Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling. Pokaż wszystkie posty
Moje ulubione trzy triki na tanią pielęgnację w domu!

Moje ulubione trzy triki na tanią pielęgnację w domu!

 Hej!

Dziś moje trzy przepisy na domowe kosmetyki, które u mnie sprawdzają się znacznie lepiej niż kupione odpowiedniki. Plusem na pewno jest to, że nie musicie przy tych produktach siedzieć, żeby je zrobić - one dosłownie robią się same, wystarczy powrzucać kilka rzeczy. Oprócz tego zużywasz je od razu, nie musisz martwić się, że coś się zepsuje i.. nie produkujesz śmieci! 




Peeling skóry głowy
 Przetestowałam ich kilka i wciąż uważam, że to domowy jest najlepszy! Oprócz tego jego przygotowanie dosłownie nic Cię nie kosztuje, przygotowujesz jedną porcję i nie musisz się obawiać, że się przeterminuje, a Ty nie zdążyłaś go zużyć. Taki peeling skóry głowy wykonuję dość rzadko, bo raz na dwa tygodnie, czasami trzy i naprawdę nie ma co przesadzać - w końcu jest to porządne oczyszczenie skalpu. Dodatkowo poprawia się krążenie, czasami okazuje się że włosy zaczynają szybciej rosnąć i mniej wypadają, bo dzięki oczyszczeniu cebulek w końcu są odblokowane. Często po takim peelingu ustępuje świąd i suche skórki, które wyglądają jak łupież. Ja wykonuję ten zabieg po umyciu włosów, bo łatwiej mi się peeling po prostu rozprowadza.

Moje dwie ulubione wersje domowego peelingu skóry głowy: 
Peeling z cukru i szamponu, najlepiej delikatnego lub odżywki bez silikonów (np Kallos Color) To super proste, bo wystarczy wsypać do miski z 2-3 łyżki zwykłego cukru (najlepiej aby ziarenka były większe) i dodaję szamponu tak, aby było to dość gęste, ale bez problemu przelewało się przez palce. Taką mieszankę robimy bezpośrednio przed umyciem włosów, bo jeśli przygotujemy ją sobie wcześniej cukier się po prostu rozpuści. I to jest też zaleta tego peelingu - nie będzie problemu z wypłukiwaniem! Szczególnie przy włosach gęstych i długi wypłukiwanie pestek jest naprawdę problematyczne.. Oprócz tego, że cukrem złuszczymy to co na skalpie się osadziło (brud, nadbudowane silikony, ale także np lakier do włosów) to włosy będą bardziej odbite od nasady i lekko usztywnione. Po takim peelingu mam też zawsze jeden dzień świeższe włosy.

Druga wersja to dodanie do tej mikstury łyżki glinki, ja używam zielonej lub białej, i to polecam szczególnie przy przetłuszczającej się skórze głowy. Peeling zadziała jak ten wyżej, ale dodatkowo też pochłonie nadmiar sebum i sprawi, że skóra powinna mniej się przetłuszczać.
Jeśli nie wykonujecie peelingu skóry głowy to naprawdę może być przełomowy moment w waszej pielęgnacji skóry głowy. Sama używałam kilku gotowych wersji ( z Natura Siberica czy Biowax), ale jest to droga sprawa, denerwuje się też zawsze, że nie mogę wszystkiego wypłukać i zawsze później znajduje te ziarenka we włosach.. Nie polecam też domowego peelingu z kawy, bo oprócz tego, że dla mnie dosłownie niemożliwe jest wypłukanie wszystkiego to jeszcze może lekko przyciemniać włosy, ale..

bardzo polecam taki peeling do ciała!



Kawowy peeling do ciała: 
 Mam ekspres, więc te fusy z kawy i tak bym wyrzucała. Więc wkładam je sobie do miseczki, dolewam oleju i gotowe - mam tani, zero waste i świetny peeling. Można używać oleju jaki ma się w domu, ja np lubię oliwę albo olej ze słodkich migdałów. Czasami dodaję glinkę czy cukier lub miód (dodatkowe nawilżenie), ale taki podstawowa wersja też jest super! Jeśli chce wam się kombinować to oczywiście można dodać olejki eteryczne, choć jest też pachnąca wersja dla leniwych i nielubiących tłustych peelingów. Po prostu do kawy dodaję trochę żelu pod prysznic, którego aktualnie używam i mam peeling. Konsystencje dopasowujecie pod siebie, tak jak wy lubicie - ja np wolę lekko suche peelingi kawowe. :)


Taki domowy zabieg oprócz tego, że złuszcza martwy naskórek świetnie radzi sobie z cellulitem i poprawia krążenie.  Wiem, że do tej magicznej antycellulitowej mieszanki wiele osób poleca dodać cynamon dla zwiększenia efektów, ale.. to ryzykowne! Cynamon może silnie podrażnić skórę. Niewskazane jest też peelingowanie się kawą w ciąży, gdyż kofeina przedostaję się podczas zabiegu do krwioobiegu.


