Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żel. Pokaż wszystkie posty
Pod lupą : produkty do pielęgnacji twarzy Tołpa; żel micelarny, peeling 3 enzymy i maska czarny detox

Pod lupą : produkty do pielęgnacji twarzy Tołpa; żel micelarny, peeling 3 enzymy i maska czarny detox

Hej!

Markę Tołpa odkrywam od jakiegoś czasu - jest łatwo dostępna, przystępna cenowo i u mnie większość ich produktów się sprawdza. Nie mają składów idealnych, nie są to kosmetyki naturalne, ale dla mnie jest ok ;) Dziś przedstawię trzy produkty, których używam od dobrych kilku miesięcy i które narobiły trochę szumu w internecie. Przywiozłam je ze sobą z Warszawy, z konferencji Meet Beauty!

 


Żel micelarny do mycia twarzy i oczu z serii green oils z olejem z lnu


Ja naprawdę lubię ich żele do twarzy i to mój drugi micelarny od nich. Jednak pierwsza myśl dotyczyła tego oleju lnianego - czy żel przez to nie będzie zostawiał powłoki? tym bardziej, że jest on dedykowany raczej skórze suchej i normalnej. Na szczęście żel okazał się być naprawdę delikatny i domywa się go bez żadnych problemów.
Opakowanie to taki standard, tubka z zamknięciem na klik. Ogółem zazwyczaj na nie nie narzekam, ale tutaj się ono totalnie nie sprawdziło.. Żel jest niesamowicie rzadki i po prostu wylewa się przez dziurkę w nadmiarze. Zdarzało się, że wyleciało mi z pięć razy tyle produktu, ile normalnie bym użyła do umycia twarzy, ale.. co miałam z tym zrobić? Przecież nie włożę tego do środka. Znacznie lepszą opcją byłaby tu pompka - produkt nie wydostawałby się w nadmiarze i dłużej mogłabym się z niego cieszyć.
Wracając jednak do samego żelu - jest on naprawdę delikatny! Spokojnie mogę nim myć nawet oczy, nigdy nie pojawiło się żadne podrażnienie, pieczenie.. ale ma to też swoje minusy. Zdarzało się, że produkt oczyszczał wręcz zbyt delikatnie i czegoś nie domył. Dlatego według mnie to kosmetyk raczej faktycznie do cery wrażliwej/suchej lub do porannej pielęgnacji.
Mimo wszystko naprawdę się lubimy. Nie używam tego żelu po noszeniu mocnego makijażu, ale rano naprawdę super odświeża bez ściągnięcia, a skóra nie wyświeca mi się zbyt mocno w ciągu dnia. To na pewno świetna opcja dla osób, które czują ściągnięcie czy przesuszenie po każdym produkcie myjącym. :)

Peeling trzy enzymy


Mam wrażenie, że już wszyscy go używali i jestem ostatnią osobą, która o nim pisze. Zużyłam tę tubkę praktycznie do końca (zostało mi może na 3 aplikacje) i dopiero teraz czuję, że dobrze wiem co o peelingu sądzę.
Opakowanie, nie będę się oszukiwać, jest piękne i praktyczne! Najpierw kartonik, który chroni aluminiową tubkę przed gnieceniem czy otwieraniem jej w drogerii. Są na nim hasła, zalecenia, skład.. a wszystko utrzymane w spójnej koncepcji owocowej :D Tubka jest naprawdę super i tak jak myślałam, bardzo mi się spodobała ta forma opakowania. Jeśli dobrze produkt wyciskamy (czyli od góry) jesteśmy w stanie zużyć naprawdę cały. Do tego ja wyciskam po trochę, nakładam i gdzie brakuje aplikuję ponownie - dzięki temu używam dokładnie tyle, ile potrzebuję.
Nakładam grubszą warstwę, tak jak zaleca producent i trzymam 10 minut. Gdy nałożę peeling jak krem mam wrażenie, że nic nie robi. Ważnym krokiem jest też po tych 10 minutach (nie warto skracać tego czasu, ani zbytnio przedłużać - za krótko nie działa, a za długo może podrażniać) masaż, a nie bezmyślne zmycie. To naprawdę robi różnicę i dopiero po zastosowaniu tych trzech kroków czuję, że potencjał peelingu jest wykorzystany.
Peeling przypomina mi konsystencją maść, nie ma jednak żadnego problemu z jego aplikacją. Pachnie tropikalnymi owocami, co zdecydowanie umila te 10 minut. Nie jest to jednak intensywny zapach i myślę, że nawet wrażliwe nosy nie mają się czego bać.

