwielbiam te suche szampony(klik), te małe wersje są idealne w podróży!  Wiśniowy miałam już kilkukrotnie i według mnie jest bardzo przyjemny.
Olej ze słodkich migdałów ma tutaj pipetę od serum do twarzy z Bielendy.. po prostu było mi tak wygodniej :) Moje włosy go bardzo lubiły, ale chcę spróbować teraz czegoś innego - przymierzam się do Macadamia lub Awokado :D

2. Żel pod prysznic berries and crean Zingy i żel do golenia dla skóry suchej Satin Care od Gillette



Jak ten żel pachniał! Ah..Kupiłam go będąc na Wyspach Brytyjskich w Bootsie(klik), u nas niestety go nie ma. Świetny pod każdym względem, a do tego w bardzo przystępnej cenie. :)
Te żele do golenia zużywam regularnie(klik), bardzo je lubię - zmieniam tylko wersje. Ta pachniała bardzo przyjemnie.

3. Krem moisture surge i płyn dwufazowy take the day off - miniatury Clinique



Bardzo lubię te firmę - większość produktów mi się sprawdza. Takie maluchy lubię zabierać w podróż, ale są też fajne jeśli nie jest się pewnym. Krem wystarczył mi na kilkanaście użyć, był zaskakująco wydajny, a żelowa konsystencja to coś, co naprawdę lubię! Przy tym przyjemnie nawilżał. :) Dwufazówka za to mega mnie zaskoczyła. Stronię od takich produktów, bo później mam całe tłuste powieki i czuję dyskomfort. Tutaj tego nie było, a płyn zmywał super i nie szczypał w oczy.

4.Łagodne chusteczki oczyszczające 3 w 1 do skóry suchej Rival de Loop, próbka kremu Topialyse SVR, próbka kojącego kremu CC do skóry wrażliwej od Mincer Pharma

 


Chusteczki kupiłam do zmywania podkładu i swatchy z dłoni, były bardzo przydatne gdy np robiłam zdjęcia do postu o palecie Wibo (klik). Na twarzy użyłam ich raz, ale nie spisały się za bardzo, poza tym że nie szczypały. Za to na dłoni usuwały wszystko. Na pewno zaopatrzę się w takie chusteczki ponownie, ale nie wiem czy akurat w te konkretnie. :)
Krem CC okazał się turbo żółty i jakoś nie zachęcił mnie do dalszych testów. Z próbki mogłabym się pomalować jeszcze z raz, może dwa, ale leci do kosza.
Próbki kremów od SVR zużywam regularnie, bo mam ich całkiem sporo. Dostałam kiedyś cały pliczek. Ta wersja jest całkiem okej, nie przekonuje mnie jednak do pełnowymiarowego opakowania.

5. Bardzo delikatny szampon micelarny Mixa baby i odżywka Oil Care Isana



Ten szampon to mój hit! (klik)Uwielbiam go, zużyłam już kilka opakowań. Jest bardzo niewydajny, ale w tej cenie mu to wybaczam. Będę do niego wracać częściej. <3
Ta odżywka(klik) to też mój aktualny hicior, tak samo jak maska z tej serii (klik). Odżywki jest więcej i mogę jej spokojnie używać przy każdym myciu, a włosy po niej są takie mięciutkie i błyszczące<3

6. Maska w płachcie For Angry Cat Skin79 i nawilżająca maska na stopy w formie skarpetek Cettua



Maska Zły Kot (klik) naprawdę spisała się nieźle, to też fajna opcja na babski wieczór, bo wygląda ekstra! Z chęcią przetestuję też inne maski z tej serii.
Skarpetki(klik) były świetne, a nawilżenie nie ustąpiło na następny dzień. Zaopatrzę się w nie we wrześniu, bo wybieram się na wesele.

7. Tusz Studio Lask od Miss Sporty, regenerujące serum do stóp Evree i próbka kremu z filtrem Cleanance Avene



Tusz(klik) wyrzucam, mimo że jest go jeszcze z połowa. Zupełnie mi się nie sprawdził..
Serum do stóp bardzo lubiłam, coś jeszcze bym może z niego wycisnęła, ale już jest jego czas - lekko pozastygał i nie chcę go używać. Być może wrócę do niego na zimę.
Ten filtr był całkiem okej, ale ostatecznie zdecydowałam się na Iwostin. (klik)

Jest tu coś co znasz lub planujesz kupić? :)

Buziaki 
Oktawia
Copyright © 2014 Kosmetykowy Zawrot Glowy , Blogger