Maseczka na buzie z glinką: 


Maski z wykorzystaniem glinek są chyba już wszystkim znane! Ja mam w domu dwie glinki : zieloną i białą, używam ich zależnie od potrzeb, a często też mieszam je. Zielona jest tą mocniejszą, sprawdza się w przypadku skór tłustych czy trądzikowych bo absorbuje zanieczyszczenia, łagodzi stany zapalne dzięki swoim właściwościom antybakteryjnym i reguluje pracę gruczołów zostawiając skórę matową. Biała za to jest zdecydowanie delikatniejsza, więc nada się dla skór wrażliwych - oczyszcza, rozjaśnia i wygładza.


 Najczęściej dodaję po prostu wody przefiltrowanej lub przygotowanej i mieszam do uzyskania pożądanej konsystencji. Często dodaję jogurt/ śmietanę jeśli zostanie mi akurat trochę w lodówce, to kolejny z patentów na less waste :D, taka mieszanka dodatkowo łagodzi i nie wyschnie tak szybko. Jeśli chcę dodatkowo odżywić skórę lub nawilżyć dodaję kilka kropli oleju, czasami łyżkę żelu aloesowego czy hialuronowego, zdarza mi się dolać toniku czy hydrolatu. I właśnie dlatego lubię maski z glinki - bo tak naprawdę można nimi oczyszczać buzię i przy okazji działać tak, jak skóra tego potrzebuje i to mając dosłownie jeden proszek w łazience - w dodatku opakowanie glinki jest naprawdę tanie i zależenie od pojemności wystarczy na zazwyczaj kilkanaście użyć! Ja zazwyczaj kupuję je w sklepie ekologicznym, ale aktualnie są dostępne praktycznie w każdej drogerii. Ważne tylko, aby skład to była 100% glinka i jej kolor odpowiadał nazwie (zielona ma być zielona, a biała powinna być biała - nie jakieś brązowawe, wtedy są zazwyczaj słabej jakości). Należy też pamiętać, że glinka na buzi nie może zaschnąć, najlepiej się spsikiwać czymś (nawet wodą) i nie wolno ich rozrabiać w metalowych miskach ani metalowymi sztućcami!

Jestem ciekawa czy też czasami przygotowujecie swoje produkty! Też stawiacie na prostotę czy kombinujecie? 

Buziaki
Oktawia

Pod lupą : produkty do pielęgnacji twarzy Tołpa; żel micelarny, peeling 3 enzymy i maska czarny detox

Pod lupą : produkty do pielęgnacji twarzy Tołpa; żel micelarny, peeling 3 enzymy i maska czarny detox

Hej!

Markę Tołpa odkrywam od jakiegoś czasu - jest łatwo dostępna, przystępna cenowo i u mnie większość ich produktów się sprawdza. Nie mają składów idealnych, nie są to kosmetyki naturalne, ale dla mnie jest ok ;) Dziś przedstawię trzy produkty, których używam od dobrych kilku miesięcy i które narobiły trochę szumu w internecie. Przywiozłam je ze sobą z Warszawy, z konferencji Meet Beauty!

 


Żel micelarny do mycia twarzy i oczu z serii green oils z olejem z lnu


Ja naprawdę lubię ich żele do twarzy i to mój drugi micelarny od nich. Jednak pierwsza myśl dotyczyła tego oleju lnianego - czy żel przez to nie będzie zostawiał powłoki? tym bardziej, że jest on dedykowany raczej skórze suchej i normalnej. Na szczęście żel okazał się być naprawdę delikatny i domywa się go bez żadnych problemów.
Opakowanie to taki standard, tubka z zamknięciem na klik. Ogółem zazwyczaj na nie nie narzekam, ale tutaj się ono totalnie nie sprawdziło.. Żel jest niesamowicie rzadki i po prostu wylewa się przez dziurkę w nadmiarze. Zdarzało się, że wyleciało mi z pięć razy tyle produktu, ile normalnie bym użyła do umycia twarzy, ale.. co miałam z tym zrobić? Przecież nie włożę tego do środka. Znacznie lepszą opcją byłaby tu pompka - produkt nie wydostawałby się w nadmiarze i dłużej mogłabym się z niego cieszyć.
Wracając jednak do samego żelu - jest on naprawdę delikatny! Spokojnie mogę nim myć nawet oczy, nigdy nie pojawiło się żadne podrażnienie, pieczenie.. ale ma to też swoje minusy. Zdarzało się, że produkt oczyszczał wręcz zbyt delikatnie i czegoś nie domył. Dlatego według mnie to kosmetyk raczej faktycznie do cery wrażliwej/suchej lub do porannej pielęgnacji.
Mimo wszystko naprawdę się lubimy. Nie używam tego żelu po noszeniu mocnego makijażu, ale rano naprawdę super odświeża bez ściągnięcia, a skóra nie wyświeca mi się zbyt mocno w ciągu dnia. To na pewno świetna opcja dla osób, które czują ściągnięcie czy przesuszenie po każdym produkcie myjącym. :)

