Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olejek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą olejek. Pokaż wszystkie posty
Koreańska pielęgnacja w dziesięciu krokach po mojemu

Koreańska pielęgnacja w dziesięciu krokach po mojemu

Hej!

Gdy pojawiła się książka ,,Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji.'' Charlotte Cho blogosfera oszalała! Wszędzie czytałam o dziesięciu krokach, słuchałam o dokładnym demakijażu, a na instagramie oglądałam zdjęcia książki. Wszystko to mnie ciekawiło i wiedziałam, że w końcu i ja przetestuję jak moja skóra zareaguje na tak rozbudowaną pielęgnacje.


Za sprawą książki wcale nie oszalałam na punkcie koreańskich kosmetyków, ba! Przy dziesięciu krokach korzystałam z tego co mam. Chciałam przetestować głównie samą pielęgnację, a nie konkretne produkty. Nie chciałam też eksperymentować aż nadto, bo moja cera łatwo się zapycha i przy zmianie wszystkich kosmetyków ciężko byłoby mi zweryfikować który konkretnie zawinił.
Aktualnie minęły trzy tygodnie z dziesięcioma krokami i widzę różnicę.Ważna jest tutaj systematyczność i kolejność!

rysunek z książki Charlotte Cho
1 i 2 Demakijaż i olejek myjący + kosmetyk na bazie wody


Przyznaje, że tego kroku obawiałam się najbardziej. W moim przypadku oczyszczanie buzi dwa razy dziennie powodowało jeszcze większe przetłuszczanie się strefy T.. Teraz nic takiego się nie dzieje, a nawet wydzielanie sebum się ograniczyło.
Robiąc demakijaż wieczorem zazwyczaj najpierw przemywam twarz płynem micelarnym, tak aby wszystko wstępnie zmyć. Następnie na wilgotną buzię(na suchej potrzebuję więcej produktu i ciężej się on rozprowadza) nakładam olejek i masuję przez chwilę. Wszystko nim rozpuszczam, a następnie zmywam go żelem.
Rano używam tylko olejku i żelu.


Ten krok jest bardzo ważny i nie należy go nigdy pomijać. Dzięki niemu usuwamy wszelkie zanieczyszczenia i warto pamiętać, że oprócz makijażu na skórze osiada się pył, bakterie z rąk czy poduszki i sebum. Buzię żelem myję od dawna, ale dopiero po takim porządnym oczyszczaniu widzę różnicę, bo wągry zredukowały mi się o mniej więcej połowę, są mniej widoczne i bardzo rzadko wyskakuje mi coś nowego.
(Tak naprawdę są to dwa kroki, ale samo mycie buzi jest dla mnie jednym krokiem :D)

3. Peeling



Peeling ma za zadanie głównie złuszczyć martwy naskórek. Warto ten krok robić regularnie, jednak dopasowując częstotliwość i rodzaj pod swój typ cery. Ja najbardziej lubię peelingi mechaniczne, z drobinkami, ale ostatnio testuję enzymatyczny z Tołpy - jest delikatniejszy i wykonuję go dwa razy, a nie raz, w tygodniu.

4. Tonik



Tonizowanie to chyba najczęściej pomijany krok, a jest niezwykle istotny w pielęgnacji. Tonik wyrównuje pH, odświeża i koi. Ja lubię w tym celu stosować hydrolaty - są naturalne, a najczęściej są w butelka z atomizerem, więc ten krok jest dodatkowo przyjemny. Jeśli jednak stosuję ''zwykły'' tonik to unikam alkoholu (oprócz tych nawilżających :)) w składzie i wylewam go na dłoń, a nie na wacik.
Twarz tonizuję rano i wieczorem. 

5. Esencja


Choć ich wybór stale się powiększa, na naszym rynku nie ma zbyt wiele esencji. Są to kosmetyki o skoncentrowanej formule, które zawierają aktywne czynniki. To taki dodatkowy kop dla skóry :) Ja nie mam doświadczenia z esencjami, ale ta od Miya świetnie mi się sprawdza i bardzo podoba mi się jej forma - atomizer to dla mnie zawsze plus :D
Esencji używam rano i wieczorem. 

6. Serum


Serum to kosmetyk, który ma wysokie stężenie składników aktywnych. Działa intensywnie, jest skoncentrowanie bardziej od kremu, ale ma lżejszą konsystencję. Dopasowuje się je pod konkretne problemy (wyrównanie kolorytu, nawilżenie..) i używa pod krem. To równie często pomijany krok, bo sera są stosunkowo drogie, ale warto pamiętać, że stosujemy je w niewielkiej ilości :)
Serum stosuję codziennie wieczorem, aktualnie w użyciu mam trzy różne.

