Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem nawilżający. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem nawilżający. Pokaż wszystkie posty
Który z kremów Creamy wybrać? Analiza składu, porównanie konsystencji i działania!

Który z kremów Creamy wybrać? Analiza składu, porównanie konsystencji i działania!

Hej!

Dziś będzie mocno merytorycznie, mam taką nadzieję przynajmniej.. :) porównam dla was pod każdym kątem kremy Creamy, tak aby każda z was wiedziała w którym kierunku podążać! Będzie o składzie, konsystencji, działaniu i dopasowaniu do cery. Zainteresowana?

 

 


Co prawda poświęciłam już Creamy jeden post (klik), gdzie opisałam zarówno ich dwa produkty i przybliżyłam filozofię marki, ale po krótce przypomnę. To firma polska, założona i prowadzona w Warszawie, która kieruje się nurtem less waste. Kosmetyki wyrabiane są ręcznie, małymi partiami. Creamy codziennie przyczynia się do ograniczenia ilości produkowanych śmieci np wysyłając paczuszki oklejone papierową taśmą, używając sianka i bibułek do oklejenia oraz skupując opakowania po zużytych kosmetykach!



Nie muszę chyba dodawać, że wszystkie ich produkty są w szkle? Oprócz tego marka wspiera kobiety na Haiti, skąd pochodzi ich olej moringa - dbają o to, aby kobiety pracujące przy przy uprawie moringi miały godziwe płace i możliwość edukowania dzieci.
 

Jakiś czas temu Creamy wypuściło dwa nowe kremy, ale zniknęła kultowa moringa forever.. cóż! Została ona zastąpiona inną nazwą: Moringa Forever&Ever, a dołączył do niej For Your Fusion (klik).


Nowy maluszek jest zdecydowanie lżejszy. Ma konsystencję bardzo puszystej pianki, jak ubite masełko! Na buzi nie zostawia tak dużej warstwy okluzyjnej, ale jednocześnie odżywia i nawilża skóre na bardzo wysokim poziomie. Przy pierwszym zetknięciu może wydawać się tłustawy, ale tak naprawdę przy rozsmarowywaniu i wklepaniu wartwa się wchłania i zostaje jedynie pięknie nawilżona skóra.



 Krem dedykowany jest szczególnie skórze mieszanej i tłustej, chociaż przy cerze suchej spokojnie pokusiłabym się na niego szczególnie na dzień! Ze względu na to, że For Your Fusion jest równeż kremem miejskim, chroniącym przez wszelkimi zanieczyszczeniami z powietrza.


Co mi się najbardziej podoba w składach kremów od Creamy to fakt, że są one oparte o hydrolat. Przeanalizujmy sobie jednak cały skład:

 - Rosa Damascena Flower Water - hydrolat różany, który pięknie łagodzi
-Carapa Guaianensis Seed Oil - olej prosto z Amazonii! Tłoczony jest z orzechów, wykazuje działanie antybakteryjne i przeciwzapalne (dlatego też świetnie się sprawdzi przy cerze problematycznej!), ale także świetnie nawilża regeneruje skórę
- Moringa Oleifera Seed Oil - flagowy olej moringa, prosto z Haiti!Tłoczony jest tam z drzewa życia, a charakteryzuje się działaniem nawilżającym i przeciwzapalnym,
- Simmondsia Chinensis Seed Oil - inaczej zwany jako olej jojoba. Tworzy niezbyt tłustą warstwę, a jednocześnie chroni skórę przed czynnikami zewnętrznymi! Wykazuje działanie odżywcze,regulujące sebum i nawilżające, a przy tym jest niesamowicie biokompatybilny ze skórą (jest podobny do naszego sebum, ponieważ zawiera skwalen!) Uszczelnia też płaszcz hydrolipidowy.
- Sclerocarya Birrea Seed Oil - znany bardziej jako olej marula! Wzmacnia nawilżenie, przyspiesza gojenie ran i stanów zapalnych (w tym trądziku!), reguluje skórę trądzikową i co najważniejsze, zawiera wiele antyoksydantów. Chroni również przed czynnikami zewnętrznymi.
 -Shea Butter Ethyl Esters - ester z masla shea, nawilża i zmiękcza skórę.
-Cetearyl Olivate - naturalny emulgator, dozwolony w kosmetykach organicznych i naturalnych
-Aqua- :) woda :)
- Glycerin - nawilża i ułatwia wchłanianie innych substancji w głąb skóry :)
-Sorbitan Olivate - głównie emulgator
-Cetyl Alcohol - tworzy warstwe okluzyjną
-Glycine Soja Seed Extract - wyciąg z ziaren soi, uelastycznia i działa przeciwdziała wolnym rodnikom. Polecany szczególnie cerom dojrzałym, uważany jest za naturalny wypełniacz.
-Tocopherol - często przedstawiany jako witamina młodości czyli.. witamina E, stosowana jako naturalny konserwant. Działa również przeciwzapalnie, przyspiesza gojenie ran i poprawia nawilżenie.
-Glyceryl Stearate - tworzy warstwę okluzyjną, działa pośrednio nawilżająco
-Bisabolol - działa antyseptycznie, łagodzące, przeciwzapalne.
-Euterpe Oleracea Fruit Extract - ekstrakt z jagód acai, czyli bogactwo składników mineralnych i przeciwutleniaczy, które chronią przed czynnikami zewnętrznymi. Wykazuje również silne działanie przeciwstarzeniowe.
-Ceramide 2 - lipidy, zmiękczają i kondycjonują skórę. Ważny składnik cementu międzykomórkowego.
- Helianthus Annuus Seed Oil- olej słonecznikowy, ma działanie przeciwrodnikowe i przeciwzapalne.
-Rosmarinus Officinalis Extract - wyciąg z rozmarynu, działa przeciwzapalnie, przeciwgrzybicznie i anybakteryjnie. Pobudza krążenie i łagodzi, przyspiesza gojenie.
- Xanthan Gum - emulgator, podnosi lepkość i stabilizuje.
-Sodium Phytate- substancja chelatująca
-Citric acid - kwas cytrynowy, występuje naturalnie w przyrodzie. Zwiększa trwałoć kosmetyku, a także jest regulatorem pH.
-Benzyl Alcohol- imituje aromat jaśminu, jest również konserwantem.
-Dehydroacetic Acid - łagodny konserwant 
- Potassium Sorbate - chroni kosmetyk przed wtórnym zakażeniem mikroorganizmów np przez nabieranie kremu palcem
- Sodium Benzoate - substancja konserwująca

Nie ma się do czego przyczepić, prawda?  Przy tak bogatym składzie krem wydaje się naprawdę dość lekki i ekspresowo się wchłania, po chwili skóra jest matowa i napięta! Świetnie sprawdza się pod makijaż, ale też nie wytłuszczam się gdy noszę go w dni no makeup. Lubię go również na noc, bo pięknie łagodzi wszelkie niedoskonałości i podrażnienia.

po lewej for your fusion, po prawej moringa forever


Moringa forever&ever (klik) jest za to zdecydowanie cięższą wersją. To już naprawdę bogaty również w konsystencji krem. Oparty o hydrolat z lipy, którry skutecznie łągodzi podrażnienia. Jest oczywiście olej moringa pełen składników odżywczych, olej sezamowy, które jest źródłem przeciwutleniaczy o silnym działaniu przeciwstarzeniowym oraz masło kakaowe, które doskonale regeneruje i odżywia skórę.



 Z ciekawych i niespotykanych składników jest również ekstrakt z tarczycy bajkalskiej, który ma za zadanie odżywiać i poprawiać kondycję skóry, zmiękcza i uelastycznia. Są również ceramidy czy wspomniany bisabolol.