Peeling trzy enzymy


Mam wrażenie, że już wszyscy go używali i jestem ostatnią osobą, która o nim pisze. Zużyłam tę tubkę praktycznie do końca (zostało mi może na 3 aplikacje) i dopiero teraz czuję, że dobrze wiem co o peelingu sądzę.
Opakowanie, nie będę się oszukiwać, jest piękne i praktyczne! Najpierw kartonik, który chroni aluminiową tubkę przed gnieceniem czy otwieraniem jej w drogerii. Są na nim hasła, zalecenia, skład.. a wszystko utrzymane w spójnej koncepcji owocowej :D Tubka jest naprawdę super i tak jak myślałam, bardzo mi się spodobała ta forma opakowania. Jeśli dobrze produkt wyciskamy (czyli od góry) jesteśmy w stanie zużyć naprawdę cały. Do tego ja wyciskam po trochę, nakładam i gdzie brakuje aplikuję ponownie - dzięki temu używam dokładnie tyle, ile potrzebuję.
Nakładam grubszą warstwę, tak jak zaleca producent i trzymam 10 minut. Gdy nałożę peeling jak krem mam wrażenie, że nic nie robi. Ważnym krokiem jest też po tych 10 minutach (nie warto skracać tego czasu, ani zbytnio przedłużać - za krótko nie działa, a za długo może podrażniać) masaż, a nie bezmyślne zmycie. To naprawdę robi różnicę i dopiero po zastosowaniu tych trzech kroków czuję, że potencjał peelingu jest wykorzystany.
Peeling przypomina mi konsystencją maść, nie ma jednak żadnego problemu z jego aplikacją. Pachnie tropikalnymi owocami, co zdecydowanie umila te 10 minut. Nie jest to jednak intensywny zapach i myślę, że nawet wrażliwe nosy nie mają się czego bać.

u góry peeling, na dole maska
Na początku byłam średnio zadowolona z tego produktu.. Niby widziałam efekt, ale nie zadowalał mnie. Odkąd jednak stosuję się do zaleceń producenta stwierdziłam, że naprawdę widzę różnice! Niedoskonałości, które są lub się budują, na drugi dzień znikają lub stają się znacznie mniej widoczne. Pory są zwężone, a wydzielanie sebum się ogranicza jednak bez przesuszenia. Skóra ogółem wygląda na gładszą, jest miękka i promienna! Przy regularnym stosowaniu zauważyłam (dwa razy w tygodniu), że mam znacznie mniej zaskórników. Czy to jednak oznacza, że jest to peeling idealny? Dla mnie nie do końca.. Pomimo tej gładkiej i pięknej cery zdarzają się skórki z którymi produkt nie daje sobie u mnie rady. Skóra jest więc oczyszczona, ale poziom speelingowania nie do końca mnie satysfakcjonuje. Do tego nie zawsze, ale z czasem co raz częściej, przy stosowaniu peelingu szczypie mnie skóra - czasami jest to lekkie, normalne dla enzymów pieczenie, ale czasami muszę go szybciej zmywać.. Nie wiem od czego to zależy.
Peeling oparty jest na enzymach, o oznacza że nie ma żadnych drobinek. W składzie nie znajdziemy też kwasów. Producent dedykuje ten produkt skórze wrażliwej, mieszanej, tłustej i trądzikowej i .. moim zdaniem każda cera może być z niego zadowolona. Mimo, że u mnie pojawia się pieczenie może się okazać, że nawet przy bardzo wrażliwej cerze nic się nie zadzieje - to kwestia bardzo indywidualna, choć lekkie pieczenie jest tutaj normalne - tak działają enzymy :)
Tubka ma 40ml i kosztuje ponad 30zł. Uważam, że to kosmetyk wydajny i wart przetestowania szczególnie, jeśli nie służą wam peelingi z drobinkami.

