Hybrydy - 7 porad dla początkujących

Hybrydy - 7 porad dla początkujących

Hej!

Hybrydy są ogromny ułatwieniem w życiu codziennym, szczególnie jeśli nie mamy zbyt wiele czasu na takie ''pierdoły'' jak malowanie paznokci. Ja już od dawna wykonuję taki manicure sama, bo bardzo nie lubię się umawiać z wyprzedzeniem (często dwutygodniowym), a jak coś mi odpryśnie bezproblemowo to sobie naprawiam :) Samo robienie hybryd jest naprawdę łatwe i wymaga może odrobinę wprawy, ale przyznam, że gdy zaczynałam, nie szło mi tak dobrze.. Mam dla was kilka wskazówek, o których warto pamiętać, szczególnie jeśli dopiero zaczynacie swoją przygodę z hybrydami!


1. Staraj się nie zalewać skórek

Wiem, wszyscy o tym trąbią! Jednak jest to najczęstsza przyczyna odchodzenia hybryd :) Można wtedy ściągać lakier płatami i trzyma się zdecydowanie krócej. Moim zdaniem lepiej jest nie dojeżdżać do samych skórek, niż je zalać - odrost będzie minimalnie większy, ale manicure będzie się trzymał tyle, ile trzeba :)

2. Uważaj na mocno napigmentowane kolory jak czerń i biel

Jakiś czas po kupieniu zestawu startowego było mi mało i chciałam powiększyć kolekcję. Bardzo podobały mi się białe paznokcie, które pięknie wyglądają na opalonych dłoniach. Zabrałam się więc za mani jak zawsze, położyłam pierwszą warstwę białego i.. wyglądał obrzydliwie po wyjęciu z lampy! Był cały pomarszczony i następne warstwy nie ratowały sytuacji - ostatecznie ściągałam wszystko chwilę po skończeniu.. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, ale te kolory, również te mocno rozbielone, trzeba nakładać bardzo cienkimi warstwami i utwardzać dłużej (ja po prostu robię to dwukrotnie, niezależnie czy w lampie UV czy LED). Moim zdaniem nie są to odcienie dla początkujących, lepiej trochę poćwiczyć i wtedy się na nie zdecydować - nie będziecie rozczarowane jak ja. :)


3. Zabezpieczaj wolny brzeg paznokcia

O tym też wszyscy mówią i warto o tym pamiętać z dwóch powodów. Po pierwsze hybryda lekko się kurczy pod lampą i jeśli zapomnimy o brzegach paznokcie będą wyglądały na niedomalowane. Po drugie łatwiej jest takim paznokciem zahaczyć, bo nie jest on dopasowany do naszej płytki. W efekcie hybryda będzie odchodziła, a przecież chcemy się cieszyć mani jak najdłużej!

4. Nie potrzebujesz setki lakierów

Manicure hybrydowy robi się mniej więcej co dwa tygodnie i uwierzcie, że kilka ulubionych kolorów to wystarczająca liczba. Nawet jeśli robimy jakieś podstawowe wzorki to często nie potrzeba wiele. Fajnym trickiem jest rozbielanie kolorów poprzez dodanie do nich po prostu białego - i już macie nowy odcień!



5. Nie zdzieraj lakieru

To bardzo ważne! Nawet, jeśli wydaje nam się, że lakier odchodzi, to często uszkadza przy tym płytkę. Sama nie zawsze mogę się powstrzymać, ale walczę z tym, bo widzę jak to niszczy paznokcie :) A jeśli lakier nie chce odejść potrzymajcie palce chwilę dłużej w acetonie (nie warto też przesadzać, bo rozpuściłam sobie kiedyś płytkę.. ) Poprawnie zdjęta hybryda nie zniszczy nam płytki.


6. Staraj się nakładać cienkie i równomierne warstwy

Lepiej nałożyć trzy cienkie warstwy niż dwie grubsze. Lakier będzie się lepiej trzymał i lepiej wyglądał! Podczas malowania warto też pamiętać, aby przeciągać pędzelkiem po całym paznokciu za każdym razem, a nie np od połowy. Inaczej mogą nam się zrobić nieestetyczne grudki, albo smugi.

7. Nie pomijaj żadnego kroku przy przygotowywaniu paznokcia

Tak naprawdę to chyba przygotowanie płytki ma u mnie największy wpływ na trwałość manicure. Po nadaniu kształtu porządnie matowię płytkę bloczkiem i przemywam cleanerem. Następnie nakładam primer - jest szczególnie pomocny, jeśli hybryda wam odpada, a wszystko robicie jak należy. Do użytku domowego lepszy będzie ten bezkwasowy (non-acid), bo jest mniej drażniący. Warto pamiętać o tym kroku, bo wpływa on na przyczepność hybrydy do naturalnej płytki (nie zadziała na tipsie)



Mam nadzieję, że pomogłam! A może coś byś tu dodała? :)

Buziaki,
Oktawia
Pomysły na Dzień Mamy

Pomysły na Dzień Mamy

Hej! 

