Marion, zabieg laminowania - hit czy kit?

Marion, zabieg laminowania - hit czy kit?

Hej!

Dawno nie było nic włosowego, choć właściwie nie wiem czemu, bo często o włosy mnie pytacie. Poza typowym myciem, olejowaniem i używaniem odżywek lubię czasami przetestować coś ciekawego. Te niepozorne saszetki czekały w zapasach dość długo, ale w końcu się zebrałam i zapraszam was na recenzję. Jak myślicie - jest wow, czy meh? :)




Zabieg laminowania włosów nie jest niczym odkrywczym i można go łatwo przygotować samemu w domu z żelatyny, a ja sięgnęłam po gotową opcję. Sam zabieg ma zadanie sprawić, że włosy będą mocno wygładzone, błyszczące i bardziej sypkie. Efekty są natychmiastowe, bo włos zostaje otulony warstwą ochronną, a łuski są zamknięte na całej długości. Dlatego polecany jest on również dla włosów zniszczonych. Ze względu na proteiny warto takie zabiegi robić nie częściej niż co kilka myć. Jeśli chcecie poczytać więcej o samym laminowaniu w domowym zaciszu to świetnie opisała to Anwen (klik) oraz Gosia z Porady Herrbaty (klik)



Ale czy Marion, zabieg laminowania jest faktycznie.. laminowaniem włosów? Nie do końca. Oprócz żelatyny, która jest na trzecim miejscu, są silikony, różne proteiny, nawilżacze i nawet olej!

Skład : Aqua, Cetyl Alcohol, Gelatin, Cetearyl Alcohol, Ceteareth-20, Glycerin, Isopropyl Myristate, Cetrimonium Chloride, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Hydrolazed Wheat Protein/Pvp Crosspolymer, Trimethylsilyamodimethicone, C11-15 Pareth-5, C11-15 Pareth-9, Cyclopentasiloxane, Amodimethicone, Dimethiconol, Hydrolyzed Keratin, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, Pentylene Glycol, Glycerin, Fructose, Urea, Maltose, Sodium PCA, Trehalose, Allantoin, Sodium Chloride, Sodium Lactate, Sodium Hyaluronate, Glucose, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Methylparaben, Propylparaben, Methylisothiazolinone, Citric Acid, Triethanolamine, Sodium Hydroxide, Hexyl Cinnamal, Buthylphenyl Methylpropional, Linalool



 Zaklasyfikowałabym więc saszetki bardziej jako maskę i podobnie do maski się jej używa.
Żeby wykonać zabieg najpierw należy umyć skórę głowy (ja zrobiłam to szamponem Organic Shop malina i acai, myłam dwukrotnie) i włosy osuszyć ręcznikiem. Producent zaleca je następnie przeczesać i choć od dawna nie czeszę włosów na mokro to faktycznie nie pominęłam tego kroku, ale.. pamiętajcie też o porządnym przeczesaniu włosów przed samym myciem!


Na raz użyłam jednej saszetki (choć przy włosach gęstych, grubych oraz opornych zaleca się użyć dwóch). Rozcięłam róg, wyciskałam po trochę i delikatnie nakładałam na włosy. Wszystko następnie spięłam bardzo delikatnie (włosy by mi inaczej wypadły) i włożyłam pod czepek(jest dołączony do saszetek) na około 10 minut. Po tym czasie maskę porządnie wypłukałam i nie nakładałam już nic dodatkowo. Włosy trzeba wysuszyć, aby wszystko nam się domknęło.
Bezpośrednio po suszeniu włosy mi odstawały i choć były błyszczące, to na pewno nie wygładzone.. Jednak gdy już wyschły w 100% wyglądały znacznie lepiej, ale wciąż nie idealnie!

zdjęcie robione w pełnym słońcu, nieprzerabiane


Myślę, że na zdjęciu widać blask i wygładzenie, a przy tym włosy nie są proste jak druty. Końce mi się odrobinę spuszyły, ale po takiej bombie proteinowej oczekiwałam mega puchu - więc jednak jest wow! Włosy są miękkie, dociążone, mega błyszczące, sypkie i wygładzone.
Nie jest to zabieg, który można sobie robić codziennie. Producent zaleca co 3-4mycia, ale moim zdaniem to po prostu kwestia indywidualna i zależy to od tego, czego akurat wasze włosy potrzebują. ;) ok, ok.. czyli dla kogo taki zabieg? Spróbować go można na każdych włosach!

włosy zawinęły się od wiatru i przeczesania ręką. zdjęcie rownież nieprzerabiane, tutaj widać trochę puch


Naprawdę efekt mi się bardzo podoba i z chęcią będę go sobie powtarzać raz na jakiś czas. Tym bardziej, że taki zabieg kosztuje około 2,50 zł i można go złapać nawet w marketach! A przypomnę tylko, że dla większości taki zabieg jest na dwa razy.. :)

Co sądzicie? Korzystałyście już z tego zabiegu? :D
Jest jeszcze jedna wersja i na pewno ją sobie też przetestuję!