Tilia Cordata Flower Water, Moringa Oleifera Seed Oil, Propanediol, Shea Butter Ethyl Esters, Cetearyl Olivate, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Sorbitan Olivate, Sesamum Indicum Seed Oil, Cetyl Alcohol, Theobroma Cacao Seed Butter, Glycine Soja Seed Extract,Tocopherol, Glyceryl Stearate, Bisabolol, Baicalin, Ceramide 2, Helianthus Annuus Seed Oil, Rosmarinus Officinalis Extract, Aqua, Xanthan Gum, Sodium Phytate, Citric acid, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid.

Myślę, że krem nie bez powodu dedykowany jest cerze dojrzałej lub wymagającej szczególnej pielęgnacji (odżywienia, nawilżenia, natłuszczenia..) i przy cerze tlustej czy mieszanej może bywać za ciężki. Ja natomiast używam tego kremu 2- 3 razy w tygodniu jako mocno regenerującą i odżywczą maskę całonocną i.. działanie jest niesamowite. Rano widzę, jak skóra jest rozświetlona, wygładzona i niczego jej nie brakuje.

po lewej for your fusion, po prawej stara i nowa wersja moringi forever


Oba kremy znam bardzo dobrze, mam je właściwie prawie zużyte. Oba uwielbiam! Jeśli twoja skóra wariuje, spróbuj mniejszej wersji For Your Fusion, ale jednak jeśli masz cere suchą - weż moringe forever&ever! 

 Wersja 8g kosztuje 59zł, a 30 g 199zł! 

Który z kremów chciałabyś wypróbować? For your fusion czy moringa forever&ever? 


Buziaki
Oktawia 

Post powstał we współpracy z marką Creamy, co jednak nie miało wpływu na moją opinię. 
Creamy - marka z misją! Wysokiej jakości wegańskie kosmetyki w duchu less waste.

Creamy - marka z misją! Wysokiej jakości wegańskie kosmetyki w duchu less waste.

Hej!

Sierpień przebiegł mi w duchu #lesswaste dzięki akcji przeprowadzonej na moim instagramie wraz z marką Creamy! I choć, jak opisałam w poprzednim wpisie, te działania towarzyszą mi na co dzień, to czuję, że można zrobić jeszcze więcej, a wciąż bez wyrzeczeń. Na pewno pojawi się jeszcze wpis o kosmetycznym less waste, a dziś nawiązując do tego opowiem wam o marce Creamy - ich kosmetykach, pięknej historii i filozofii w nurcie zero waste!



Creamy to polska marka, produkująca swoje kosmetyki ręcznie w małych partiach w laboratorium przy Chmielnej 6 w Warszawie. Tam też można produkty, takie świeżutkie prosto z produkcji, kupić. Oprócz tego znajdziecie je w kilku sklepach i oczywiście przez internet! Co jednak wyróżnia markę jest fakt, że stoi za nią Polka o haitańskich korzeniach. To właśnie chęć połączenia dwóch światów sprawiła, że Pani Zofia chciała nam, Polkom, sprowadzić olej moringa. Wiedzieliście, że Creamy było jedyną marką w Polsce posiadającą ten olej?

Aktualnie oferta wciąż się powiększa, olej moringa wciąż można kupić, ale aktualnie dostępne są również inne kosmetyki jak sera, kremy czy hydrolaty. Wszystko o wspaniałych składach, bogatych i bardzo przemyślanych - tak, aby działały jak najefektywniej. Opakowania sa minimalistyczne. To proste szklane buteleczki lub słoiczki z logo, a każdy ma zawieszkę z nazwą kosmetyku, opisem i składem. Bez dodatkowych opakowań, a co ważne.. puste opakowania można zwrócić (odesłać, przynieść na Chmielną, oddać na targach) i będą one wykorzystane ponownie, a Ty dostaniesz za każdą sztukę rabat.