7. Maseczka w płachcie


Wiele osób doceniło maseczki w płachcie, bo wystarczy je nałożyć i zdjąć po kilkunastu minutach - bez zmywania, brudzenia. :D Ja nie jestem ich fanką, bo wiele z masek które testowałam zostawiało moją skórę lepiącą. Wybór na rynku jest aktualnie ogromny, każdy znajdzie coś dla siebie. Ja po taką maseczkę sięgam z 2 razy w tygodniu, kierując się tym czego moja skóra w danym momencie potrzebuje.

8. Krem pod oczy


Akurat o kremie pod oczy od dawna nie mogę zapominać, bo mam tam cienką i szybko wysychającą skórę. Kremów używam dwa razy dziennie, rano lekkiego pod makijaż (właśnie tego z Orientany), a wieczorem z Make me bio, cięższego.

9. Nawilżanie 


Krem jest tak naprawdę domknięciem wszystkich etapów - zatrzymuje nawilżenie i tworzy ochronną warstwę. Warto wybrać nie tylko krem pod potrzeby naszej cery, ale również dopasować sobie konsystencje. Moja tłusta cera nie lubi się z mocno treściwymi konsystencjami i nawet po jednej nocy z takim kremem na buzi mam nowych przyjaciół :) Ostatnio pokochałam serie tumeric z Orientany, na noc używam wersji Rich, a na dzień hydrokuracji, która jest na bazie aloesu (ideał pod makijaż)
Zamiast kremu raz w tygodniu stosowałam maseczkę całonocną - najczęściej kokosową ze Skinfood lub koktajl nawilżający z Nacomi.

10. SPF

I tu.. nie mam nawet zdjęcia. Używam kremu z filtrem (aktualnie Iwostin purritin), ale nie na co dzień, a jedynie gdy wiem, że będę więcej przebywać na zewnątrz. Wiem jak ważna jest ochrona przed słońcem, a w książce jest to podkreślane co chwila! Może z czasem wyrobię sobie nawyk nakładania dodatkowo kremu codziennie ;)


Po tych trzech tygodniach skóra wygląda lepiej. Przede wszystkim ograniczyło się przetłuszczanie i ilość wągrów, nie powstają też niedoskonałości, a jeśli się pojawią - goją się dwa razy szybciej. Cera jest promienna, bardziej nawilżona, a koloryt się wyrównał (zapewne to sprawka serum :D) Mam też wrażenie, że skóra jest jędrniejsza i miękka w dotyku. Ostatnio chętniej też chodzę bez makijażu, bo mimo że nie mam idealnej cery - wygląda ona naprawdę dobrze na co dzień.

Nie zamierzam skończyć mojej przygody z dziesięcioma krokami po tych trzech tygodniach. Tak naprawdę aktualnie pielęgnacja sprawia mi niesamowitą przyjemność i jest moją poranną i wieczorną chwilą relaksu, gdy myślę tylko o tym co nałożyć jako następne. Tak naprawdę nie trzeba się trzymać tych kroków, aż tak, bo jeśli macie ochotę na maskę 4 razy w tygodniu, a wasza skóra tego potrzebuje to.. czemu nie? :) 

Jestem ciekawa co wy sądzicie o tych dziesięciu krokach. Próbowałyście? Jak wam się sprawdza tak rozbudowana pielęgnacja?

Buziaki
Oktawia


Pod lupą : produkty do ust Selfie Project

Pod lupą : produkty do ust Selfie Project

Hej!

Jak jesteście ze mną dłużej to zapewne wiecie, że moje usta są wiecznie suche. Z tego powodu najczęściej rezygnuję ze szminek na rzecz błyszczyków czy pomadek ochronnych :) Ostatnio intensywnie testowałam nowości do ust marki Selfie Project i zapraszam was na ich recenzje!



1. Cukrowy peeling do ust #SugarKiss


Peeling do ust to kosmetyk, który zawsze mam gdzieś w szafce. Używałam już naprawdę wielu i mam ulubieńca w tej kategorii. :) Peeling od Selfie project jest zamknięty w słoiczku i dla mnie to minus.. trzeba w nim grzebać, można wyciągnąć za mało/za dużo, a cukier lubi wchodzić pod paznokcie.Do tego ma naprawdę mocno zbitą konsystencję, co nie ułatwia jego wydobycia, ale za to wpływa na wydajność :D potrzeba naprawdę niewiele, bo produkt się lekko rozpuszcza pod wpływem ciepła warg i pocierania.


Drobinki cukru są spore i dość ostre, chyba jednak wolałabym, żeby były ciut mniejsze - łatwiej byłoby nad nimi zapanować i zostawałyby tylko w obrębie ust. Po użyciu peelingu zostaje oblepiająca warstwa, więc raczej odpada użycie pomadki bez wycierania ust.
Efekt wygładzenia i nawilżenia utrzymuje się naprawdę długo - po wykonaniu peelingu wieczorem, rano usta wyglądają świetnie i nie ma żadnej suchej skórki! Niestety.. w składzie na samym początku jest parafina, co nie do końca mi się podoba. W końcu to co na wargach się zjada. Szkoda też, że malina jest tylko w nazwie, bo zupełnie nie czuje tu malinowego zapachu.