u góry peeling, na dole maska
Na początku byłam średnio zadowolona z tego produktu.. Niby widziałam efekt, ale nie zadowalał mnie. Odkąd jednak stosuję się do zaleceń producenta stwierdziłam, że naprawdę widzę różnice! Niedoskonałości, które są lub się budują, na drugi dzień znikają lub stają się znacznie mniej widoczne. Pory są zwężone, a wydzielanie sebum się ogranicza jednak bez przesuszenia. Skóra ogółem wygląda na gładszą, jest miękka i promienna! Przy regularnym stosowaniu zauważyłam (dwa razy w tygodniu), że mam znacznie mniej zaskórników. Czy to jednak oznacza, że jest to peeling idealny? Dla mnie nie do końca.. Pomimo tej gładkiej i pięknej cery zdarzają się skórki z którymi produkt nie daje sobie u mnie rady. Skóra jest więc oczyszczona, ale poziom speelingowania nie do końca mnie satysfakcjonuje. Do tego nie zawsze, ale z czasem co raz częściej, przy stosowaniu peelingu szczypie mnie skóra - czasami jest to lekkie, normalne dla enzymów pieczenie, ale czasami muszę go szybciej zmywać.. Nie wiem od czego to zależy.
Peeling oparty jest na enzymach, o oznacza że nie ma żadnych drobinek. W składzie nie znajdziemy też kwasów. Producent dedykuje ten produkt skórze wrażliwej, mieszanej, tłustej i trądzikowej i .. moim zdaniem każda cera może być z niego zadowolona. Mimo, że u mnie pojawia się pieczenie może się okazać, że nawet przy bardzo wrażliwej cerze nic się nie zadzieje - to kwestia bardzo indywidualna, choć lekkie pieczenie jest tutaj normalne - tak działają enzymy :)
Tubka ma 40ml i kosztuje ponad 30zł. Uważam, że to kosmetyk wydajny i wart przetestowania szczególnie, jeśli nie służą wam peelingi z drobinkami.

Maska czarny detox 


Maski oczyszczające to zdecydowanie moje ulubione, to je najczęściej kupuje i najczęściej po nie sięgam. Przerobiłam ich naprawdę sporo i wiem, czego w nich szukam dla swojej skóry. Najbardziej lubię maseczki oparte na glinkach, choć po samą czystą glinkę sięgam raczej rzadko - nie chce mi sie jej nigdy rozrabiać.. :D w masce czarny detox jest glinka biała, która jest łagodniejsza niż np bardzo popularna zielona. Oprócz tego jest borowina, bardzo modny węgiel i cynk.
Aluminiowa tubka nie jest tu już tak świetnym rozwiązaniem jak w przypadku peelingu. Maska jest jednak gęstsza, potrzebuję jej więcej i naprawdę muszę jej wycisnąć sporo, a przez ten dziubek wychodzi wąska strużka. Niemniej jednak tubka spisze się w podróży, bo zmieści się do każdej kosmetyczki. Bardzo podoba mi się design opakowania, proste z fajnym, roślinnym akcentem.
Maska zdecydowanie nie jest czarna, ma raczej stalowy kolor (jest na zdjeciu pokazana z peelingiem) i to był dla mnie szok przy pierwszej aplikacji :D Zapach ma obłędny, jakby kwiatowy, roślinny.. jest on dość intensywny, więc wrażliwsi mogą narzekać. :)


Konsystencja maski jest super, bo mimo iż jest dość gęsta rozprowadza się bez większego problemu. Zostawiam ją zazwyczaj na te 10 minut według zaleceń producenta, ona podsycha i mimo to wciąż nie ma problemów ze zmywaniem - nie rozmazuje się po całej twarzy tylko ładnie schodzi :)
Maska faktycznie oczyszcza, pory są ściągnięte, niedoskonałości szybciej się goją i buzia ogółem wygląda lepiej. Cera jest promienna, nieściągnięta i matowa. Jednak to oczyszczenie jest dla mnie za słabe.. Niby widzę różnicę, jest lepiej, ale bez jakiegoś wow. Używam więc jej doraźnie, a gdy widzę, że skóra potrzebuje porządnego oczyszczenia sięgam po inne produkty. Myślę jednak, że będzie to świetny produkt dla nastolatek, które zaczynają dopiero z oczyszczaniem i nie mają takich problemów ze skórą. Również cery mocno wrażliwe powinny być zadowolone, bo maska jest faktycznie łagodna, szczególnie jak na produkt oczyszczający.
Nie jest to kosmetyk szalenie wydajny, a przy tym cena jest wysoka - ponad 30zł. Ja raczej do tej maski nie wrócę, bo znam inne, lepsze i wolę mocniejsze oczyszczanie.