Kosmetyki są wegańskie, co oznacza, że nie są testowane na zwierzętach (ani żaden z surowców nie był!) oraz nie zawierają składników odzwierzęcych (typu lanolina, miód).  Kupując je warto mieć też świadomość, że marka oprócz wspomagania polskiej gospodarki, działa też na rzecz kobiet na Haiti. Dzięki olejowi moringa mają one pracę i fundusze na zapewnienie przyszłości swoim dzieciom, ale założycielka Creamy prowadzi również fundację pomagającą ludności po trzęsieniu ziemii. Ostatnio widziałam na ich instagramie, że kończą właśnie budowę szkoły w Jacmel!



Mam nadzieję, że tym długim wstępem tylko was zachęciłam do przeczytania recenzji! Mam przyjemność przetestować nowości i w moje ręce wpadły dwa hydrolaty : eukaliptusowy i czarna porzeczka. Oprócz tonizowania, wody kwiatowy mają wiele cudownych właściwości, dlatego naprawdę lubię po nie sięgać.

Eukaliptus ma  działanie przeciwzapalne i antyseptyczne, więc super do cer borykających się z niedoskonałościami, szczególnie tymi zaognionymi. Dedykowany jest też skórze wrażliwej oraz starzejącej się ze względu na przeciwutleniacze, które się w nim znajdują (mają działanie anti-aging). To fajna, delikatna mgiełka, ale.. zapach ma typowo naturalny, ziołowy. Na pewno nie każdemu podpasuje!
Skład :  Eucalyptus Globulus Leaf Water, Benzyl Alcohol*, Dehydroacetic Acid*, Aqua **




Czarna porzeczka natomiast ma działanie ściągające, anti-age i przeciwzapalne. Dzięki temu nada się do cery tłustej i muszę przyznać, że skóra po spryskaniu buzi rano tym hydrolatem mniej się przetłuszcza! Tu zapach jest.. boski. Dosłownie jakbyście weszły do ogrodu porzeczkowego. Czuć naturę, nie slodycz znaną ze sztucznych soków porzeczkowych.

Skład : Ribes Nigrum Leaf Water, Benzyl Alcohol*, Dehydroacetic Acid*, Aqua**

*konserwanty i składniki wspomagające ich działanie zaaprobowane przez organizacje certyfikujące kosmetyki naturalne (Ecocert, Cosmos), wymagane w produkcie, aby zachować jego jakość i czystość mikrobiologiczną, a więc aby hamować rozwój grzybów i bakterii.
** zawartość wody to 0,03%

 Hydrolaty są naprawdę wysokiej jakości. Czuć, że nie jest to woda z dodatkiem, a prawdziwa woda roślinna.  Każdy ma 100ml i kosztuje 49zł. Powinien wystarczyć na 3 miesiące codziennego używania :)



Creamy oprócz czystych olei tworzy na ich bazie sera. Ja testowałam Young Cacay, które zawiera m.in. olej z pietruszki, konopny, cacay oraz koenzym Q10, ekstrakt z solirodu zielnego i aż 10% witaminy C! (polecam tu poczytać o tych substancjach, każda jest bogata w co innego) Serum dedykowane jest cerze normalnej, mieszanej, naczyniowej i dojrzałej - moim zdaniem każdy, kto szuka odżywienia cery, blasku śmiało może po nie sięgnąć.



Oleista konsystencja jest zadziwiająco lekka w rozprowadzaniu. To niby typowy olejek, ale wchłania się natychmiast i prawie nie zostawia żadnej warstwy, a jednak otula skórę. Dla mnie szok i plus, ponieważ nie brudzę poduszki (przetestowane nawet przy jaśniejszej pościeli), nie lepię się i nie czuję takiego oblania się olejem rano. Na jedną aplikację wystarczą 3 krople, nie mamy być obtłuszczone. :) Ja serum używam jedynie wieczorem, zamiast kremu lub w mieszance z kremem. Dla mnie pachnie jak świeżo parzona, dobrej jakości zielona herbata.. a podobno pachnie jaśminem!