Buziaki
Oktawia 
Nowości maja! Boscia, Selfie Project, Biofficina Toscana..

Nowości maja! Boscia, Selfie Project, Biofficina Toscana..

Hej!

Co prawda mamy już czerwiec, a nowości u mnie pojawiają się zazwyczaj pod koniec miesiąca, ale.. maj był dla mnie intensywny. Choć czerwiec nie będzie łatwiejszy to mam nadzieję, że znajdę trochę czasu na bloga. Bardzo chciałabym znów pisać (w miarę) regularnie. :) W maju czekałam na jeszcze dwie paczki, które do mnie nie dotarły, więc wszystko zobaczycie dopiero w czerwcowych nowościach, ale.. i tak nie ma tego aż tak mało.. :D



Vianek, normalizująca maseczka do twarzy


Już ją kiedyś miałam, a jej recenzja pojawiła się na insta. (klik) Była świetna, więc gdy trafiłam na nią stacjonarnie od razu ją kupiłam :)

Boscia, luminizing black mask


Dostałam tę maseczkę do zakupów i bardzo się cieszę! To ta kultowa czarna maseczka peel off, a że jej pojemność pozwala na kilkukrotne użycie to możecie spodziewać się recenzji :)

Kobo, paleta my favorite colors by Daniel Sobieśniewski


Ah.. jaka ona jest piękna! Tyle się na nią czaiłam, że gdy zobaczyłam ją stacjonarnie wiedziałam, że muszę ją kupić.


Paleta powstałam we współpracy z Danielem Sobieśniewskim. To jedyna moja paleta w takich czerwieniach/fioletach i na pewno nie jest ona podstawowa. :)


Orientana, bogaty krem z kurkumą


Świetny krem! To opakowanie na zapas, bo moja sztuka już się kończy. Pisałam jego pełną recenzję tutaj - >klik


Lirene,  algowa maska głębowo nawilżająca


Naczytałam sie o tych maskach sporo dobrego, a że przy okazji 2+2 na pielęgnacje w Rossmannie miałam w koszyku trzy maski.. to była idealna okazja na kupienie jej jako czwartej :D


Selfie project, dwie maski na tkaninie 


Dokupiłam dwie, bo dwie już mam! Będzie o nich cały wpis na blogu :) Są mega urocze i mam nadzieję, że to nie jedyna ich zaleta.

Zamówienie ze sklepu biofemina


Skorzystałam z akcji rabatowej w tym sklepie i sięgnęłam ponownie po maskę z Biofficina Toscana (klik do recenzji!). Chciałam też spróbować bardziej naturalnego dezodorantu i padło na kulkę z Biofficina Toscana, tej samej marki dostałam też balsam do ust (był jako gratis, bo nie było pomadki z Avril, którą wrzuciłam do koszyka). Kupiłam też tonik z Avril, bo żadnego akurat nie miałam! Dostałam też trochę próbek, a że marka Biofficina Toscana naprawdę mnie zachwyca to chętnie sobie potestuję ich produkty.

Sephora, algowa maska w płachcie 


Rabat -20% w Sephorze był ostatnio od konkretnej kwoty i brakowało mi dosłownie kilkunastu złotych. Dorzuciłam więc sobie taką maskę, wydaje mi się, że ta wersja to nowość!


Jak widzicie kupiłam sporo maseczek, bo były okazje i.. lubię testować wciąż inne maski! :D Cieszę się, że nie ma tych nowości aż tak dużo - to znaczy, że ograniczanie się idzie mi dobrze :)

Co z nowości znacie? a co was zaciekawiło?

Buziaki
Oktawia

Projekt denko : maj

Projekt denko : maj

Hej!