Każdy z tych kosmetyków ma wady. Nie są one do końca ''dla mnie'', szczególnie jeśli chodzi o peeling i maskę, bo po prostu ja szukam czegoś innego. Zdaję sobie jednak sprawę, że te produkty naprawdę na wielu skórach się sprawdzają! Jestem ciekawa czy ty je znasz. A może na coś się skusisz? :)

Buziaki
Oktawia
Koreańska pielęgnacja w dziesięciu krokach po mojemu

Koreańska pielęgnacja w dziesięciu krokach po mojemu

Hej!

Gdy pojawiła się książka ,,Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji.'' Charlotte Cho blogosfera oszalała! Wszędzie czytałam o dziesięciu krokach, słuchałam o dokładnym demakijażu, a na instagramie oglądałam zdjęcia książki. Wszystko to mnie ciekawiło i wiedziałam, że w końcu i ja przetestuję jak moja skóra zareaguje na tak rozbudowaną pielęgnacje.


Za sprawą książki wcale nie oszalałam na punkcie koreańskich kosmetyków, ba! Przy dziesięciu krokach korzystałam z tego co mam. Chciałam przetestować głównie samą pielęgnację, a nie konkretne produkty. Nie chciałam też eksperymentować aż nadto, bo moja cera łatwo się zapycha i przy zmianie wszystkich kosmetyków ciężko byłoby mi zweryfikować który konkretnie zawinił.
Aktualnie minęły trzy tygodnie z dziesięcioma krokami i widzę różnicę.Ważna jest tutaj systematyczność i kolejność!

rysunek z książki Charlotte Cho
1 i 2 Demakijaż i olejek myjący + kosmetyk na bazie wody


Przyznaje, że tego kroku obawiałam się najbardziej. W moim przypadku oczyszczanie buzi dwa razy dziennie powodowało jeszcze większe przetłuszczanie się strefy T.. Teraz nic takiego się nie dzieje, a nawet wydzielanie sebum się ograniczyło.
Robiąc demakijaż wieczorem zazwyczaj najpierw przemywam twarz płynem micelarnym, tak aby wszystko wstępnie zmyć. Następnie na wilgotną buzię(na suchej potrzebuję więcej produktu i ciężej się on rozprowadza) nakładam olejek i masuję przez chwilę. Wszystko nim rozpuszczam, a następnie zmywam go żelem.
Rano używam tylko olejku i żelu.


Ten krok jest bardzo ważny i nie należy go nigdy pomijać. Dzięki niemu usuwamy wszelkie zanieczyszczenia i warto pamiętać, że oprócz makijażu na skórze osiada się pył, bakterie z rąk czy poduszki i sebum. Buzię żelem myję od dawna, ale dopiero po takim porządnym oczyszczaniu widzę różnicę, bo wągry zredukowały mi się o mniej więcej połowę, są mniej widoczne i bardzo rzadko wyskakuje mi coś nowego.
(Tak naprawdę są to dwa kroki, ale samo mycie buzi jest dla mnie jednym krokiem :D)

3. Peeling



Peeling ma za zadanie głównie złuszczyć martwy naskórek. Warto ten krok robić regularnie, jednak dopasowując częstotliwość i rodzaj pod swój typ cery. Ja najbardziej lubię peelingi mechaniczne, z drobinkami, ale ostatnio testuję enzymatyczny z Tołpy - jest delikatniejszy i wykonuję go dwa razy, a nie raz, w tygodniu.

4. Tonik



Tonizowanie to chyba najczęściej pomijany krok, a jest niezwykle istotny w pielęgnacji. Tonik wyrównuje pH, odświeża i koi. Ja lubię w tym celu stosować hydrolaty - są naturalne, a najczęściej są w butelka z atomizerem, więc ten krok jest dodatkowo przyjemny. Jeśli jednak stosuję ''zwykły'' tonik to unikam alkoholu (oprócz tych nawilżających :)) w składzie i wylewam go na dłoń, a nie na wacik.
Twarz tonizuję rano i wieczorem. 