Maska czarny detox 


Maski oczyszczające to zdecydowanie moje ulubione, to je najczęściej kupuje i najczęściej po nie sięgam. Przerobiłam ich naprawdę sporo i wiem, czego w nich szukam dla swojej skóry. Najbardziej lubię maseczki oparte na glinkach, choć po samą czystą glinkę sięgam raczej rzadko - nie chce mi sie jej nigdy rozrabiać.. :D w masce czarny detox jest glinka biała, która jest łagodniejsza niż np bardzo popularna zielona. Oprócz tego jest borowina, bardzo modny węgiel i cynk.
Aluminiowa tubka nie jest tu już tak świetnym rozwiązaniem jak w przypadku peelingu. Maska jest jednak gęstsza, potrzebuję jej więcej i naprawdę muszę jej wycisnąć sporo, a przez ten dziubek wychodzi wąska strużka. Niemniej jednak tubka spisze się w podróży, bo zmieści się do każdej kosmetyczki. Bardzo podoba mi się design opakowania, proste z fajnym, roślinnym akcentem.
Maska zdecydowanie nie jest czarna, ma raczej stalowy kolor (jest na zdjeciu pokazana z peelingiem) i to był dla mnie szok przy pierwszej aplikacji :D Zapach ma obłędny, jakby kwiatowy, roślinny.. jest on dość intensywny, więc wrażliwsi mogą narzekać. :)


Konsystencja maski jest super, bo mimo iż jest dość gęsta rozprowadza się bez większego problemu. Zostawiam ją zazwyczaj na te 10 minut według zaleceń producenta, ona podsycha i mimo to wciąż nie ma problemów ze zmywaniem - nie rozmazuje się po całej twarzy tylko ładnie schodzi :)
Maska faktycznie oczyszcza, pory są ściągnięte, niedoskonałości szybciej się goją i buzia ogółem wygląda lepiej. Cera jest promienna, nieściągnięta i matowa. Jednak to oczyszczenie jest dla mnie za słabe.. Niby widzę różnicę, jest lepiej, ale bez jakiegoś wow. Używam więc jej doraźnie, a gdy widzę, że skóra potrzebuje porządnego oczyszczenia sięgam po inne produkty. Myślę jednak, że będzie to świetny produkt dla nastolatek, które zaczynają dopiero z oczyszczaniem i nie mają takich problemów ze skórą. Również cery mocno wrażliwe powinny być zadowolone, bo maska jest faktycznie łagodna, szczególnie jak na produkt oczyszczający.
Nie jest to kosmetyk szalenie wydajny, a przy tym cena jest wysoka - ponad 30zł. Ja raczej do tej maski nie wrócę, bo znam inne, lepsze i wolę mocniejsze oczyszczanie.

Każdy z tych kosmetyków ma wady. Nie są one do końca ''dla mnie'', szczególnie jeśli chodzi o peeling i maskę, bo po prostu ja szukam czegoś innego. Zdaję sobie jednak sprawę, że te produkty naprawdę na wielu skórach się sprawdzają! Jestem ciekawa czy ty je znasz. A może na coś się skusisz? :)

Buziaki
Oktawia
Koreańska pielęgnacja w dziesięciu krokach po mojemu

Koreańska pielęgnacja w dziesięciu krokach po mojemu

Hej!

Gdy pojawiła się książka ,,Sekrety urody Koreanek. Elementarz pielęgnacji.'' Charlotte Cho blogosfera oszalała! Wszędzie czytałam o dziesięciu krokach, słuchałam o dokładnym demakijażu, a na instagramie oglądałam zdjęcia książki. Wszystko to mnie ciekawiło i wiedziałam, że w końcu i ja przetestuję jak moja skóra zareaguje na tak rozbudowaną pielęgnacje.


Za sprawą książki wcale nie oszalałam na punkcie koreańskich kosmetyków, ba! Przy dziesięciu krokach korzystałam z tego co mam. Chciałam przetestować głównie samą pielęgnację, a nie konkretne produkty. Nie chciałam też eksperymentować aż nadto, bo moja cera łatwo się zapycha i przy zmianie wszystkich kosmetyków ciężko byłoby mi zweryfikować który konkretnie zawinił.
Aktualnie minęły trzy tygodnie z dziesięcioma krokami i widzę różnicę.Ważna jest tutaj systematyczność i kolejność!

rysunek z książki Charlotte Cho
1 i 2 Demakijaż i olejek myjący + kosmetyk na bazie wody


Przyznaje, że tego kroku obawiałam się najbardziej. W moim przypadku oczyszczanie buzi dwa razy dziennie powodowało jeszcze większe przetłuszczanie się strefy T.. Teraz nic takiego się nie dzieje, a nawet wydzielanie sebum się ograniczyło.
Robiąc demakijaż wieczorem zazwyczaj najpierw przemywam twarz płynem micelarnym, tak aby wszystko wstępnie zmyć. Następnie na wilgotną buzię(na suchej potrzebuję więcej produktu i ciężej się on rozprowadza) nakładam olejek i masuję przez chwilę. Wszystko nim rozpuszczam, a następnie zmywam go żelem.
Rano używam tylko olejku i żelu.