Ten miesiąc był dla mnie bardzo intensywny i pracowity, co znacznie odbiło się na blogu i instagramie. Nie miałam czasu na zdjęcia, nie wspominając o ciekawych wpisach, które pochłaniają naprawdę dużo czasu.. Zapewne w czerwcu nie będzie wiele lepiej, bo wiecie - sesja-depresja :D Dzisiaj zapraszam na denko, a nowości będą dopiero po weekendzie :)


D'ran Wonder Cream Vitamin E


Świetny, treściwy, a przy tym bardzo lekki, krem! Przy tej pojemności naprawdę ciężko było go zużyć. Nie stosowałam go na co dzień, bo to dla mojej cery za dużo, ale ratował mnie zawsze gdy czułam ściągnięcie. Opisałam go szczegółowo z dwoma innymi kremami tej marki w tym wpisie - >klik


Alterra, nawilżone chusteczki oczyszczające


Ratowały mnie na wyjazdach i gdy skończyły mi się w domu waciki :D Zmywają lekki makijaż, ale oczywiście i tak trzeba resztki usunąć żelem. Chusteczki mają przyjemny skład, są tanie i naprawdę dobre, dlatego ja nic innego nie będę szukać i na pewno kupię sobie kolejne opakowanie na wyjazd. Pisałam o nich tutaj - >klik


Dr Irena Eris eyeliner w pisaku


Świetny i bardzo precyzyjny liner! Nie wysechł,a miałam go naprawdę długo. Do tego ma bardzo głęboki, czarny kolor

Dresdner Essenz, pianka do mycia ciała o tropikalnym zapachu


Ależ ona pachnie! I do tego jest taka kremowa.. Mycie się nią to czysta przyjemność - dla ciała i zmysłów. Miłośniczki pięknych zapachów oraz fajnych składów koniecznie powinny się tą pianką zainteresować. Tutaj o niej pisałam - >klik


Rexona antyperspirant invisible


Antyperspiranty z Rexony to obok tych z Nivea, moje ulubione. Ten dodatkowo nie brudzi ubrań. Mam kolejną sztukę w użyciu.


Efektima, hydrożelowe płatki pod oczy z węglem bambusowym


To nowość, choć ich hydrożelowe płatki znam od dawna! Ta wersja wyglądała ciekawie, bo płatki naprawdę były czarne, a na szerszą recenzję zapraszam tutaj - >klik

Marion, serum silikonowe 7 efektów



Fajne, choć nie jakieś wybitne, serum silikonowe w bardzo przystępnej cenie. Do tego jest ono łatwo dostępne i wydajne.


Tami,  waciki bawełniane


Świetne waciki, dostępne w Rossmannie i przystępne cenowo. Kupuję je jak tylko mam okazję. Mają idealny kształt i rozmiar, fajnie chłoną i nie rozwarstwiają się.


Clinique, take the day off balsam do demakijażu


Kosmetyk kultowy, ale u mnie na miano takiego nie zasłużył. Niby fajnie zmywał, ale miewałam oczy za mgłą, musiałam wszystko tak czy siak doczyszczać (choć mycie po nim twarzy żelem tak czy siak bylo oczywiste ;)) Cieszę się, że kupiłam minisa - narazie nie planuję większego opakowania, ale może kiedyś się skuszę. Nie mam też porównania do innych takich balsamów, a recenzja jest tutaj - >klik 

W tym miesiącu nie ma tego dużo, ale widzę jak moje zapasy się jednak uszczuplają. To mnie cieszy! 
Co z denka znasz? :D

Buziaki
Oktawia
Kremy inspirowane Ayurvedą ,czyli seria turmeric z Orientany

Kremy inspirowane Ayurvedą ,czyli seria turmeric z Orientany

Hej!

Jeśli czytacie mnie dłużej wiecie, że moja skóra jest kapryśna oraz, że wyeliminowałam pewne składniki z pielęgnacji. Zdecydowanie wolę postawić na produkty z lepszym składem, a najlepiej naturalne. Nigdy wcześniej jednak nie interesowałam się ajuwedą.. ale przybliżyła mi tę filozofię marka Orientana swoimi kremami  z serii turmeric. 




Zapewne część z was zapyta o co właściwie chodzi z tymi dziwnymi nazwami.. Ayurveda to filozofia życia i najstarszy udokumentowany system medyczny (uznany w Indiach, Sri Lance i Kanadzie) stworzony w Indiach 5 tysięcy lat temu. Oznacza wiedzę o życiu i składa się z ośmiu specjalizacji, a jedną z nich jest nauka o odmładzaniu. Podstawową zasadą jest tutaj to, że co nakładamy na ciało, powinniśmy móc również zjeść - kosmetyki oparte na Ajurwedzie nie szkodzą organizmowi, są naturalne i wspomagają regenerację skóry. (źródło - karteczka dołączona do paczki z kremami)
Seria tych kremów nosi nazwę turmeric, ponieważ to tradycyjna nazwa kurkumy. Ajurweda uznaje kurkumę jako lek na wiele dolegliwości i jest ona wykorzystywana w zabiegach pielęgnacyjnych od stuleci. To naturalny antyoksydant, spowalnia procesy starzenia, ma działanie przeciwzapalne, antybakteryjne i antyseptyczne, reguluje również pracę gruczołów łojowych, rozjaśnia i likwiduje przebarwienia. Ta seria polecana jest przede wszystkim do cery tłustej i mieszanej.