5. Esencja


Choć ich wybór stale się powiększa, na naszym rynku nie ma zbyt wiele esencji. Są to kosmetyki o skoncentrowanej formule, które zawierają aktywne czynniki. To taki dodatkowy kop dla skóry :) Ja nie mam doświadczenia z esencjami, ale ta od Miya świetnie mi się sprawdza i bardzo podoba mi się jej forma - atomizer to dla mnie zawsze plus :D
Esencji używam rano i wieczorem. 

6. Serum


Serum to kosmetyk, który ma wysokie stężenie składników aktywnych. Działa intensywnie, jest skoncentrowanie bardziej od kremu, ale ma lżejszą konsystencję. Dopasowuje się je pod konkretne problemy (wyrównanie kolorytu, nawilżenie..) i używa pod krem. To równie często pomijany krok, bo sera są stosunkowo drogie, ale warto pamiętać, że stosujemy je w niewielkiej ilości :)
Serum stosuję codziennie wieczorem, aktualnie w użyciu mam trzy różne.

7. Maseczka w płachcie


Wiele osób doceniło maseczki w płachcie, bo wystarczy je nałożyć i zdjąć po kilkunastu minutach - bez zmywania, brudzenia. :D Ja nie jestem ich fanką, bo wiele z masek które testowałam zostawiało moją skórę lepiącą. Wybór na rynku jest aktualnie ogromny, każdy znajdzie coś dla siebie. Ja po taką maseczkę sięgam z 2 razy w tygodniu, kierując się tym czego moja skóra w danym momencie potrzebuje.

8. Krem pod oczy


Akurat o kremie pod oczy od dawna nie mogę zapominać, bo mam tam cienką i szybko wysychającą skórę. Kremów używam dwa razy dziennie, rano lekkiego pod makijaż (właśnie tego z Orientany), a wieczorem z Make me bio, cięższego.

9. Nawilżanie 


Krem jest tak naprawdę domknięciem wszystkich etapów - zatrzymuje nawilżenie i tworzy ochronną warstwę. Warto wybrać nie tylko krem pod potrzeby naszej cery, ale również dopasować sobie konsystencje. Moja tłusta cera nie lubi się z mocno treściwymi konsystencjami i nawet po jednej nocy z takim kremem na buzi mam nowych przyjaciół :) Ostatnio pokochałam serie tumeric z Orientany, na noc używam wersji Rich, a na dzień hydrokuracji, która jest na bazie aloesu (ideał pod makijaż)
Zamiast kremu raz w tygodniu stosowałam maseczkę całonocną - najczęściej kokosową ze Skinfood lub koktajl nawilżający z Nacomi.

10. SPF

I tu.. nie mam nawet zdjęcia. Używam kremu z filtrem (aktualnie Iwostin purritin), ale nie na co dzień, a jedynie gdy wiem, że będę więcej przebywać na zewnątrz. Wiem jak ważna jest ochrona przed słońcem, a w książce jest to podkreślane co chwila! Może z czasem wyrobię sobie nawyk nakładania dodatkowo kremu codziennie ;)


Po tych trzech tygodniach skóra wygląda lepiej. Przede wszystkim ograniczyło się przetłuszczanie i ilość wągrów, nie powstają też niedoskonałości, a jeśli się pojawią - goją się dwa razy szybciej. Cera jest promienna, bardziej nawilżona, a koloryt się wyrównał (zapewne to sprawka serum :D) Mam też wrażenie, że skóra jest jędrniejsza i miękka w dotyku. Ostatnio chętniej też chodzę bez makijażu, bo mimo że nie mam idealnej cery - wygląda ona naprawdę dobrze na co dzień.

Nie zamierzam skończyć mojej przygody z dziesięcioma krokami po tych trzech tygodniach. Tak naprawdę aktualnie pielęgnacja sprawia mi niesamowitą przyjemność i jest moją poranną i wieczorną chwilą relaksu, gdy myślę tylko o tym co nałożyć jako następne. Tak naprawdę nie trzeba się trzymać tych kroków, aż tak, bo jeśli macie ochotę na maskę 4 razy w tygodniu, a wasza skóra tego potrzebuje to.. czemu nie? :) 

Jestem ciekawa co wy sądzicie o tych dziesięciu krokach. Próbowałyście? Jak wam się sprawdza tak rozbudowana pielęgnacja?