Święto mam zbliża się wielkimi krokami i każda z nas chce podarować w tym dniu wyjątkowy prezent. Wyjątkowy, bo dla cudownej kobiety! Dla mnie ten dzień jest podziękowaniem za wszystkie trudy i wsparcie, ale mamy warto doceniać przez cały rok :) Jeśli jeszcze nie macie pomysłu na prezent to przygotowałam dla was kilka propozycji z których moja mama jest zawsze zachwycona!<3


Dobra pielęgnacja

Pielęgnacja to podstawa w każdym wieku! Moim zdaniem jest to zawsze dobry pomysł na prezent, jeśli w miarę znacie skórę obdarowywanej osoby. :) Oczywiście jest to trochę taki ryzyk-fizyk, bo kosmetyki, które jedni uwielbiają, zupełnie nie sprawdzają się u innych. Ja zazwyczaj trafiam w gusta mojej mamy, bo wiem co lubi - ma cerę suchą i naczynkową, nie przepada za zbyt gęstymi i długo wchłaniającymi się kremami. ;)
Tutaj pojawia się też kwestia pieniędzy - moim zdaniem fajnie jest tak rozpieścić mamę, ale nie trzeba od razu rzucać się na najdroższe kremy w Sephorze, jeśli nie mamy na to funduszy.
Przejdźmy już do konkretów!
  • Pierwszy, droższy krem, który moja mama naprawdę polubiła był krem z Thalgo. Jeśli jeszcze nie słyszałyście o tej firmie, to ich kosmetyki dostać można wyłącznie w gabinetach z którymi współpracują lub na ich stronie internetowej. Moja mama szczególnie chwali sobie ten (klik) krem z kwasem hialuronowym i jest on przeznaczony do cery suchej, mieszanej, normalnej i odwodnionej. Jego cena to 240zł  i z doświadczenia wiem, że w niektórych gabinetach można kupić zestaw z kremem pod oczy, a cena jest taka sama :D
  • Już jakiś czas temu moja mama bardzo polubiła markę Clinique - w ich asortymencie każdy znajdzie coś dla siebie, a Panie pracujące na stoisku czy w ich sklepie, są zawsze bardzo pomocne. Polecam wam się tam właśnie wybrać po poradę, jeśli nie jesteście pewne czego wasza mama potrzebuje. A jeśli skóra waszej mamy jest podobna do tej, którą ja opisałam (sucha, z naczynkami) to moja mama najczęściej sięga po krem z serii Redness solution(klik), ale bardzo lubi też serię Superdefense i krem-żel Moisture Surge Intense(klik). 
  • W Rossmannie można również trafić na coraz lepsze produkty - ostatnio furorę robi firma Mincer Pharma, z której moja mama miała miała krem odbudowujący na noc z serii Vitamins Philosophy i była z niego zadowolona, ale był dla niej zbyt gęsty(coś jak maseczka). Warto wstrzymać się do promocji 2+2 na pielęgnacje twarzy, która rozpoczyna się 20.05 :) 
  • Ja w tym roku postanowiłam, że kupię coś trochę innego i zamówiłam Serum Naturalnie Wygładzające z Resibo (klik). Nie robiłam z tego niespodzianki, bo nie byłam pewna czy moja mama będzie chciała używać takiej oleistej formy. Powiedziała, że chętnie spróbuje! Polecam wam właśnie przed zakupem czegoś ''innego'' po prostu zapytać, żeby nie było niemiłych niespodzianek :D 
czeka na wręczenie :)

Pamiętajcie, że firm kosmetycznych jest multum, a to są tylko sugestie, które u mojej mamy się sprawdziły <3

Chwila relaksu 

Każdemu należy się odpoczynek, a mamy mają go zdecydowanie najmniej. Zawsze jest jeszcze coś do zrobienia i w rezultacie często zapominają o sobie! Ten pomysł na prezent podsunęła mi przyjaciółka już wiele lat temu i od tamtego czasu, niezależnie od okazji, zawsze wywołuje uśmiech :)
  • Masaż ciała czekoladą - brzmi pysznie prawda? Ciało pachnie po nim jeszcze długo, a z relacji mamy wiem, że bardzo jej się podobał!Ten zabieg ma działać uspokajająco, odżywić skórę, odprężyć, poprawić elastyczność skóry.. ;) Taka usługa wykonywana jest w wielu gabinetach SPA - najlepiej rozejrzeć się po hotelach.
  • Spa dla dłoni i/lub stóp - każda kobieta lubi mieć zadbane dłonie i stopy! Takie spa to oprócz malowania paznokci peeling i maska, ale oczywiście wszystko zależne jest od salonu, który wybierzecie. Można wybrać opcje 2w1 albo tylko dłonie, lub tylko stopy. Spokojnie oprócz gabinetów spa znajdziemy takie oferty w gabinetach kosmetycznych :) 
  • Dzień w Spa - wiele hoteli, w których oczywiście znajduje się Spa, ma coś takiego w swojej ofercie. Ja spotkałam się z opcją gotowych pakietów, które różnią się zabiegami oraz ceną. Zazwyczaj mamy tam coś na twarz lub dłonie, masaż i kąpiel. Moja mama była z tej opcji bardzo zadowolona, bo wybrałam pakiet pod jej preferencje - miejcie jednak na uwadze, że ta opcja trwa już kilka godzin :) 
  • Zabieg na twarz dobrany do potrzeb - zbliża się lato, więc warto odżywić cerę. W gabinecie na pewno podpowiedzą na co warto się zdecydować i dobiorą to pod konkretną osobę. Jest to super opcja na niespodziewane wyjście z mamą i zostawienie jej w gabinecie z opłaconym zabiegiem :)
Oczywiście opcji masażu czy zabiegów jest mnóstwo! Wiele salonów ma teraz promocje na zabiegi z okazji dnia mamy, więc warto się rozejrzeć. Na pewno widziałam taką akcję w Yasumi, a z tego co wiem mają wiele gabinetów w całej Polsce :)