A efekty? Widoczne praktycznie po pierwszym użyciu. Po pierwszej aplikacji wieczorem rano byłam w szoku.. buzia napięta, świetlista, aksamitna w dotyku i nawilżona. Zero oleju na czole, a niedoskonałości jakieś uspokojone. Ale oczywiście na prawdziwe efekty trzeba poczekać i.. warto! Z czasem skóra wygląda niesamowicie zdrowo i jest taka mięsista, a wszystko goi się szybciej - łącznie z przebarwieniami, które widocznie się rozjaśniły. Nie wyskakuje mi po nim nic nowego, ale jak to z olejami - różnie bywa.

Skład Cannabis Sativa Seed Oil, Carum Petroselinum Seed Oil, Caryodendron Orinocense Seed Oil, Ascorbyl Tetraisopalmitate, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Ubiquinone, Salicornia Herbacea Extract, Capryloyl Salicylic Acid, Jasminum Sambac Flower Extract, Caprylic/Capric Triglyceride, Linalool*, Benzyl Alcohol*, Benzyl Benzoate*.
*składniki naturalnie występujące w absolucie jaśminowym.
Serum można kupić w dwóch pojemnościach : ten 10ml kosztuje 79zł, a 30ml 159zł. (klik)



Przetestowałam też kultowy krem moringa forever! Oprócz oleju moringa jest również sezamowy i perilla, ekstrakt z tarczycy bajkalskiej, hydrolat lipowy i szczególnie pożądane ostatnio ceramidy. Krem dedykowany jest raczej skórze suchej i dojrzałej, ponieważ ma uelastyczniać, odżywiać i zmniejszać widoczność zmarszczek.



W konsystencji jest on zaskakująco nietłusty, tak samo na buzi - rano też nie czuję się nim obtłuszczona. Za to pięknie wygładza i widocznie odżywia skórę! W rozprowadzaniu jest specyficzny, bo lekko bieli i trzeba krem porządnie wsmarować, a po chwili mam wrażenie lekkiej, zastygniętej warstwy. Ja akurat za czymś takim nie przepadam i mimo pięknych efektów mi to przeszkadza, ale wiem, że moja mama mająca cerę bardzo suchą ceni sobie taką otulającą warstwę. Zapach jest specyficzny, może ciut ziołowy? Po prostu pachnie naturą!

Skład : Tilia Cordata Flower Water, Moringa Oleifera Seed Oil, Sesamum Indicum Seed Oil, Perilla Ocymoides Seed Oil, Propanediol, Cetearyl Olivate, Sorbitan Olivate, Cetyl Alcohol, Baicalin, Ceramide 2, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Glycine Soja Seed Extract, Xanthan Gum, Aqua, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid



Krem występuje w dwóch pojemnościach: 8g za 39zł (świetny do takiego porządnego, pierwszego wrażenia!) i 30g za 199zł. 


To marka z misją. Działająca, aktywna i robiąca dobro! Dba o środowisko, o innych, a klienci mogą korzystać z wysokiej jakości kosmetyków. Warszawiankom zazdroszczę, że możecie je sobie wybrać na żywo i.. skorzystać ze SPA w Creamy! Ja po przetestowaniu tych kilku produktów widzę znaczną poprawę w jakości skóry - jest napięta, ale nie ściągnięta, odżywiona, nawilżona. Ceny nie są najniższe, ale potraktujcie je jako inwestycję, bo składy są bogate. Te kosmetyki też będą pięknymi prezentami! 
Jestem ciekawa czy znacie markę i czym was do siebie przekonała!

Buziaki
Oktawia  

Post powstał we współpracy z marką Creamy, jednak nie wpłynęło to w żaden sposób na moją opinię o kosmetykach. Zdjęcia robiła niezawodna Ula - zostawiam wam link do jej instagrama!
Koreańska pielęgnacja w dziesięciu krokach po mojemu

Koreańska pielęgnacja w dziesięciu krokach po mojemu

Hej!