Hydrokuracja z kurkumą (klik)


Bazą kremu jest tutaj aloes, dzięki czemu jest on niesamowicie lekki i wchłania się natychmiastowo, z niczym nie trzeba czekać. Używam go rano, pod makijaż i wszystko się świetnie na nim trzyma,  i nie czuję ściągnięcia w ciągu dnia. Jeśli się nie maluję i użyję tego kremu moja skóra również się nie wyświeca, a wręczy wygląda w końcu normalnie :)


Ja nie jestem fanką aloesu w kosmetykach do twarzy, jednak tutaj świetnie się on wpisuje i nie robi mi krzywdy. Warto jednak wiedzieć, że nie jest to bardzo nawilżający czy natłuszczający kosmetyk, mi jednak ten poziom, przy cerze tłustej, na dzień w zupełności wystarcza! Krem ma specyficzny, dość mocny zapach, który o dziwo zupełnie mi nie przeszkadza.

Skład (ze strony Orientany) : Aqua, Rosa Damascena Flower Water (woda różana), Glycerin, Aloe Barbadensis Extract (aloes), Curcuma Longa Rhizome Extract (kurkuma), Glycyrrhiza Glabra Root Extract (lukrecja), Rubia Cordifolia Root Extract (marzanna indyjska), Cucumis Sativus Extract (ekstrakt z ogórka), Bacopa Monnera Extract (brahmi), Xanthan Gum (pochodzenia naturalnego), Sodium Hydroxide, Benzyl Alcohol, Decyl Glucoside, Carbomer, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate

Oprócz kurkumy i aloesu, wysoko w składzie jest również lukrecja i pełno ekstraktów! Ja nie widzę niczego, czego musiałabym unikać lub czego w produktach nie lubię - tu jest po prostu samo dobro.

Bogaty krem z kurkumą (klik)


Jego konsystencja zdecydowanie nawiązuje do nazwy, ale nie jest to krem tłusty, mimo masła shea wysoko w składzie. Wchłania się dość szybko, a ja lubię go nałożyć grubszą warstwą na noc. Spokojnie można go użyć pod makijaż, bo nie zostawia na skórze warstwy.


Krem ma żółty kolor, ale podczas rozcierania robi się biały - na skórze nie daje jednak koloru. Cera wygląda po jego użyciu na ujednoliconą i nie wyświeca się. Mimo tej bogatej konsystencji (3 masła i 8 olei!) nie zapycha (jednak to kwestia indywidualna!), a wręcz przeciwnie - przyspiesza gojenie się wyprysków i nic nowego mi po nim nie wyskakuje. Jest lepiej nawet przed tymi dniami ;) Tutaj zapach jest również dość intensywny i specyficzny, ale mi się on nawet podoba!

Skład (ze strony Orientany) :  Aqua, Curcuma Longa Rhizome Extract (Kurkuma), Glyceryl Stearate Se, Butyrospermum Parkii Butter (Masło Shea), Stearic Acid, Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej ze słodkich migdałów), Sesamum Indicum Seed Oil (olej sezamowy), Aloe Barbadensis Extract (Aloes), Glyceryl Caprylate, Cetyl Alcohol, Beeswax, Isopropyl Myristate, Vitis Vinifera Oil (olej z pestek winogron), Withania Somnifera Flower Extract (Żeń-szeń Indyjski), Symphytum Officinale Leaf Extract (Żywokost), Rosa Damascena Flower Oil (olej różany), Theobroma Cacao Butter (masło kakaowe), Garcinia Indica Seed Butter (masło kokum), Triticum Vulgare Germ Oil (olej z kiełków pszenicy), Simmondsia Chinensis Seed Oil (olej jojoba), Glycyrrhiza Glabra Root Extract (lukrecja), Tocopherol, Santalum Album Oil (olej z sandałowca), Daucus Carota Sativa Seed Oil (olej marchwiowy), Citric Acid, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate

Kurkuma jest już na drugim miejscu w składzie i na początku obawiałam się trochę o podrażnienie, i.. przy pierwszych użyciach czułam lekkie pieczenie nad ustami. Dobrze jednak, że się nie zniechęciłam, bo nic złego się nie wydarzyło, a to miejsce się nawet nie zaczerwieniło. Teraz nie szczypią mnie nawet miejsca, gdzie mam mocno podrażnioną skórę. Warto mieć jednak na uwadze to, że w składzie jest bogactwo składników. :)




Używałam tych kremów razem, jako pełna pielęgnacja, oraz osobno, żeby każdy z nich porządnie przetestować.  Są to dwa zupełnie inne produkty, o innych konsystencjach i ciut innym działaniu. Oba kremy kocham, ale gdybym miała wybrać jeden to byłaby to.. wersja rich! Ten krem ratuje mnie zawsze, gdy moja skóra szaleje - nakładam go na noc, a rano większość wyprysków jest zagojona lub uspokojona. Od razu przestaje się też ona nadmiernie wyświecać, a pory nie rzucają się aż tak w oczy. 


 
Jeśli chodzi o długotrwałe efekty to zauważyłam znaczne poprawienie się kolorytu, a przebarwienia po wypryskach praktycznie zniknęły. Skóra wygląda o niebo lepiej, od razu wygląda na gładszą, zdrowszą i odzyskała swój naturalny blask. Jednak raz na jakiś czas muszę użyć czegoś mocno nawilżającego - maseczki czy ciężkiego kremu na noc - bo sama seria nawilża dość lekko. :) 

Jestem tak zadowolona z tych kremów, że mam już w planach kupić wersję rich na zapas. Aktualnie zdarza mi się wychodzić z domu bez podkładu - nie wstydzę się, bo skóra wygląda naprawdę dobrze, mimo drobnych wyprysków, oraz unormowało się wyświecanie. 
Podoba mi się też to, że kremy są w poręcznych tubkach (30ml) i nie trzeba grzebać w słoiczku :) Dzięki stosunkowo niewielkiej pojemności mamy też pewność, że zużyjemy kosmetyk w ciągu tych sześciu, zalecanych miesięcy. 

Polecam tym z was, które borykają się z przebarwieniami, wypryskami oraz nadmiernym świeceniem cery. Ja w końcu widzę efekty mojej pielęgnacji. Kremy można kupić stacjonarnie często w sklepach z kosmetykami naturalnymi czy zdrową żywnością, ale warto sprawdzić na stronie Orientany (klik) gdzie konkretnie u was w mieście można je dostać.  Oczywiście można je również zamówić z ich strony. Pewnie interesuje was cena i mnie ona zaskoczyła - każdy z tych kremów (jest jeszcze jedna seria - z szafranem, którą z resztą kupiłam mojej mamie.. :D) kosztuje około 30zł!

Koniecznie dajcie znać czy korzystacie z kurkumy w kuchni i w kosmetykach! 

Buziaki
Oktawia




Co przywiozłam ze sobą z Meet Beauty?

Co przywiozłam ze sobą z Meet Beauty?

Hej!

To, że konferencja była dla mnie niesamowitym wydarzeniem już wiecie z tego wpisu - >klik :) Naprawdę się cieszę, że miałam szansę być jedną z uczestniczek, poznać wspaniałe dziewczyny oraz zapoznać się z różnymi markami. Pokażę wam jakie upominki otrzymałam po Meet beauty, na warsztatach oraz na stoiskach marek - w większości są to nowości na rynku!



O2skin


O2Skin to nowa, polska marka, która szczyci się dużą zawartością tlenu w kosmetykach. W asortymencie jest aktualnie sześć produktów do pielęgnacji twarzy, ale właścicielka na warsztatach pytała nas czego nam brakuje. (więcej tutaj ->klik)
Ja testować będę aż cztery kosmetyki O2skin : krem na noc, który mam nadzieję, że nie będzie dla mnie za ciężki ; krem pod oczy, który jest kontrowersyjny, bo szczypie po nim okolica pod oczami, ale przez to ma działać cuda ; serum, które chyba jest najbardziej znane ; krem-żel na dzień, który liczę, że będzie się nadawał pod makijaż.
Nie chcę otwierać tych kosmetyków teraz, bo właścicielka mówiła, że zawartość tlenu od otwarcia będzie trochę uciekać. Myślę o teście, gdzie będę na skórę nakładać tylko te produkty - podobno ten tlen ma działać cuda.. zobaczymy we wpisie pod lupą :D
Serum i krem pod oczy dostałam w ramach udziału w warsztatach, a dwa kremy były w widocznej z tyłu tubie w torbie, którą każda z nas dostała na koniec konferencji.