Luksusowy kosmetyk

Tutaj nie chcę nic narzucać, a tylko podpowiedzieć! Jest tyle przeróżnych typów urody.. a jeszcze więcej preferencji. Moja mama lubi nudziaki, ale może twoja uwielbia fuksje na ustach? :D Uważam, że drogie kosmetyki są idealnym prezentem, bo często szkoda nam na nie pieniędzy :)
  •  szminka lub błyszczyk - ja wybieram raczej te nawilżające, bo moja mam takie woli. Mogę wam polecić Dior Addict Lipstick (klik), bo gama kolorystyczna jest piękna, wygląda świetnie na ustach i ma oryginalne, luksusowe opakowanie. Równie pieknie prezentują się szminki Yves Saint Laurent! Na uwagę zasługuja również szminki z MACa(klik), bo ilość kolorów i wykończeń jest ogromna,do tego wyglądają bardzo fajnie, a kosztują połowę mniej :) Od siebie mogę szczególnie polecić odcień Mehr, który na każdym wygląda inaczej<3 
  • róż, puder, rozświetlacz -Może mama wam wspominała kiedyś o słynnych Meteorytach (klik) albo kultowym Orgasmie(klik)? Każda kobieta ma tego typu produkt, do którego wzdycha! Warto podpytać, może akurat jakiś kosmetyk jest na wykończeniu i trzeba go zastąpić ;)
  • lakier do paznokci - na rynku obecnie jest wiele świetnych lakierów, ale dlaczego by się nie rozpieszczać przy malowaniu paznokci? :D te z Diora są świetne, choć gdybym miała w planach kupić jakiś byłby to Guerlain  (klik) lub klasyczna krata czyli Burberry (klik)
  • perfumy - klasyka, która zawsze się sprawdza. :) To Ty najlepiej wiesz, jaki zapach lubi twoja mama, ale jeśli szukasz nowego zapachu to polecam Gabriela Sabatini (klik) i Lady Milion(klik). To faworyci mojej mamy od lat, bo choć ma kilka zapachów i próbuje różnych, zawsze wraca do tych, szczególnie do Paco Rabanne.

Sporo tego.. W dzień mamy nie zapomnijmy jednak o najważniejszym, czyli czasie spędzonym wspólnie! Niech prezent będzie tylko miłym dodatkiem :) Mam nadzieję, że wpis Ci się przydał i podobał! Jeśli tak, daj mi znać :) Pochwal się co Ty zamierzasz kupić mamie <3 


Buziaki,
Oktawia

PS post nie powstał przy współpracy, ani nie jest sponsorowany :)
5 tanich kosmetyków kolorowych, które uwielbiam!

5 tanich kosmetyków kolorowych, które uwielbiam!

Hej!

Tanie to nie zawsze znaczy słabej jakości! Przekonałam się już o tym wiele razy i chcę wam pokazać moje perełki z niskiej półki cenowej :) Większość z nich jest też łatwo dostępna, więc czego chcieć więcej? <3 

1. Eveline Advance Volumiere innowacyjne serum do rzęs



Zanim zdecydowałam się ten produkt uważałam go za całkowicie zbędny.. bo po co komu baza pod tusz? ;) Serum jednak okazało się hitem i każda, nawet najgorsza, maskara wygląda na nim świetnie.  Pogrubia, wydłuża i ładnie rozdziela, zauważyłam też, że przedłuża trwałość tuszu na rzęsach. Nie widzę tu wad, a cena to około 11zł w Rossmannie! Po pełną recenzję zapraszam tu -> klik, pisałam o nim też tu (klik)

2. Golden Rose highlighter stick 01 bright gold 



Po opakowaniu widać, że sięgam po ten stick naprawdę często! Polubiłam się z nim od samego początku, ale dopiero od jakiegoś czasu jestem z nim nierozłączna. Uwielbiam zabierać go na wyjazdy, bo ten kolor dobrze wygląda nawet przy minimalnym makijażu, a że można stopniować efekt, spokojnie nada się na wieczór. Nie muszę brać do niego pędzla, bo wklepuję go palcem, albo nakładam bezpośrednio z opakowania. :) Jest to dla mnie również kosmetyk obowiązkowy w makijażu na wyjścia, kiedy chcę błyszczeć, bo stanowi idealną bazę pod rozświetlacze w kamieniu/sypkie. Dostaniecie go na wyspach Golden Rose i w internecie, kosztuje 20zł i wystarczy mi jeszcze na dłuuugo :) po pełną recenzję i swatch zapraszam tu -> klik