Ten krok jest bardzo ważny i nie należy go nigdy pomijać. Dzięki niemu usuwamy wszelkie zanieczyszczenia i warto pamiętać, że oprócz makijażu na skórze osiada się pył, bakterie z rąk czy poduszki i sebum. Buzię żelem myję od dawna, ale dopiero po takim porządnym oczyszczaniu widzę różnicę, bo wągry zredukowały mi się o mniej więcej połowę, są mniej widoczne i bardzo rzadko wyskakuje mi coś nowego.
(Tak naprawdę są to dwa kroki, ale samo mycie buzi jest dla mnie jednym krokiem :D)

3. Peeling



Peeling ma za zadanie głównie złuszczyć martwy naskórek. Warto ten krok robić regularnie, jednak dopasowując częstotliwość i rodzaj pod swój typ cery. Ja najbardziej lubię peelingi mechaniczne, z drobinkami, ale ostatnio testuję enzymatyczny z Tołpy - jest delikatniejszy i wykonuję go dwa razy, a nie raz, w tygodniu.

4. Tonik



Tonizowanie to chyba najczęściej pomijany krok, a jest niezwykle istotny w pielęgnacji. Tonik wyrównuje pH, odświeża i koi. Ja lubię w tym celu stosować hydrolaty - są naturalne, a najczęściej są w butelka z atomizerem, więc ten krok jest dodatkowo przyjemny. Jeśli jednak stosuję ''zwykły'' tonik to unikam alkoholu (oprócz tych nawilżających :)) w składzie i wylewam go na dłoń, a nie na wacik.
Twarz tonizuję rano i wieczorem. 

5. Esencja


Choć ich wybór stale się powiększa, na naszym rynku nie ma zbyt wiele esencji. Są to kosmetyki o skoncentrowanej formule, które zawierają aktywne czynniki. To taki dodatkowy kop dla skóry :) Ja nie mam doświadczenia z esencjami, ale ta od Miya świetnie mi się sprawdza i bardzo podoba mi się jej forma - atomizer to dla mnie zawsze plus :D
Esencji używam rano i wieczorem. 

6. Serum


Serum to kosmetyk, który ma wysokie stężenie składników aktywnych. Działa intensywnie, jest skoncentrowanie bardziej od kremu, ale ma lżejszą konsystencję. Dopasowuje się je pod konkretne problemy (wyrównanie kolorytu, nawilżenie..) i używa pod krem. To równie często pomijany krok, bo sera są stosunkowo drogie, ale warto pamiętać, że stosujemy je w niewielkiej ilości :)
Serum stosuję codziennie wieczorem, aktualnie w użyciu mam trzy różne.

7. Maseczka w płachcie


Wiele osób doceniło maseczki w płachcie, bo wystarczy je nałożyć i zdjąć po kilkunastu minutach - bez zmywania, brudzenia. :D Ja nie jestem ich fanką, bo wiele z masek które testowałam zostawiało moją skórę lepiącą. Wybór na rynku jest aktualnie ogromny, każdy znajdzie coś dla siebie. Ja po taką maseczkę sięgam z 2 razy w tygodniu, kierując się tym czego moja skóra w danym momencie potrzebuje.

8. Krem pod oczy


Akurat o kremie pod oczy od dawna nie mogę zapominać, bo mam tam cienką i szybko wysychającą skórę. Kremów używam dwa razy dziennie, rano lekkiego pod makijaż (właśnie tego z Orientany), a wieczorem z Make me bio, cięższego.

9. Nawilżanie 


Krem jest tak naprawdę domknięciem wszystkich etapów - zatrzymuje nawilżenie i tworzy ochronną warstwę. Warto wybrać nie tylko krem pod potrzeby naszej cery, ale również dopasować sobie konsystencje. Moja tłusta cera nie lubi się z mocno treściwymi konsystencjami i nawet po jednej nocy z takim kremem na buzi mam nowych przyjaciół :) Ostatnio pokochałam serie tumeric z Orientany, na noc używam wersji Rich, a na dzień hydrokuracji, która jest na bazie aloesu (ideał pod makijaż)
Zamiast kremu raz w tygodniu stosowałam maseczkę całonocną - najczęściej kokosową ze Skinfood lub koktajl nawilżający z Nacomi.