Buziaki
Oktawia


Pod lupą : Selfie project

Pod lupą : Selfie project

Hej!

Na markę Selfie project zwróciłam uwagę w Rossmannie, ale jakoś nie przypatrywałam jej się. Co prawda pooglądałam kilka ich kosmetyków, jednak ostatecznie odkładałam je na półkę. Głównie dlatego, że to marka która skupia się na nastolatkach i nie sądziłam, że tego typu kosmetyki sprawdzą się przy mojej dość problematycznej cerze.

Przygotowałam dla was recenzję czterech kosmetyków, z dwóch zupełnie innych perspektyw oraz cer. To debiut mojej siostry na moim blogu, ale mam nadzieję, że ta forma przypadnie wam do gustu!

 

 


Może najpierw coś o nas:
Ja, Oktawia, lat 22. Mam problemy z cerą już od podstawówki, nasiliły się one w gimnazjum. Zaczęłam wtedy chodzić do kosmetyczki na różne zabiegi, ale działało to na chwilę. Udało mi się opanować sytuację dopiero hormonami, ale musiałam je odstawić po jakimś czasie. Aktualnie moja cera jest mieszana w kierunku tłustej. Mam trochę rozszerzonych porów na czole, ale moim głównym problemem są zaskórniki oraz pojedyncze wypryski. Niestety mam dość mocny problem z przetłuszczaniem na czole oraz na nosie.
Moja siostra, Julia, lat 13. Jej cerę określiłabym jako normalną w kierunku mieszanej. Pojawiają się u niej pojedyncze, większe wypryski, ale raczej zdarza się to rzadko. Ma za to sporo zaskórników na nosie, niewiele za to na czole i brodzie. Nie ma za specjalnych problemów z przetłuszczaniem, raczej jej policzki potrafią się przesuszyć, jeśli się nie kremuje.

Jak widzie - zupełnie dwie różne cery. Ale! Obie mamy problem z zapychaniem po niektórych kosmetykach (choć ja zdecydowanie częściej tak reaguję) i z podrażnieniami, jeśli jakiś produkt jest naprawdę..mocny ;)

 Aktywny peeling myjący


Moja opinia

Zacznę może od opakowania, które naprawdę mi się podoba i gdyby takie kosmetyki były w Rossmannie, gdy ja byłam nastolatką, na pewno bym się skusiła. Kosmetyk zamknięty jest w miękkiej tubce, także spokojnie będzie można go zużyć w 100%, a zamknięcie jest na klik. Peeling jest dość rzadki, może nawet lekko spływać z dłoni, ale mi to jakoś szczególnie nie przeszkadza. Pachnie bosko - zapewne przez dodatek kaktusa. Zapach nie jest jakoś szczególnie intensywny, ale czuć go podczas całego masażu twarzy.
Drobinki peelingujące są niewielkie i tak naprawdę jest ich niewiele. Jednak bez problemu można znaleźć te kuleczki węglowe, o których wspomina producent, a one pękają pod pływem lekkiego nacisku! Mogłoby się więc wydawać, że jest to słaby zdzierak i.. moim zdaniem jest akurat. Martwy naskórek jest złuszczony, ale nie ma przesadnego tarcia i uczucia zdzierania połowy twarzy :D
Skóra po tym peelingu jest gładka, promienna i odświeżona. Pory są zdecydowanie mniej widoczne, a niedoskonałości nie roznoszą się. Na drugi dzień (jeśli używam tego peelingu wieczorem) czoło wyraźnie mniej się przetłuszcza! Myślę, że warto też wspomnieć o tym, że nawet już po wytarciu skóra nie jest ściągnięta, ani nie przesusza się, więc nie muszę się spieszyć z użyciem toniku czy kremu.
To łagodny produkt, który poleciłabym niezależnie od wieku. Możliwe, że sprawdzi się również przy cerach, które mają problem z przesuszeniem.



Opinia Julii

Wydobycie peelingu jest bezproblemowe i moim zdaniem ma najlepsza dla tego typu produktu konsystencje - jest dość wodnisty, z niewielką ilościa drobinek. Dzięki temu nie jest tak szorstki. :) Wszystko łatwo i przyjemnie się zmywa, a skóra po jego użyciu jest wygładzona - pod ręką nie czuć żadnych zaskórnikow. Nie pojawiło się nawet minimalne uczucie dyskomfortu, a efekt był natychmiastowy. Nie zauważyłam też nowych niedoskonałości, a te które już były stały się mniej widoczne. Bardzo ładnie, delikatnie pachnie.