3. Essence long lasting  eye pencil 25 say hi light 



Podpatrzyłam ten produkt u Red Lipstick Monster, a że uwielbiam kredki automatyczne z cieniutkim rysikiem - wiedziałam, że ją przetestuję! Miło się zaskoczyłam, bo okazała się być mega miękka i lekko zastygająca, a kolor jest idealny na linie wodną - otwiera oko bez zwracania na siebie uwagę ;) Wiem, ze jest wiele szalonych kolorków tej kredki, sama na pewno skuszę się na czerń! Kosztuje niecałe 10zł, a szafy Essence są np w Naturze. Pełną recenzję napisałam tutaj -> klik

4. Kobo matt bronzing& contouring powder 308 Sahara Sand 



Przymierzałam się do niego kilka razy i tak naprawdę nie wiem na co czekałam.. Przy bladej cerze łatwo jest sobie zrobić krzywdę przy konturowaniu, bo większość bronzerów wygląda na pomarańczowe. :) a ten jest chłodny, ale zupełnie nie szary i do tego daje bardzo naturalny efekt podkreślonych kości jarzmowych. Jest idealny właśnie dla bladych osób i dla początkujących, bo nie jest jakoś ekstra napigmentowany. :) Po opakowaniu widać, że często po niego sięgam - sprawdza mi przy każdym makijażu, a jak mam ochotę na mocniej zaznaczone policzki to dodaję odrobinę cieplejszego bronzera :D


Widać już minimalne denko, ale zupełnie mnie to nie martwi, bo kosmetyku w opakowaniu jest jeszcze bardzo dużo! Dostępny jest w Naturze za 20zł, a marka Kobo dość często jest objęta promocjami! :) Więcej pisałam o nim tutaj-> klik

5. Collection Lasting Perfection Fair 1



Opakowanie wygląda już gorzej niż źle, ale na szczęście jest jeszcze sporo produktu w środku. Zastanawiałam się tutaj między kamuflażem z Catrice, a tym korektorem, bo oba uwielbiam, a ich porównanie pojawiło się tutaj (klik). Wybrałam ostatecznie Lasting Perfection i uważam, że jest to najlepszy korektor jaki miałam. Mimo, że jest dla mnie za ciężki do stosowania po oczy solo, to lubię go dołożyć tam gdzie mam największe zasinienie - wszystko pięknie kryje! Jest to też idealna baza pod cienie i teraz, gdy zdarzy mi się użyć innego korektora w tym celu, zawsze tego żałuję - kolory na nim wyglądają pięknie, przechodzą w siebie i blendują się bez problemu<3 Zakrywam nim też czasami niedoskonałości i trzyma się do zmycia. Niestety jest niedostępny stacjonarnie w Polsce, widziałam, że mintishop ma go w ofercie, dostaniecie go też na Allegro. Najlepiej oczywiście poprosić rodzinę czy znajomych na Wyspach Brytyjskich, aby go przywieźli, bo tam dostępny jest bez problemu i kosztuje około 20zł. Pełna recenzja tu -> klik


Wszystkie te kosmetyki to moje perełki, jestem ciekawa waszych! :) Dajcie znać w komentarzu co znacie, albo chcecie przetestować <3 

Buziaki,
Oktawia
Beauty Blender - niezbędnik w każdej kosmetyczce?

Beauty Blender - niezbędnik w każdej kosmetyczce?

Hej!

Na zakup Beauty Blendera zdecydowałam się podczas promocji na ich stronie (klik), gdy do zamówienia dodawane były dwa gratisy - mydełko Solid oraz Beauty Blender micro.mini. Wzięłam wersje klasyczną, taka mi się najbardziej podoba i myślę, że jest najlepsza do napisania recenzji :) 




Tak naprawdę nie wiem czy skorzystałabym ponownie z takiej promocji - za zestaw zapłaciłam 69zł, czyli tyle, ile normalnie kosztuje sama gąbka. Do tego należy jednak doliczyć koszty przesyłki, która u mnie wyniosła 18zł(sic!), ponieważ zawsze wybieram opcję płacenia przy odbiorze. Przy przelewie jest to koszt 12zł, więc wciąż sporo. Myślę więc, że jeśli ktoś nie potrzebuje tak naprawdę tej małej gąbeczki czy mydełka, to lepiej poczekac na -20% w Sephorze :) Przejdźmy do rzeczy!

nowa gąbka, jeszcze nie otwierana

Mam tylko jedno zdjęcie mojej gąbeczki, gdy jeszcze jej nie używałam. Żałuję, że nie zrobiłam jej kilku zbliżeń! Używam jej odkąd ją kupiłam, więc jakoś od połowy marca, ale skłamię, jeśli napiszę, że sięgam po nią dzień w dzień. Z prostego względu - nie maluję się codziennie i nie zabieram gąbeczki ze sobą, gdy wyjeżdżam. :)
Beauty blender, gdy jest suchy, spokojnie można przechowywać w tym plastikowym pudełeczku. Mokra gąbka niestety się w nim nie mieści, ale można ją na nim ''posadzić''. Ja właśnie w tej sposób ją przechowuję :D akurat gdy wyschnie po prostu wsuwa się do tego pojemniczka :)

suchy, ale już używany, BB

Gąbka, sama w sobie, jest bardzo porowata i niezwykle miękka i elastyczna! Nawet sucha jest przyjemna w dotyku. :) Przez to wszystko łatwo ją też uszkodzić, choćby paznokciem, i naprawdę trzeba obchodzić się z nią jak z jajkiem ;)


tutaj dobrze widać strukturę

Bardzo przyjemnie się z tą gąbeczką pracuje, bo nie odbija się od skóry, a ładnie stapia podkład. Daje niesamowite wykończenie i lekkość, a dzięki niej wiele fluidów wygląda bardziej naturalnie. Tak naprawdę można nią wygodnie pracować przy bardzo gęstych i bardzo rzadkich konsystencjach.