So chic!


Widziałam stoisko tej marki obok O2skin, ale nie miałam okazji zapoznać się z tymi kosmetykami..  Te dwa produkty, wraz ze smyczą, znalazłam w torbie, w tubie z O2skin, więc podejrzewam, że to marka zaprzyjaźniona :)
Szminka ma piękny, głęboki kolor, ale lakier do paznokci raczej mi się nie przyda - wolę hybrydy. Z tego co wypatrzyłam na ich stronie marka ma w asortymencie nie tylko kolorówkę, ale również zapachy. Nigdy wcześniej o tych produktach nawet nie słyszałam. (klik)

Efektima


Tę markę znam z płatków pod oczy i peelingów. Na stoisku marki (klik) były wystawione przeróżne ich produkty, a Pani chętnie opowiadała o kosmetykach. Dostałam trzy mini peelingi, które są nowością, serum antycellulitowe oraz nowe płatki pod oczy, o których już pisałam na instagramie (klik)

Roge Cavaille


Marka ma prawie 100 letnią tradycję, ale na polskim rynku to świeżynka. Na stoisku miałam okazję zapoznać się z olejkami do mycia ciała i powąchać każdy z nich - moje serce skradł aksamitny. Pachnie bardzo delikatnie i z tego co widziałam na ich stronie (klik), jest to bestseller :) Ja ostatnio polubiłam się z olejkami pod prysznic, bo moja skóra po zimie jest lekko przesuszona.

Neess


Markę kojarzę tyle o ile, ale nigdy chyba nic od nich nie używałam. W torbie znalazłam nowość - bazę peel off pod hybrydy, która mam nadzieję okaże się hitem, bo często niestety zrywam swoje hybrydy. Był również lakier hybrydowy, mi trafił się granatowy, oraz dwie ozdoby do paznokci - te jednak były tak duże, że na pewno nie wykorzystałabym ich do ozdobienia swoich paznokci i oddałam je siostrze. 

 
W paczce była również szczoteczka do makijażu, ale ze względu na jej kształt nie wiedziałam do czego mogę jej używać.. Za to moja siostra chętnie ją przyjęła, bo to coś innego i ciekawego. Miałam okazję pomacać sobie pędzle tej marki i powiem wam, że o ile dla takich szczotek nie widzę zastosowań, tak normalne pędzle były bardzo miękkie. Z tego co się dowiedziałam są one robione w tej samej fabryce do Hakuro, ale moim zdaniem byly przyjemniejsze w dotyku.
Dostałam również 30% rabat, z którego śmiało możecie korzystać na stronie - >klik


Pollena Eva
 
Na stoisku tej marki było wykonywane badanie skóry, o którym już wam pisałam w ogólnym poście o Meet Beauty. Wyszło, że potrzebuję nawilżenia i złuszczenia - otrzymałam więc krem przeciwzmarszczkowy na dzień i enzymatyczny peeling. Cieszę się, że krem ma pompkę, a jeśli obserwujecie mnie na instagramie to wiecie, że już go sobie testuję. :) Z tego co wiem te kosmetyki można złapać nawet w niektórych Rossmannach, a na ich stronie internetowej są podane dokładne  adresy sklepów, gdzie można kupić produkty tej marki. (klik)

Bartos


To młoda, polska marka ze świetnymi składami! Z tego co widziałam na stronie internetowej (klik) to wyszły dopiero trzy kosmetyki. :) Mi w paczce trafił się krem odmładzający, o ciężkiej i bogatej konsystencji, więc zostawiłam go mamie. W składzie znajdziemy komórki macierzyste z jabłoni, co wydaje mi się czymś niespotykanym. Szkoda, że go sobie nie zużyję, ale przy cerze tłustej używanie tak bogatego kremu zapewne skończyłoby się zapchanymi porami. Zamierzam jednak użyć go sobie kilkukrotnie od mamy i napisać o nim parę słów na instagramie! Muszę też wspomnieć o tym genialnym opakowaniu, bo.. jest to słoiczek, ale na górze jest coś w stylu pompki - naciskamy i wyskakuje nam trochę kremu. :)

Mediheal



Maseczek nigdy za wiele! Marki nie znam, ale opakowania wyglądają naprawdę fajnie :) Wydaje mi się, że można było te maski kupić w Lidlu, ale jeśli to nie te to mnie poprawcie w komentarzu.