10. SPF

I tu.. nie mam nawet zdjęcia. Używam kremu z filtrem (aktualnie Iwostin purritin), ale nie na co dzień, a jedynie gdy wiem, że będę więcej przebywać na zewnątrz. Wiem jak ważna jest ochrona przed słońcem, a w książce jest to podkreślane co chwila! Może z czasem wyrobię sobie nawyk nakładania dodatkowo kremu codziennie ;)


Po tych trzech tygodniach skóra wygląda lepiej. Przede wszystkim ograniczyło się przetłuszczanie i ilość wągrów, nie powstają też niedoskonałości, a jeśli się pojawią - goją się dwa razy szybciej. Cera jest promienna, bardziej nawilżona, a koloryt się wyrównał (zapewne to sprawka serum :D) Mam też wrażenie, że skóra jest jędrniejsza i miękka w dotyku. Ostatnio chętniej też chodzę bez makijażu, bo mimo że nie mam idealnej cery - wygląda ona naprawdę dobrze na co dzień.

Nie zamierzam skończyć mojej przygody z dziesięcioma krokami po tych trzech tygodniach. Tak naprawdę aktualnie pielęgnacja sprawia mi niesamowitą przyjemność i jest moją poranną i wieczorną chwilą relaksu, gdy myślę tylko o tym co nałożyć jako następne. Tak naprawdę nie trzeba się trzymać tych kroków, aż tak, bo jeśli macie ochotę na maskę 4 razy w tygodniu, a wasza skóra tego potrzebuje to.. czemu nie? :) 

Jestem ciekawa co wy sądzicie o tych dziesięciu krokach. Próbowałyście? Jak wam się sprawdza tak rozbudowana pielęgnacja?

Buziaki
Oktawia


Pod lupą : produkty do ust Selfie Project

Pod lupą : produkty do ust Selfie Project

Hej!

Jak jesteście ze mną dłużej to zapewne wiecie, że moje usta są wiecznie suche. Z tego powodu najczęściej rezygnuję ze szminek na rzecz błyszczyków czy pomadek ochronnych :) Ostatnio intensywnie testowałam nowości do ust marki Selfie Project i zapraszam was na ich recenzje!



1. Cukrowy peeling do ust #SugarKiss


Peeling do ust to kosmetyk, który zawsze mam gdzieś w szafce. Używałam już naprawdę wielu i mam ulubieńca w tej kategorii. :) Peeling od Selfie project jest zamknięty w słoiczku i dla mnie to minus.. trzeba w nim grzebać, można wyciągnąć za mało/za dużo, a cukier lubi wchodzić pod paznokcie.Do tego ma naprawdę mocno zbitą konsystencję, co nie ułatwia jego wydobycia, ale za to wpływa na wydajność :D potrzeba naprawdę niewiele, bo produkt się lekko rozpuszcza pod wpływem ciepła warg i pocierania.


Drobinki cukru są spore i dość ostre, chyba jednak wolałabym, żeby były ciut mniejsze - łatwiej byłoby nad nimi zapanować i zostawałyby tylko w obrębie ust. Po użyciu peelingu zostaje oblepiająca warstwa, więc raczej odpada użycie pomadki bez wycierania ust.
Efekt wygładzenia i nawilżenia utrzymuje się naprawdę długo - po wykonaniu peelingu wieczorem, rano usta wyglądają świetnie i nie ma żadnej suchej skórki! Niestety.. w składzie na samym początku jest parafina, co nie do końca mi się podoba. W końcu to co na wargach się zjada. Szkoda też, że malina jest tylko w nazwie, bo zupełnie nie czuje tu malinowego zapachu.

Skład : Paraffinum Liquidum, Ethylhexyl Palmitate, Ozokerite, Sucrose, Tridecyl Trimelliate, CI 15850, CI 77742, Copernicia Cerifera Cera, Silica Dimethyl Silylate, Juglans Regia Shell powder, Ptunus Amygdalus Dulcis Oil, Rosa Canina Fruit Oil, Tocopheryl Acetate, Phenoxyethanol, Parfum, Citral, Aplha-Isomethyl Ionone.