Skład : Paraffinum Liquidum, Ethylhexyl Palmitate, Ozokerite, Sucrose, Tridecyl Trimelliate, CI 15850, CI 77742, Copernicia Cerifera Cera, Silica Dimethyl Silylate, Juglans Regia Shell powder, Ptunus Amygdalus Dulcis Oil, Rosa Canina Fruit Oil, Tocopheryl Acetate, Phenoxyethanol, Parfum, Citral, Aplha-Isomethyl Ionone.

I choć sama parafina nie jest niczym ''złym'' ja jednak wolałabym skład bez niej. Wtedy to bym się nawet do niczego nie przyczepiła! :) Niemniej jednak wygładzenie jest super, a właśnie parafina tworzy warstwę która ''trzyma'' w wargach to nawilżenie - dlatego jest to długotrwałe. Mimo minusów dość często sięgam po ten peeling, bo podoba mi się jego działanie.
Cena: 14zł /6g 

2. Odżywczy balsam do ust #mojitomint


Opakowanie na pewno kupuje nie tylko mnie - uwielbiam francuskie makaroniki! Lubię też takie gadżeciarskie opakowania mieć w torebce, często wtedy dostaję pytania w stylu 'ooo ale fajne co to i skąd masz?' :D a w tym uroczym makaroniku kryje się balsam do ust i.. niestety trzeba w nim grzebać. Konsystencje ma bardzo zbitą, ale potrzeba niewiele i rozpuszcza się od razu po wpływem ciepła. Balsam pachnie tak orzeźwiająco, faktycznie jakby miętą :) Niestety tak jak w przypadku peelingu, na ustach zostawia tłustą warstwę.


Niestety ten produkt niewiele dobrego robi na moich ustach. Poza tą warstwą ochronną praktycznie nie odżywia i po niedługim czasie usta są w podobnej kondycji co przed nałożeniem tego gagatka.Musiałabym go dokładać dosłownie co godzinę, żeby usta wyglądały ciągle ''dobrze'' :)

Skład :  Paraffinum Liquidum, Ozokerite, Ethylhexyl Palmitate, Tridecyl Trimelliate, Polyisobutylene, Isononyl Isononanoate, hydrogenated Microcrystalline Wax, Cl 42090, Cl77492, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Rosa Canina Fruit Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Tocopheryl Acetate, Phenoxyethanol, Parfum, Benzyl Salicylate, Eugenol, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.

Czy jest to zły kosmetyk? Nie, ale raczej przeciętny. Fajny gadżet dla nastolatki lub kogoś, kto potrzebuje od czasu do czasu nałożyć coś na usta.
Cena : 14zł/8g

3. Malinowy olejek do ust #PocketHero


Ostatnio uwielbiam wszelkie olejki do ust! Podoba mi się ten błyszczący, ale zupełnie nie tandetny, efekt. Poza tym takie olejki delikatnie podkreślają usta pielęgnując je - czy jest coś lepszego dla osoby z wiecznie przesuszonymi wargami? :D Ten olejek mnie od razu oczarował. Pachnie naprawdę malinowo, ale tak.. jak malinowa oranżada. Konsystencja jest żelowa, ale przy tym lekko lejąca, więc wystarczy dosłownie raz przejechać aplikatorem i mamy usta pomalowane. Według mnie jedynie aplikator mógłby nabierać ciut więcej produktu, ale po prostu moje usta wszystko wpijają i lubię nałożyć sobie więcej!


Olejek naprawdę wytrzymuje na moich ustach dłużej niż 10 minut, dając piękny blask, podkreślając kolor i lekko odżywiając. Bardzo podoba mi się ten efekt, a fakt że dodatkowo usta są wygładzone i nawilżone niezwykle mnie cieszy :D Śmiało mogę porównać ten olejek do tego z Clarins (a mam je dwa) - utrzymują się na ustach tyle samo i dają taki sam efekt. :)

Skład : Triisostearin, Tridecyl Trimellitate, Diisostearyl Malate, Polyisobutylene, CI 15850, Cl 77742, Simmondsia Chinensis Seed oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Neotame, Glyceryl behenate/Eicosadioate, Phenoxyethanol, Parfum, Citral, Alpha-Isomethyl Ionone.

Tutaj już nie ma tej nieszczęsnej parafiny, nie ma też tej oblepiającej warstwy. Po prostu po jakimś czasie po olejku nie ma śladu, usta się nie przesuszają, a włosy się do niego nie lepią :) Z całej trójki to mój ulubieniec i sięgam po ten produkt codziennie.
Cena : 15zł / 6g

Co najbardziej wam przypadło z tej trójki do gustu? A może któryś z tych produktów już znacie?

Buziaki
Oktawia
Copyright © 2016 Kosmetykowy Zawrot Glowy , Blogger