Ja rozprowadzam podkład zawsze dupką :D Zgodzę się z tym, że BB nie wpija podkładu czy korektora! A przecież każdej z nas zależy na tym, aby te produkty znalazły się na twarzy, a nie w gąbce :) Widoczne na zdjęciu wybrzuszenie mój BB ma od nowości, natomiast jak się przyjrzycie widać, że gdzieniegdzie są plamki z podkładu. Nawet dołączonym mydełkiem nie jestem w stanie domyć go w 100%, choć większość schodzi bezproblemowo. Już od pierwszego mycia puszczał kolor - tak bardzo, że leciała różowa woda spokojnie przez miesiąc ;) Myślę, że na zdjęciach widać jak wyblakł.

końcówka jest w idealnym stanie!

Ta część z dziubkiem super sprawdza się pod okiem! Ja używam jej do pudrowania pod oczami, czyli tak zwanego ''bakingu'', ale spokojnie można nią również rozprowadzić korektor. :)

mokra gąbeczka, leży idealnie w dłoni

 Po tych dwóch miesiącach z gąbką nie stało się nic złego, oprócz tego, że straciła kolor. Uwielbiam gąbki do makijażu i chętnie po nie sięgam, ale nie jest to niezbędne narzędzie :) Beauty Blender jest naprawdę dopracowany jeśli chodzi o kształt, odczucia, strukturę i to, jaki efekt daje. Nie sięgnę jednak po niego w cenie regularnej, bo równie bardzo lubiłam chociażby Blend it!, czyli połowę tańszy odpowiednik. Chociaż jeśli jeszcze nie miałyście oryginału to warto spróbować - ma naprawdę w sobie coś innego niż wszystkie gąbki, jakie znam.

A Ty używasz Beauty Blendera? Może sięgasz po inne gąbki? Daj znać co sądzisz!

Buziaki,
Oktawia
Wibo Neutral Eyeshadow Palette

Wibo Neutral Eyeshadow Palette

Hej! 

Zainteresowanie paletką Wibo Neutral Eyeshadow Palette nie słabnie. Ja do wpisu na jej temat zabierałam się długo, bo chciałam mieć mocno wyrobione zdanie. Paletkę kupiłam na jednej z promocji w Rossmannie, dokładnie w październiku 2016r , więc jest już ze mną trochę. Jeśli jesteście ciekawe co o niej sądzę i komu ją polecam - zapraszam na dalszą część postu!<3


pędzle to Hakuro, od lewej H77 i H70

1. Wygląd i funkcjonalność palety

Mi osobiście design bardzo się podoba! Czarne opakowanie z holo napisem - proste, ale dające ciekawy efekt! Opakowanie jest kartonowe i na pewno nie każdemu będzie to leżało - ja się cieszę, bo dzięki temu jest lekka i często ją ze sobą zabieram w podróż. :) Niestety łatwo ją też z tego samego powodu uszkodzić, moja jest już lekko zadrapana przy zgięciu, ale nie ma to wpływu na jej używanie. W środku kartonik ma bardzo ładny odcień różu, który fajnie kontrastuje z dość stonowaną gamą kolorystyczną.
Bardzo, ale to bardzo, dobrym pomysłem było umieszczenie lusterka! (Które notabene jest non stop brudne) W ilu paletach wam go brakuje? To jest, zaraz po jej rozmiarze,następny powód dlaczego zabieram ją w podróże.:)
Dla mnie zaletą jest brak aplikatora/pędzelka. Bo po co mi następna pacynka, która tylko zabiera miejsce, albo sztywny pędzel, którym i tak nie będę się malować, bo jest nieprzyjemny? Zdecydowanie wolę używać swoich pędzli i mieć mniejszą, a co za tym idzie bardziej poręczną, paletę!
Łączna gramatura cieni to 15g - czyli 1g na cień, bardzo mało! Dla mnie jednak to także jest plus, bo nawet małe cienie wystarczają na dość długi czas. Ich zużycie zależy oczywiście od tego jak często po nie sięgacie :)