Gdy pojawiła się książka ,,Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji.'' Charlotte Cho blogosfera oszalała! Wszędzie czytałam o dziesięciu krokach, słuchałam o dokładnym demakijażu, a na instagramie oglądałam zdjęcia książki. Wszystko to mnie ciekawiło i wiedziałam, że w końcu i ja przetestuję jak moja skóra zareaguje na tak rozbudowaną pielęgnacje.


Za sprawą książki wcale nie oszalałam na punkcie koreańskich kosmetyków, ba! Przy dziesięciu krokach korzystałam z tego co mam. Chciałam przetestować głównie samą pielęgnację, a nie konkretne produkty. Nie chciałam też eksperymentować aż nadto, bo moja cera łatwo się zapycha i przy zmianie wszystkich kosmetyków ciężko byłoby mi zweryfikować który konkretnie zawinił.
Aktualnie minęły trzy tygodnie z dziesięcioma krokami i widzę różnicę.Ważna jest tutaj systematyczność i kolejność!

rysunek z książki Charlotte Cho
1 i 2 Demakijaż i olejek myjący + kosmetyk na bazie wody


Przyznaje, że tego kroku obawiałam się najbardziej. W moim przypadku oczyszczanie buzi dwa razy dziennie powodowało jeszcze większe przetłuszczanie się strefy T.. Teraz nic takiego się nie dzieje, a nawet wydzielanie sebum się ograniczyło.
Robiąc demakijaż wieczorem zazwyczaj najpierw przemywam twarz płynem micelarnym, tak aby wszystko wstępnie zmyć. Następnie na wilgotną buzię(na suchej potrzebuję więcej produktu i ciężej się on rozprowadza) nakładam olejek i masuję przez chwilę. Wszystko nim rozpuszczam, a następnie zmywam go żelem.
Rano używam tylko olejku i żelu.


Ten krok jest bardzo ważny i nie należy go nigdy pomijać. Dzięki niemu usuwamy wszelkie zanieczyszczenia i warto pamiętać, że oprócz makijażu na skórze osiada się pył, bakterie z rąk czy poduszki i sebum. Buzię żelem myję od dawna, ale dopiero po takim porządnym oczyszczaniu widzę różnicę, bo wągry zredukowały mi się o mniej więcej połowę, są mniej widoczne i bardzo rzadko wyskakuje mi coś nowego.
(Tak naprawdę są to dwa kroki, ale samo mycie buzi jest dla mnie jednym krokiem :D)

3. Peeling



Peeling ma za zadanie głównie złuszczyć martwy naskórek. Warto ten krok robić regularnie, jednak dopasowując częstotliwość i rodzaj pod swój typ cery. Ja najbardziej lubię peelingi mechaniczne, z drobinkami, ale ostatnio testuję enzymatyczny z Tołpy - jest delikatniejszy i wykonuję go dwa razy, a nie raz, w tygodniu.

4. Tonik



Tonizowanie to chyba najczęściej pomijany krok, a jest niezwykle istotny w pielęgnacji. Tonik wyrównuje pH, odświeża i koi. Ja lubię w tym celu stosować hydrolaty - są naturalne, a najczęściej są w butelka z atomizerem, więc ten krok jest dodatkowo przyjemny. Jeśli jednak stosuję ''zwykły'' tonik to unikam alkoholu (oprócz tych nawilżających :)) w składzie i wylewam go na dłoń, a nie na wacik.
Twarz tonizuję rano i wieczorem. 

5. Esencja


Choć ich wybór stale się powiększa, na naszym rynku nie ma zbyt wiele esencji. Są to kosmetyki o skoncentrowanej formule, które zawierają aktywne czynniki. To taki dodatkowy kop dla skóry :) Ja nie mam doświadczenia z esencjami, ale ta od Miya świetnie mi się sprawdza i bardzo podoba mi się jej forma - atomizer to dla mnie zawsze plus :D
Esencji używam rano i wieczorem. 