Bio-oil




Produkt kultowy, który można kupić teraz w jeszcze mniejszej pojemności - 25ml! Nigdy nie używałam tego olejku, a mam kilka rozstępów - zobaczymy, czy faktycznie zauważę różnicę ;)


Natura Siberica 


 Ogromny balsam! I niesamowicie ciężki. Markę znam i lubię, a ich warsztaty były najlepszymi i najciekawszymi w jakich uczestniczyłam. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy o dzikich zbiorach i dlatego z przyjemnością przetestuję ten krem do ciała, który z resztą pięknie pachnie!

Tołpa 


Uwielbiam ich żele do mycia twarzy i choć do samej marki podchodziłam do niedawna z rezerwa, teraz chętnie testuję ich kosmetyki. Myślę, żeby z czwórką ze zdjęcia zrobić pod lupą - co wy na to? Wszystkie te produkty są ciekawe i na swój sposób się wyróżniają. No i peeling jest dość mocno rozchwytywany! :)

Annabelle Minerals


Za wstawienie zdjęcia ze stoiska maki dostałam olejek wielofunkcyjny - wersję stay pure, do cery problematycznej. Zamierzam głównie używać go do masażu twarzy i demakijażu, ale może spróbuję go w każdej z wypisanych opcji! Są jeszcze dwie wersje tego olejku - > klik
W torbie za to znalazłam dwa cienie glinkowe w dość jasnych kolorach - beżowy almond milk i róż milkshake. Wcześniej nie miałam styczności z minerałami i choć sypka forma cieni nie do końca do mnie przemawia, to liczę, że się polubimy.

Pierre Rene 


Markę dobrze znam, choć ich produktów nie miałam lata! Stoisko Pierre Rene było największe, a asortyment był ogromny - pomacałam sobie słynny podkład, sprawdziłam cienie, a międzyczasie dostałam reklamówkę z trzema produktami - tuszem, eyelinerem i czymś do paznokci :)


Na warsztatach z marką i Klaudia Owczarek czekała na mnie torebka, a w środku bronzer, liquid primer (choć nie wiem czym on jest - coś jak duraline, czy bardziej baza pod makijaz?) oraz płynny rozświetlacz. Bronzer ma piękny, chłodny kolor (17 chilly bronze), a rozświetlacz mimo, iż jest różowy wygląda naturalnie. Te trzy produkty to nowości marki, a więcej znajdziecie na ich stronie (klik)


Miyo


To marka siostrzana Pierre Rene, na której stoisku Pan zaproponował, żebyśmy się poczęstowały cukierkami.. Tak oto wyłowiłam ten piękny, różowy cień! Szminkę za to dostałam w paczce z Pierre Rene i ma szalony, fioletowy kolor.


Dużo tego, wiem! Wciąż jeszcze nie porozkładałam tych kosmetyków, bo po prostu nie mam ich gdzie trzymać.. ale część z nich już intensywnie testuję. Spodziewać się możecie pojedynczych recenzji na moim instagramie, oraz kilku wpisów na blogu.

Co Cię najbardziej zainteresowało? A może któryś z tych produktów jest Ci znany? Ja żadnego z nich wcześniej nie testowałam :)

Buziaki
Oktawia
Projekt denko : kwiecień 2018

Projekt denko : kwiecień 2018

Hej!

Przyznaje, że czekałam na tę majówkę z utęsknieniem! W końcu spędzam czas w domu rodzinnym, na spokojnie, bo część przedmiotów na uczelni mam  już z głowy.. W kwietniu wydawało mi się, że zużyłam sporo produktów, ale jak jest zobaczcie same :)



Tołpa dermo face physio, żel do mycia twarzy i oczu 


Przy końcu dosłownie go oszczędzałam, bo był swietny! Minisa złapałam w Rossmannie, na szybko przed wyjazdem i mam ochotę na większe opakowanie. Dobrze, że w zapasach czeka na mnie podobny żel od Tołpy - oby był tak samo dobry, lub jeszcze lepszy! Recenzja tutaj - >klik


Simply Nails, cleaner i Nivea, antyperspirant invisible for black&white


Cleaner jak cleaner, ja tu nie widzę różnycy. Samej firmy jednak raczej nie polecam, bo ich lakiery hybrydowe są beznadziejne. Za to ten antyperspirant bardzo lubię, uważam że to jeden z lepszych na rynku.