2. Cienie i kolorystyka 

Jak sięgam po cienie, zawsze używam bazy - niezależnie od ich jakości! Zazwyczaj używam korektora Collection Lasting Perfection albo Color Tatto Creme de nude. Swatche na rękach zrobiłam jednak bez niczego, suchymi palcami - to wydawało mi się być najbardziej sprawiedliwe w ocenie. Przechodząć już do palety, jak wspomniałam jest piętnaście kolorów - siedem z nich z błyskiem i osiem matowych. Znajdziemy tu cienie jasne, jak beż czy biel, i bardzo ciemne, jak czarny czy ciemnoczekoladowy. Odcienie są zarówno ciepłe/neutralne i chłodne, więc jeśli nie jesteście pewne co wam pasuje - ta paletka może wam pomóc się ''ukierunkować''. Chcę wam po krótce opisać każdy kolor :)
Po lewej stronie palety znajdują się najjaśniejsze i najdelikatniejsze odcienie.


magic touch - często używam go w wewnętrzny kącik oka dla rozświetlenia spojrzenia. Dobrze wygląda również jako rozświetlacz :)
sparkling nude - wciąż delikatny, ale już wyrazisty kolor zdecydowanie w ciepłej tonacji. 
light fantasy - po prostu biel, nie jest niestety mocno napigmentowany. Lubię nim czyścić łuk brwiowy, używam go też gdy poszaleję za wysoko z blendowaniem. 
peach cream -to chyba mój ulubiony cień z całej paletki, ma największe wgłębienie. Piękna, delikatna brzoskwinia! Bardzo ładnie wygląda i w załamaniu i na ruchomej powiece. :)
naked look - tutaj jest dosłownie goły, bo nijak nie mogłam go zbudować! Ma bardzo słabą pigmentację, ale za to ładny kolor. Utrwalam nim bazę ;)
secret eye - dość chłodny, jasny brąz. Fajny jako kolor przejściowy, czasami zaznaczam nim początek brwi. 

Na środku są już cienie bardziej wyraźne, zdecydowanie mocniejsze.

sweet toffie - trochę podobny do sparkling nude, ale jeszcze cieplejszy i jeszcze mocniejszy! Bardzo lubię go nakładać na środek powieki przy mocniejszym makijażu.
most wanted - nie wiem czemu, ale wydaje mi się być trochę mniej napigmentowany niż inne błyszczące cienie. U mnie na powiece wygląda odrobinę brudno, bo jest dość chłodny.
summer breeze -dla mnie to cieplejsza i odrobinę ciemniejsza wersja secret eye. Fajny na załamanie i powyżej, albo na zewnętrzny kącik - dosłownie dla podkreślenia.
bitter chocolate - po ten cień sięgam rzadko. Kolor ładny - błyszczący, ciepły brązik. Jest ciemny i naprawdę go widać, dla mnie więc, albo jako akcent na zewnętrzny kącik, albo na imprezę. 
milk chocolate - brąz z domieszką szarości - chłodny odcień. Czasami wypełniam nim sobie brwi.
warm soil - jedyny ciemniejszy, ciepły kolor. Jest naprawdę bardzo ładny, ale jako jedyny potrafi robić plamy.

Zostały już tylko trzy cienie, które lekko odstają od pozostałych. 

graphite fantasy - wygląda niepozornie, bo jego bazą jest srebro, a drobinki opalizują na lekki fiolet.
night heaven - bardzo ciemne srebro, do odważnych makijaży. Ja nie sięgam po ten kolor.
smoky black - czarny cień, niezbędnik każdej palety. Przyciemniam nim linię rzęs, ale nie rozblendowuję go za bardzo, bo robi się brudnoszary.. 

Jak widzicie kolorystyka jest dla każdego, to taka podstawowa paletka. Dla mnie jest kompletna i często robiąc nią makijaż nie sięgam po żadne inne cienie. :)
Pigmentacja jest średnia plus - wiadomo, mogłoby być lepiej. Kolory jednak ładnie dają się budować i rozcierać, więc jest fajna do poćwiczenia i raczej ciężko jest zrobić nią sobie krzywdę. Początkujący i Ci malujący się raz na jakiś czas będą zadowoleni. 
Maty niestety się pylą, więc trzeba pamiętać żeby strzepać nadmiar z pędzelka - wtedy nic się nie osypuje.(problem jest jedynie z czarnym cieniem, ale ten kolor osypuje się zawsze). Błyszczące natomiast najładniej wyglądają nałożone palcem i można nimi uzyskać fajny, mokry efekt bez tandety. Gdybym miała wybierać, to cienie z błyskiem wygrywają - mają lepszą pigmentację i fajną, delikatnie masełkowatą konsystencje, maty są niestety dość suche.
Na bazie cienie wytrzymują u mnie spokojnie cały dzień i nie znikają z powieki, a brokat się nie osypuje. Jedynie tracą trochę na intensywności, co dla mnie jest sporym minusem.

3. Makijaże tylko tą paletką

Udało mi się zrobić zdjęcia dwóch makijaży, które zrobiłam używając cieni tylko z tej palety. Nie jestem żadną makeup artist, ani pasjonatką makijażu, chociaż lubię się malować i robię to prawie codziennie. Również wciąż uczę się obsługiwać programy do przeróbki i wiem, że nie wygląda to profesjonalnie, ale nie chciałam kombinować, żeby kolory się nie zmieniły.
Zapuszczam również brwi i dla mnie to również męka, więc proszę o wyrozumiałość<3

To mój częsty ''dzienniak''. Ciepły, delikatny.. idealny do pracy, szkoły, czy na uczelnie. 