6. Serum


Serum to kosmetyk, który ma wysokie stężenie składników aktywnych. Działa intensywnie, jest skoncentrowanie bardziej od kremu, ale ma lżejszą konsystencję. Dopasowuje się je pod konkretne problemy (wyrównanie kolorytu, nawilżenie..) i używa pod krem. To równie często pomijany krok, bo sera są stosunkowo drogie, ale warto pamiętać, że stosujemy je w niewielkiej ilości :)
Serum stosuję codziennie wieczorem, aktualnie w użyciu mam trzy różne.

7. Maseczka w płachcie


Wiele osób doceniło maseczki w płachcie, bo wystarczy je nałożyć i zdjąć po kilkunastu minutach - bez zmywania, brudzenia. :D Ja nie jestem ich fanką, bo wiele z masek które testowałam zostawiało moją skórę lepiącą. Wybór na rynku jest aktualnie ogromny, każdy znajdzie coś dla siebie. Ja po taką maseczkę sięgam z 2 razy w tygodniu, kierując się tym czego moja skóra w danym momencie potrzebuje.

8. Krem pod oczy


Akurat o kremie pod oczy od dawna nie mogę zapominać, bo mam tam cienką i szybko wysychającą skórę. Kremów używam dwa razy dziennie, rano lekkiego pod makijaż (właśnie tego z Orientany), a wieczorem z Make me bio, cięższego.

9. Nawilżanie 


Krem jest tak naprawdę domknięciem wszystkich etapów - zatrzymuje nawilżenie i tworzy ochronną warstwę. Warto wybrać nie tylko krem pod potrzeby naszej cery, ale również dopasować sobie konsystencje. Moja tłusta cera nie lubi się z mocno treściwymi konsystencjami i nawet po jednej nocy z takim kremem na buzi mam nowych przyjaciół :) Ostatnio pokochałam serie tumeric z Orientany, na noc używam wersji Rich, a na dzień hydrokuracji, która jest na bazie aloesu (ideał pod makijaż)
Zamiast kremu raz w tygodniu stosowałam maseczkę całonocną - najczęściej kokosową ze Skinfood lub koktajl nawilżający z Nacomi.

10. SPF

I tu.. nie mam nawet zdjęcia. Używam kremu z filtrem (aktualnie Iwostin purritin), ale nie na co dzień, a jedynie gdy wiem, że będę więcej przebywać na zewnątrz. Wiem jak ważna jest ochrona przed słońcem, a w książce jest to podkreślane co chwila! Może z czasem wyrobię sobie nawyk nakładania dodatkowo kremu codziennie ;)


Po tych trzech tygodniach skóra wygląda lepiej. Przede wszystkim ograniczyło się przetłuszczanie i ilość wągrów, nie powstają też niedoskonałości, a jeśli się pojawią - goją się dwa razy szybciej. Cera jest promienna, bardziej nawilżona, a koloryt się wyrównał (zapewne to sprawka serum :D) Mam też wrażenie, że skóra jest jędrniejsza i miękka w dotyku. Ostatnio chętniej też chodzę bez makijażu, bo mimo że nie mam idealnej cery - wygląda ona naprawdę dobrze na co dzień.

Nie zamierzam skończyć mojej przygody z dziesięcioma krokami po tych trzech tygodniach. Tak naprawdę aktualnie pielęgnacja sprawia mi niesamowitą przyjemność i jest moją poranną i wieczorną chwilą relaksu, gdy myślę tylko o tym co nałożyć jako następne. Tak naprawdę nie trzeba się trzymać tych kroków, aż tak, bo jeśli macie ochotę na maskę 4 razy w tygodniu, a wasza skóra tego potrzebuje to.. czemu nie? :) 

Jestem ciekawa co wy sądzicie o tych dziesięciu krokach. Próbowałyście? Jak wam się sprawdza tak rozbudowana pielęgnacja?

Buziaki
Oktawia


Moja poranna pielęgnacja - lato

Moja poranna pielęgnacja - lato

Hej! 