Skład :  Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Hydrated Silica, Cereus Grandiflorus (Cactus) Flower Extract, Carbon Black, Lactose, Microcrystalline Cellulose, Carbomer, Xanthan Gum, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Coceth-7, PPG-1-PEG-9 Lauryl Glycol Ether, Triethanolamine, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Sorbic Acid, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Parfum, Linalool, Limonene.

Czarna maska peel-off


Moja opinia

 Fajna, poręczna tubka i zamknięcie na klik - czyli tak jak lubię! W środku znajduje się czarna maseczka, która po zastygnięciu ma nam dosłownie powyrywać wągry. Jest ona bardzo gęsta, jak smoła, ale wyciśnięcie jej nie jest żadnym problemem. Łatwo przykleja się do skóry, więc aplikacja trwa chwilę - ja używam tej maski tylko na nos, czoło i brodę. Zastyga w miarę szybko, ale niestety nie ściąga się jej w całości. Muszę domywać resztki, co już nie jest tak przyjemne.
Faktycznie na masce widać wyrwane zaskórniki, ale nie jest ich wiele. Raczej widać mini-włoski, które się wyrwały podczas ściągania, choć nie jest ono bolesne. Efekt nie jest wow, choć skóra po jest mega gładka!


Opinia Julii

Samo wydobycie maski jest bezproblemowe, nakłada się w porządku mimo ze jest ona gęsta. Zrywa się ona bezboleśnie, ale nie schodzi cała (duży płat, ale są pozostałości ktore trzeba zmyc woda).
Maska wyrwała niewiele zaskórników,  ale wydawaly sie one mniejsze. Skóra byla podrazniona przez okolo 10-15 minut. Podoba mi się zapach maski.

Skład : Aqua, Polyvinyl Alcohol, Alcohol, Propylene Glycol, VA/Crotonates Copolymer, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Charcoal Powder, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Leaf Water, Citrus Paradisi Fruit Extract, Glycerin, Xanthan Gum, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Parfum, Citric Acid, Sodium Benzoate, Sorbic Acid, Potassium Sorbate, Sodium Dehydroacetate, Polyglyceryl-10 Stearate, Polyglycerin-10, Polyglyceryl-10 Myristate.

Łagodny tonik oczyszczający


Moja opinia:

Już jakiś czas temu ukochałam sobie toniki, które zamknięte są w opakowaniach z atomizerem. Rozpyla on naprawdę przyjemną mgiełkę. Podczas psikania czuć piękny, jakby lekko cytrusowy zapach. Skóra po użyciu toniku jest ukojona, uczucie ściągnięcia od razu znika, a pojawia się odświeżenie. Zapobiega też powstaniu niedoskonałości, a jak już coś mi wyskoczy to szybciej znika. Ważne dla mnie jest to, że nie ma alkoholu i dzięki temu działa antybakteryjnie, ale nie wysusza.
To mój ulubieniec spośród tych czterech produktów!





Opinia Julii 

Tonik zamknięty w butelce z atomizerem, który rozpyla fajna mgiełkę, to najwygodniejsza opcja, bo nie trzeba dodatkowo używać wacików. Potrzebuje tylko dwa psiknięcia żeby cala buzia była stonizowana. Użytkowanie jest przyjemne, tym bardziej ze tonik ma fajny zapach. Odświeża, odpręża, zapobiega powstawaniu niedoskonałości, a przy tym nie wysusza. Twarz jest jakby rozświetlona,a niedoskonałości staja się mniej widoczne.

Skład : Aqua, Glycerin, Prunus Serrulata Flower Extract, Zinc PCA, Mandelic Acid, Panthenol, Allantoin, Maltooligosyl Glucoside, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Glycereth-18, Glycereth-18 Ethyhexanoate, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Tetrasodium EDTA, Triethanolamine, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Parfum, Linalool, Limonene.