 W załamaniu i powyżej mam peach cream, a najpierw wszystko omiotłam naked look, żeby utrwalić korektor.


 Na całej powiece mam summer breeze, który w zewnętrznym kąciku przyciemniłam warm soil. Od zewnętrznego kącika do środka oka mam delikatnie przyciemnioną linie rzęs smoky black. Dolna powieka to brązowa kredka plus warm soil.

W wewnętrznym kąciku mam magic touch. 

Drugi makijaż jest już ciemniejszy, ale wciąż dzienny. Oba makijaże nie powstały tylko na potrzebę wpisu, a po prostu szykowałam się do wyjścia! :) 


Na korektor nałożyłam naked look, ale tylko powyżej załamania.


W wewnętrznym kąciku mam magic touch, który przechodzi w sparkling nude.


Stwierdziłam, że jednak za mało się błyszczy, więc na środek dołożyłam sweet toffie. Zewnętrzny kącik to bitter chocolate wzmocniony i wyciągnięty warm soil. Linia rzęs jest delikatnie przydymiona smoky black.


Powyżej załamania, dla wyciągnięcia powieki, użyłam mieszanki summer breeze i peach cream. Dolna powieka to warm soil w zewnętrznym kąciku i bliżej środka dla rozblendowania secret eye. 

Podsumowując : lubię tę paletę, chętnie i często po nią sięgam, ale nie jest ona moim ulubieńcem. Patrząc jednak na jej cenę (30zł) i dostępność (Rossmann) warto się na nią skusić, jeśli nie jesteście zaawansowane. Polecałam ją również we wpisie o tym co warto kupić na promocji -49% w Rossmannie. :) (klik)

Mam nadzieję, że taki dłuższy, ale przy tym dokładny wpis Wam się podoba! Myślę, że uwzględniłam w nim wszystko, ale jeśli macie pytania to odpowiem na nie w komentarzu<3 Dajcie mi również znać co sądzicie i czy macie te paletkę? Podzielacie moje zdanie?

Buziaki,
Oktawia  
Projekt denko : kwiecień 2017

Projekt denko : kwiecień 2017

Hej!

Kwiecień był dla mnie dość intensywnym i wyjazdowym miesiącem. Poza domem moja pielęgnacja jest jak najprostsza, a jeśli chodzi o makijaż.. nie zawsze mi się chce :) Dlatego nie mam wam do pokazania zbyt wielu kosmetyków, więc dzisiaj będzie krótko i na temat!


1. Bloczek do polerowania i lakier Manhattan quick dry



Pewnie wiecie, że robię hybrydy. Mój bloczek już nie polerował jak trzeba, więc wymieniłam go na nowy z Neonail (pokazywałam go w nowościach). Lakier za to pewnie jeszcze by mi posłużył, gdybym po niego sięgała.. Zważył się, więc ląduje w koszu. Szczerze nawet nie wiem czy go lubiłam :)

2. Żel pod prysznic Tabaibaloe i maska nawilżająca Oil care Isana professionel



 Ten żel przywiozła mi teściowa z Wysp Kanaryjskich - jeśli będziecie tam kiedyś na wakacjach to śmiało możecie po niego sięgnąć! Miał fajną żelowo-galaretkową konsystencję, nie wysuszał i miał ciekawy zapach :D Nabrałam dzięki niemu ochoty na więcej kosmetyków z aloesem. <3
Maska z Isany okazała się hitem i myślę, że będzie często gościła u mnie pod prysznicem! <3 Tania, ma fajny skład, zawiera olejki, które służą moim włosom i jest bardzo łatwo dostępna! Moje włosy wyglądają po niej świetnie i przy jej użyciu miałam zawsze good hair day - tak naprawdę nie trafiłam jeszcze na maskę, po której aż tak błyszczały mi włosy!

3. Tusz do rzęs Volume reveal Bourjois, kredka do oczu Clinique i płynny kamuflaż Catrice



 Jestem dumna ze zużycia kolorówki w tym miesiącu! Tusz Volume reveal byłby stałym bywalcem w mojej kosmetyczce, gdyby nie ta szczoteczka. Rozdzielał, wydłużał, pogrubiał - czyli efekt jaki lubię! Skończyłam także już chyba czwarte opakowanie płynnego kamuflażu z Catrice  w odcieniu 010. Czaję się teraz na ten nowy odcień, bo chętnie znów po niego sięgnę. Stosunek jakości do ceny jest świetny, a krycie to coś czego szukam!
Z żalem wyrzucam również kredkę do oczu od Clinique 101 black diamond. Była świetna, najlepsza czarna kredka jaką miałam! Niestety nie mam sposobów, by ją temperować, a jedną temperówkę nawet połamałam.. :(

4. Maseczka w płachcie Pore Bubble Skin79, maseczka Bielenda Carbo detox, miniatura płynu micelarnego Sensitive Vegetal Yves Rocher 



Na zdjęciu zabrakło opakowania po maseczce z Bielendy Carbo detox do cery tłustej i mieszanej - mój facet przez przypadek je wyrzucił. Będę do niej wracać raz na jakiś czas :) Za to nie wiem czy sięgnę jeszcze po Pore Bubble, bo ten masaż był dla mnie tak sobie przyjemny. Skóra wyglądała bardzo dobrze, ale to raczej nie dla mnie..
Micel z YR mnie za to rozczarował, bo nienawidzę gdy przy zmywaniu szczypią mnie oczy! Mimo, że zmywał świetnie i w tym prawie dorównał mojej ukochanej Biodermie.. nie sięgnę po niego!