I choć sama parafina nie jest niczym ''złym'' ja jednak wolałabym skład bez niej. Wtedy to bym się nawet do niczego nie przyczepiła! :) Niemniej jednak wygładzenie jest super, a właśnie parafina tworzy warstwę która ''trzyma'' w wargach to nawilżenie - dlatego jest to długotrwałe. Mimo minusów dość często sięgam po ten peeling, bo podoba mi się jego działanie.
Cena: 14zł /6g 

2. Odżywczy balsam do ust #mojitomint


Opakowanie na pewno kupuje nie tylko mnie - uwielbiam francuskie makaroniki! Lubię też takie gadżeciarskie opakowania mieć w torebce, często wtedy dostaję pytania w stylu 'ooo ale fajne co to i skąd masz?' :D a w tym uroczym makaroniku kryje się balsam do ust i.. niestety trzeba w nim grzebać. Konsystencje ma bardzo zbitą, ale potrzeba niewiele i rozpuszcza się od razu po wpływem ciepła. Balsam pachnie tak orzeźwiająco, faktycznie jakby miętą :) Niestety tak jak w przypadku peelingu, na ustach zostawia tłustą warstwę.


Niestety ten produkt niewiele dobrego robi na moich ustach. Poza tą warstwą ochronną praktycznie nie odżywia i po niedługim czasie usta są w podobnej kondycji co przed nałożeniem tego gagatka.Musiałabym go dokładać dosłownie co godzinę, żeby usta wyglądały ciągle ''dobrze'' :)

Skład :  Paraffinum Liquidum, Ozokerite, Ethylhexyl Palmitate, Tridecyl Trimelliate, Polyisobutylene, Isononyl Isononanoate, hydrogenated Microcrystalline Wax, Cl 42090, Cl77492, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Rosa Canina Fruit Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Tocopheryl Acetate, Phenoxyethanol, Parfum, Benzyl Salicylate, Eugenol, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool.

Czy jest to zły kosmetyk? Nie, ale raczej przeciętny. Fajny gadżet dla nastolatki lub kogoś, kto potrzebuje od czasu do czasu nałożyć coś na usta.
Cena : 14zł/8g

3. Malinowy olejek do ust #PocketHero


Ostatnio uwielbiam wszelkie olejki do ust! Podoba mi się ten błyszczący, ale zupełnie nie tandetny, efekt. Poza tym takie olejki delikatnie podkreślają usta pielęgnując je - czy jest coś lepszego dla osoby z wiecznie przesuszonymi wargami? :D Ten olejek mnie od razu oczarował. Pachnie naprawdę malinowo, ale tak.. jak malinowa oranżada. Konsystencja jest żelowa, ale przy tym lekko lejąca, więc wystarczy dosłownie raz przejechać aplikatorem i mamy usta pomalowane. Według mnie jedynie aplikator mógłby nabierać ciut więcej produktu, ale po prostu moje usta wszystko wpijają i lubię nałożyć sobie więcej!


Olejek naprawdę wytrzymuje na moich ustach dłużej niż 10 minut, dając piękny blask, podkreślając kolor i lekko odżywiając. Bardzo podoba mi się ten efekt, a fakt że dodatkowo usta są wygładzone i nawilżone niezwykle mnie cieszy :D Śmiało mogę porównać ten olejek do tego z Clarins (a mam je dwa) - utrzymują się na ustach tyle samo i dają taki sam efekt. :)

Skład : Triisostearin, Tridecyl Trimellitate, Diisostearyl Malate, Polyisobutylene, CI 15850, Cl 77742, Simmondsia Chinensis Seed oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Neotame, Glyceryl behenate/Eicosadioate, Phenoxyethanol, Parfum, Citral, Alpha-Isomethyl Ionone.

Tutaj już nie ma tej nieszczęsnej parafiny, nie ma też tej oblepiającej warstwy. Po prostu po jakimś czasie po olejku nie ma śladu, usta się nie przesuszają, a włosy się do niego nie lepią :) Z całej trójki to mój ulubieniec i sięgam po ten produkt codziennie.
Cena : 15zł / 6g

Co najbardziej wam przypadło z tej trójki do gustu? A może któryś z tych produktów już znacie?

Buziaki
Oktawia
Pod lupą : Selfie project

Pod lupą : Selfie project

Hej!

Na markę Selfie project zwróciłam uwagę w Rossmannie, ale jakoś nie przypatrywałam jej się. Co prawda pooglądałam kilka ich kosmetyków, jednak ostatecznie odkładałam je na półkę. Głównie dlatego, że to marka która skupia się na nastolatkach i nie sądziłam, że tego typu kosmetyki sprawdzą się przy mojej dość problematycznej cerze.

Przygotowałam dla was recenzję czterech kosmetyków, z dwóch zupełnie innych perspektyw oraz cer. To debiut mojej siostry na moim blogu, ale mam nadzieję, że ta forma przypadnie wam do gustu!