Lekki krem matująco nawilżający


Moja opinia :

Tutaj znowu klasyczna tubka z zamknięciem na klik i, jeśli jesteście ze mną dłużej, to pewnie wiecie, że nie znoszę grzebania palcami w kosmetykach, więc dla mnie to najlepsze rozwiązanie! Kolor kremu jest zaskakujący, bo.. niebieski, a zapach jest równie ładny co w pozostałych kosmetykach. Konsystencja jest lekka i nietłusta, a krem wchłania się praktycznie od razu. Dzięki temu można go używać pod makijaż bez czekania, bo nie zostawia żadnej warstwy i twarz się po nim nie klei.
Krem lekko nawilża i daje takie satynowy, bardzo naturalny efekt. Na pewno nie jest to typowy, mocno matujący krem. Na mojej tłustej cerze widać było jednak różnice i wyświecałam się po nim później niż zazwyczaj. Na szczęście mnie nie zapchał, nie wystąpiło też żadne podrażnienie. Według mnie to fajny krem, ale raczej do cery, która nie ma przesadnych problemów (z przetłuszczaniem czy trądzikiem)



Opinia Julii : 

Podoba mi się to, że zamknięty jest w tubce. Ma lekko wodnista konsystencje, dzięki temu jest lekki, nieodczuwalny na buzi. Bardzo szybko sie wchłania, ale zostawia delikatną warstwę. Skóra jest rozświetlona i nawilżona, ale zupełnie nie tłusta. Zapobiega pojawianiu się nowych niedoskonałości i nie zapycha, nie podrażnia. Ładnie pachnie, najładniej ze wszystkich czterech produktów. Skóra po nim wygląda naturalnie.

Skład :  Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Isododecane, Glyceryl Stearate Citrate,
Hydrogenated Didecene, C.I. 77891, Glyceryl Stearate, Butyrospermum Parkii Butter, Isostearyl
Isostearate, Hydrogenated Tetradecenyl / Methylpentadecene, Dimethicone, Pentaerythrityl
Tetraisostearate, Charcoal Powder, Globularia Alypum Extract, Capryloyl Glycine, Allantoin,
Tocopheryl Acetate, Xylitylyglucoside, Hexylene Glycol, Dimethicone Crosspolymer, Sodium
Potassium Aluminum Silicate, Silica, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Ammonium
Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Mica, Tin Oxide, Tetrasodium EDTA, Phenoxyethanol,
Ethylhexylglycerin, Parfum, Buthylphenyl Methylpropional, Citronellol, Limonene, Linalool.




Ja:
Te kosmetyki głównie poleciłabym młodym osobom, ale ja również jestem z nich zadowolona! Szczególnie zadowolona jestem z toniku, ale równie przyjemnie używa mi się peelingu i kremu. Nie do końca sprawdziła się u mnie tylko ta maska. 

Julia:
Najbardziej do gustu przypadł mi tonik i krem, ale peeling również bardzo polubiłam. Wszystkie trzy produkty poleciłabym koleżankom, niestety maska się u mnie nie sprawdziła.


Jestem ciekawa czy wy miałyście styczność z tymi kosmetykami! Ja się miło zaskoczyłam i chętnie przetestuję jeszcze inne produkty tej marki - może maseczki? 

Buziaki
Oktawia
Linovit A+E dermatologiczny żel do mycia z witaminami A i E

Linovit A+E dermatologiczny żel do mycia z witaminami A i E

Hej!

Ilekroć pokazywałam ten produkt w social mediach zasypywałyście mnie pytaniami lub screenowałyście. Co nieco już o nim opowiedziałam na snapchacie (kto nie śledzi, zapraszam! ''kosmetykowyzg''), ale przyszedł czas na moją pełną recenzję.


Linovit A+E dermatologiczny żel do mycia to nowość, która jest uzupełnieniem serii kremów recepturowych ''Dermo recipe'', w jej skład wchodzą:
  • Linovit A+E krem ochronny z witaminą A i E
  • Linocholesterol A+E krem cholesterolowy z witaminami A i E
  • Linourea A+E krem mocznikowy z witaminami A i E
  • Linourea 15% krem mocznikowy z witaminami A i E
  • Linourea 30% krem mocznikowy  z witaminami A i E 
  • Linotormentiallae A+E krem tormentiolowy z witaminami A i E
  • Linoichtiol A+E krem ichtiolowy z Witaminami A i E
  • Linoborici A+E krem borny z witaminami A i E
Każdy z produktów przeznaczony jest do różnych problemów skórnych, więc jeśli chcesz dowiedzieć się który będzie najlepszy dla Ciebie - odsyłam do strony producenta (klik)