Jak wspomniałam, nie ma tego dużo :) A jak wasze zużycia w tym miesiącu? <3

Buziaki,
Oktawia

Co udało mi się kupić w Rossmannie?

Co udało mi się kupić w Rossmannie?

Hej!

Nie miałam żadnych konkretnych planów czy listy na tę promocję w Rossmannie. Powód jest prosty - na poprzednich edycjach często produkty, które chciałam kupić były wyprzedane, albo jeździłam za nimi po całym mieście. Nie chciałam tego powtarzać, miałam w głowie oczywiście kosmetyki które chcę przetestować, ale podeszłam do tego na luzie. Nie będzie - trudno, kupię innym razem. :)



Skusiłam się jednak na cztery produkty i żaden nie był wzięty z przypadku. Podczas trwania promocji byłam z sklepie dwa razy. Przy pierwszym podejściu wybrałam niewielki Rossmann niedaleko mieszkania i poszłam do niego przy okazji - szafy były przerzedzone, ale można było jeszcze spokojnie znaleźć coś dla siebie. Ogólnie panował porządek i obyło się bez przepychania.
Pierwszym produktem po jaki sięgnęłam była baza matująca pod makijaż NO PORES z Lirene. 


Baza ma zmniejszać widoczność porów i przedłużyć trwałość makijażu. Naczytałam się o niej sporo dobrego, a brakuje mi właśnie takiego produktu na wyjścia. :)
W szafie Miss Sporty zauważyłam kilka  tuszy Studio Lash 3d Volumythic mascara, a że chciałam go kupić już na dwóch poprzednich promocjach - wzięłam go bez zastanowienia, mimo że nie potrzebowałam nowego.


Jeśli znacie Bezlitosną(prowadzi stronę https://bezlitosne.pl ) i oglądacie ją na snapchacie to wiecie dlaczego skusiłam się na tę maskarę. Efekt na jej rzęsach jest niesamowity i liczę na to samo u siebie, a za te pieniądze szkoda było nie wziąć. ;)

W sumie byłby to koniec moich zakupów, ale byłam również w galerii handlowej w której znajduje się Rossmann i weszłam zobaczyć czy coś jest, bo mają tam sporo szaf. To co się tam działo.. SZALEŃSTWO! Mój facet wziął wózek na zakupy i nie mógł nawet jechać za mną, bo panie go wypychały! Ale dobra, wiadomo, dużo ludzi, mało miejsca.. Jednak to co zobaczyłam przy szafach było istną kpiną. Na ziemi leżały czerwone pudła wypełnione porozrzucanymi kosmetykami, które niby były posegregowane na firmy, ale.. wiadomo. Wszystkie szuflady również były pootwierane, a w szafach nie było prawie nic. Panował chaos, aż odechciało mi się zakupów, a już na pewno nie miałam ochoty na przebieranie w pudłach na klęczkach. Promocja, promocją i rozumiem, że tłumy, ale dla mnie to nie szanowanie klienta - większość tych kosmetyków można zamówić online w takiej samej cenie, albo i niższej niż na tej promocji ;)
Dostrzegłam jednak w jednej ze skrzyń podkład z Bell hypoallergenic, kolor 01 nude leżał akurat na wierzchu.


Polecała mi go przyjaciółka, a skusiłam się na niego ze względu na jasny kolor. Jest to fluid matująco-kryjący, który jednocześnie ma nawilżać i wygładzać nadając skórze zdrowy wygląd. Cieszę się, że go zauważyłam i był nieotwarty, ale czy wy widzicie jak on wygląda? Do zdjęcia jest już wyczyszczony! Kupujesz niby nowy produkt, a wygląda jakby go ktoś wyjął po latach z piwnicy..
Udało mi się również kupić produkt do brwi firmy Ardell, oni akurat nie mają szafy ani testerów. W Rossmannie, w którym ja byłam, leżą tam, gdzie produkty do ust, ale z tego co wiem są tylko w tych większych sklepach.


Długo myślałam nad pomadą do brwi, więc przy okazji padło na tą :) wybrałam odcień medium brown. Podoba mi się, że ma dołączony pędzelek i spiralkę.

Na promocji kupiłam tylko tyle - nie szalałam, bo wszystko mam, a nie ma sensu robić niepotrzebnych zapasów. Kupiłam za to jeszcze odżywkę do włosów z Isany.


Wzięłam ją, bo już byłam w sklepie i się przyda, a nie dlatego, że jej potrzebuję. Pomyślcie - ile produktów wzięłyście ''przy okazji''? ;)  

Jak wam się podobają moje zakupy?  Pochwalcie się co wy kupiłyście! 

Buziaki,
Oktawia   
Copyright © 2014 Kosmetykowy Zawrot Glowy , Blogger