Lato już oficjalnie się rozpoczęło - nareszcie! W tym okresie częściej chodzę bez makijażu, a moja pielęgnacja trochę się zmienia. Jeśli jesteś ciekawa jak dbam o twarz codziennie rano zapraszam do dalszej części wpisu :) 



Od jakiegoś czasu regularnie sięgam po tonik. Co prawda od zawsze tonizuję twarz wieczorem, ale przy stosowaniu go rano widzę fajne efekty. Szczególnie polubiłam się z wersją różaną od Evree (klik), ponieważ nawilża i daje, pożądane rano, uczucie odświeżenia. Oprócz samego produktu uwielbiam ten atomizer, który rozpyla delikatną mgiełkę! <3
Od kiedy wyrównuję pH rano nie mam już takiego problemu z ciemniejącymi podkładami. Nie chcę tutaj jednak rozwodzić się na ten temat, ale zachęcam do googlania jeśli też macie z tym problem. :)


Daje tonikowi chwilę, żeby się wchłonął, a w międzyczasie dbam o usta. Niestety są one z natury bardzo suche..


Peeling rano robię tylko wtedy, gdy planuję nałożyć na usta matową szminkę. Ostatnio używam lip scrubu z Lush'a w wersji bubblegum (klik)


Po Carmexa wiśniowego(klik) sięgam za to każdego ranka, bo jako jeden z niewielu naprawdę nawilża moje usta na dłużej. Do tego ma SPF 15 - mało, ale zawsze coś! :) 
W tym czasie tonik się wchłonął, a ja wracam do pielęgnacji skóry. Najczęściej zaczynam od okolicy pod oczami.

Krem odżywczy z Vianka to dla mnie nowość i używałam go dopiero kilka razy - kupiłam go typowo do stosowania na dzień, pod makijaż. Jak narazie spisuje się na medal, ale to jeszcze nie czas na werdykt :D Za to Panda's Dream od Tony Moly (klik) używam zazwyczaj na wieczór, ale gdy nie miałam innego kremu pod oczy ten też fajnie spisywał się na dzień. Nie lubi się niestety z niektórymi korektorami i może się ważyć - trzeba mieć to na uwadze. Fajnie odświeża i dlatego najlepiej jest go używać prosto z lodówki!


Na twarz nakładam albo krem z filtrem 50+ z Iwostinu, albo krem z serii pep-start od Clinique.
Po filtr sięgam, gdy wiem, że spędzę więcej czasu na zewnątrz - jestem po leczeniu u dermatologa i filtry to u mnie must have. Ja mam wersję do skóry tłustej/trądzikowej, która ma matować. Nie nazwała bym jej tak, ale mniej się świeci, w porównaniu do innych filtrów. Jego konsystencja jest ciężka i kremowa,  więc odpuszczam go gdy bardzo się spieszę. Makijaż nałożony na niego od razu brzydko się waży, ale gdy odczekam chwilę wszystko wygląda normalnie :)

po lewej Clinique, po prawej filtr z Iwostinu

Za to HydroBlur Moisturizer od Clinique (klik) jest mega lekki, nawilża i daje efekt mega wygładzonej skóry. Ma naprawdę matowe wykończenie i lubię po niego sięgać, gdy wiem, że makijaż będę miała na buzi cały dzień. Nakładam go również gdy nie wychodzę z domu oraz gdy maluję się na szybko - tutaj nie trzeba czekać, bo on wchłania się natychmiast.

Nie ma tego dużo, bo rano nikt nie ma czasu :) Jestem ciekawa jak wygląda wasza pielęgnacja twarzy rano! Dajcie znać w komentarzu. 

Zapraszam was również do dołączenia do społeczności BuyBlo! Każda osoba, która zarejestruje się przez mój link otrzyma 50zł gratis do pierwszej wypłaty środków z BuyBlo. A jeśli nie wiecie o co chodzi, to napisałam co i jak tutaj -> klik
Zapraszam was również na mój profil w BuyBlo https://buyblo.com/kosmetykowyzawrotglowy/ 

Buziaki
Oktawia
Copyright © 2016 Kosmetykowy Zawrot Glowy , Blogger