 Żel do mycia dedykowany jest skórze wrażliwej, skłonnej do podrażnień i alergii, oraz z problemami dermatologicznymi (trądzik, AZS, suchość). Można go również używać przed i po zabiegach dermatologicznych oraz medycyny estetycznej. Dzięki temu korzystać z niego może cała rodzina myjąc się od stóp do głów! :)

Skład : Aqua, Sodium Cocomphoacetate, Cocoamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoiside, Glycerin, Coco-Glucoside and Glyceryl Oleate, Polysorbate 20, Panthenol, Lactic Acid, Glyceryl Caprylaate, Tocopheryl Acatate, Allantoin, Retinyl Pamitate, Parfum 

 
 Żel stoi u mnie przy umywalce, bo głównie myję nim buzię. Zajmuje niewiele miejsca, butelka mimo iż ma sporą pojemność(250ml), jest smukła. Pompka jest tutaj strzałem w 10, bo ani nie zachlapuję łazienki, ani nie muszę brudzić wszystkiego wokół żelem - to chyba najlepsze opakowanie tego typu produktu i nie sądziłam, że aż tak ułatwi aplikację. Myślę też, że dodatkowo to naciśnięcie pompki może być frajdą dla dzieci i przekonaniem ich do umycia buźki. :)



 Konsystencja jest dość lejąca, trochę przypomina mi olejek. Żel nie ma koloru(nie zawiera barwników)  i pachnie bardzo delikatnie,a pieni się wystarczająco - pół pompki wystarcza mi spokojnie na umycie twarzy, a do ciała używam maksymalnie dwóch, także wydajność na plus!


A jak spisuje się na twarzy? Naprawdę świetnie i moim zdaniem to dużo tańszy odpowiednik żelu z Artemis o którym pisałam tutaj (klik). Przede wszystkim skóra po umyciu jest oczyszczona, świeża i ukojona. Jakiś czas temu uczulił mnie nowy peeling i miałam pełno małych krosteczek, cała buzia mnie swędziała.. Z pomocą przyszedł mi właśnie ten żel, bo z każdym umyciem czułam, że podrażnienie się zmniejsza i już aż tak nie swędzi. :)
Oprócz tego wielokrotnie wspominałam, że mam problemy z cerą, które uspokoiły kwasy, ale wypryski pojawiają się mimo świadomej i dobrze dobranej pielęgnacji. Jednak odkąd myję twarz Linovitem widzę znaczną poprawę. Nie zapobiega on powstawaniu niedoskonałości, ale łagodzi je i koi. Dzięki działaniu przeciwzapalnemu nie rozwijaj się one aż tak, znikają szybciej, nie babrzą się i nie roznoszą. Jestem tym naprawdę pozytywnie zaskoczona, bo nawet przy wahaniach hormonalych jest o wiele lepiej i wszystko ładnie sie goi :) skóra jest też dobrze przygotowana na dalsza pielęgnację.
Trzeba jednak pamiętać o jednym - zmyć żel dużą ilością wody! Inaczej skóra się lekko klei i czuć ściągnięcie.


Na reszcie ciała spisuje się równie fajnie. Po umyciu Linovit A+E czuję się odświeżona i czysta, bez uczucia suchości. Zaczęłam tego żelu używać również do mycia dekoltu, gdzie zdarzają mi się niedoskonałości i zauważyłam, że wszystko szybko się goi i nie roznosi przy regularnym stosowaniu, tak jak na buzi :)


 Podoba mi się, że jest to kosmetyk rodzinny i tak naprawdę każdy jej członek może korzystać z tego żelu. Doceniam również produkty uniwersalne i coraz częściej właśnie takich szukam. Dlaczego? Bo sprawdzają się świetnie w podróży i oszczędzam dzięki temu miejsce w łazience!
Tak naprawdę nie sądziłam, że aż tak polubię się z tym żelem, ale to było to, czego moja skóra potrzebowała! :)

Linovit A+E dermatologiczny żel do mycia z witaminami A i E kosztuje 19zł/250ml. Dostaniecie go tutaj (klik), a po wpisaniu kodu ''kosmetykowyzg'' macie dodatkowo rabat -10% na wszystko (łącznie z produktami objętymi promocją) do końca wrzesnia. 


Znacie ten produkt? 

Buziaki
Oktawia
Copyright © 2016 Kosmetykowy Zawrot Glowy , Blogger