Marion, odżywka intensywnie wzmacniająca 


Bardzo fajny produkt, zawsze miałam po niej good hair day. Używałam jej bardzo długo, bo zostawiłam ją sobie u rodziców. Pełna jej recenzja tutaj na blogu ->klik wraz z szamponem i jeszcze jedną maską tej marki.


B-lens, krople do oczu i Blistex,sztyft do ust


Krople do oczu miałam dołączone do soczewek, które kiedyś na szybko kupiłam w drogerii. Były naprawdę fajne i niejednokrotnie mnie ratowały po całym dniu w soczewkach. Sztyft za to to mój i mojego faceta ulubieniec, pięknie zmiękcza, nawilża i odżywia usta. Szkoda tylko, ze w tej sztuce zepsuł się mechanizm i nie można go zużyć do końca. Recenzja - > klik

Wibo, pomada do brwi soft brown 


Miałam końcówkę, która mi zaschła. Uważam, że to świetny produkt. Aktualnie mam jaśniejszy kolor, z którego jestem jeszcze bardziej zadowolona. Recenzja tutaj - > klik


Dermedic, hydrain2


Mocno nawilżający, ciężki krem. Niestety ma w składzie parafinę, na która moja skóra nie reaguje najlepiej, wiec musiałam go odstawić na jakiś czas. Ostatecznie zużyłam go jako krem do stóp i swietnie się sprawdził w tej roli.


Selfie project, tonik i lekki krem


Te dwa produkty zużyłam właściwie razem z siostrą. Tonik to mój faworyt, a jej krem tak się spodobał, że ma już kolejne opakowanie. Oba te produkty opisałam szczegółowo na blogu - > klik , a gościnnie swoje zdanie wyraziła również.. właśnie moja siostra :)


Dermedic, sunbrella i Sephora, kostka musująca 


Ten krem koloryzujący jest bardzo polecany i stwierdziłam, ze go sobie przetestuję w dzień, gdy wychodziłam tylko do sklepu. I.. dobrze zrobiłam. Na mojej skórze wyglądał, jakbym się wysmarowała pomarańczowym samoopalaczem. Coś strasznego. :P Cieszę się, że miałam próbkę i nie rzuciłam się od razu na całe opakowanie, chociaż myślę, że osoby z ciut ciemniejszą karnacją będą zadowolone.
Kostka z Sephory była bardzo fajna, pięknie pachniała i umilała mi kąpiel :)

Skinfood, maska w płachcie Tomato


Ja się chyba nie przekonam już do masek w płachcie.. Są albo ''spoko'', albo ''średnie'', a to była nieciekawa. Choć może i mnie zaciekawiła ze względu na pomidora, za to ze skórą nie zrobiła nic dobrego. Opisałam ją tutaj - >klik

Lirene i Manfoot, skarpetki złuszczające 


Ani po jednych, ani po drugich nie ma efektu wow. Ani się nam nie łuszczyła specjalnie skóra na stopach, ani nie ma efektu wow. Choć i u mnie, u mojego faceta jest lepiej to nie ma zachwytu - ot, fajne. Choć damskie miałam lepsze ;) Wyjątkowo pokazuję wam tu wersję męską, bo te skarpetki są po prostu większe - warto mieć to na uwadze. Myślę, ze łatwiej faceta namówić na takie skarpety niż pójście do kosmetyczki.. :)


Loreal Elseve, low shampoo krem myjący 


Fajny produkt, bardzo ciekawy i zawsze to coś innego na rynku. Jednak u mnie nie ma zachwytu, bo skórę głowy od dawna myję czasami odżywką, a dla mnie na takiej zasadzie działa ten krem. Pełna recenzja tutaj - >klik


Balea, żel pod prysznic 


Bardzo go lubiłam ze względu na zapach, choć działanie jest raczej.. przeciętne. Ot, myje, ale ze względu na jego cenę naprawdę warto się skusić! Szkoda, ze u was nie ma DM :) Mam w zapasach jeszcze chyba dwa lub trzy żele z Balea, zużyje je z przyjemnością!



Myślę, że ostatecznie wyszło tego całkiem sporo - przynajmniej objętnościowo! Znalazły się też tutaj produkty, których używałam miesiącami. Ostatnio uszczuplanie zapasów, jeśli chodzi o denka, idzie mi coraz lepiej, choć kosmetyków wciąż przybywa mi dużo. Za dużo.. :)

Dajcie znać co z denka znacie!

Buziaki
Oktawia

Copyright © 2014 Kosmetykowy Zawrot Glowy , Blogger