 

 


Może najpierw coś o nas:
Ja, Oktawia, lat 22. Mam problemy z cerą już od podstawówki, nasiliły się one w gimnazjum. Zaczęłam wtedy chodzić do kosmetyczki na różne zabiegi, ale działało to na chwilę. Udało mi się opanować sytuację dopiero hormonami, ale musiałam je odstawić po jakimś czasie. Aktualnie moja cera jest mieszana w kierunku tłustej. Mam trochę rozszerzonych porów na czole, ale moim głównym problemem są zaskórniki oraz pojedyncze wypryski. Niestety mam dość mocny problem z przetłuszczaniem na czole oraz na nosie.
Moja siostra, Julia, lat 13. Jej cerę określiłabym jako normalną w kierunku mieszanej. Pojawiają się u niej pojedyncze, większe wypryski, ale raczej zdarza się to rzadko. Ma za to sporo zaskórników na nosie, niewiele za to na czole i brodzie. Nie ma za specjalnych problemów z przetłuszczaniem, raczej jej policzki potrafią się przesuszyć, jeśli się nie kremuje.

Jak widzie - zupełnie dwie różne cery. Ale! Obie mamy problem z zapychaniem po niektórych kosmetykach (choć ja zdecydowanie częściej tak reaguję) i z podrażnieniami, jeśli jakiś produkt jest naprawdę..mocny ;)

 Aktywny peeling myjący


Moja opinia

Zacznę może od opakowania, które naprawdę mi się podoba i gdyby takie kosmetyki były w Rossmannie, gdy ja byłam nastolatką, na pewno bym się skusiła. Kosmetyk zamknięty jest w miękkiej tubce, także spokojnie będzie można go zużyć w 100%, a zamknięcie jest na klik. Peeling jest dość rzadki, może nawet lekko spływać z dłoni, ale mi to jakoś szczególnie nie przeszkadza. Pachnie bosko - zapewne przez dodatek kaktusa. Zapach nie jest jakoś szczególnie intensywny, ale czuć go podczas całego masażu twarzy.
Drobinki peelingujące są niewielkie i tak naprawdę jest ich niewiele. Jednak bez problemu można znaleźć te kuleczki węglowe, o których wspomina producent, a one pękają pod pływem lekkiego nacisku! Mogłoby się więc wydawać, że jest to słaby zdzierak i.. moim zdaniem jest akurat. Martwy naskórek jest złuszczony, ale nie ma przesadnego tarcia i uczucia zdzierania połowy twarzy :D
Skóra po tym peelingu jest gładka, promienna i odświeżona. Pory są zdecydowanie mniej widoczne, a niedoskonałości nie roznoszą się. Na drugi dzień (jeśli używam tego peelingu wieczorem) czoło wyraźnie mniej się przetłuszcza! Myślę, że warto też wspomnieć o tym, że nawet już po wytarciu skóra nie jest ściągnięta, ani nie przesusza się, więc nie muszę się spieszyć z użyciem toniku czy kremu.
To łagodny produkt, który poleciłabym niezależnie od wieku. Możliwe, że sprawdzi się również przy cerach, które mają problem z przesuszeniem.



Opinia Julii

Wydobycie peelingu jest bezproblemowe i moim zdaniem ma najlepsza dla tego typu produktu konsystencje - jest dość wodnisty, z niewielką ilościa drobinek. Dzięki temu nie jest tak szorstki. :) Wszystko łatwo i przyjemnie się zmywa, a skóra po jego użyciu jest wygładzona - pod ręką nie czuć żadnych zaskórnikow. Nie pojawiło się nawet minimalne uczucie dyskomfortu, a efekt był natychmiastowy. Nie zauważyłam też nowych niedoskonałości, a te które już były stały się mniej widoczne. Bardzo ładnie, delikatnie pachnie.

Skład :  Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Hydrated Silica, Cereus Grandiflorus (Cactus) Flower Extract, Carbon Black, Lactose, Microcrystalline Cellulose, Carbomer, Xanthan Gum, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Coceth-7, PPG-1-PEG-9 Lauryl Glycol Ether, Triethanolamine, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Sorbic Acid, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Parfum, Linalool, Limonene.

Czarna maska peel-off


Moja opinia

 Fajna, poręczna tubka i zamknięcie na klik - czyli tak jak lubię! W środku znajduje się czarna maseczka, która po zastygnięciu ma nam dosłownie powyrywać wągry. Jest ona bardzo gęsta, jak smoła, ale wyciśnięcie jej nie jest żadnym problemem. Łatwo przykleja się do skóry, więc aplikacja trwa chwilę - ja używam tej maski tylko na nos, czoło i brodę. Zastyga w miarę szybko, ale niestety nie ściąga się jej w całości. Muszę domywać resztki, co już nie jest tak przyjemne.
Faktycznie na masce widać wyrwane zaskórniki, ale nie jest ich wiele. Raczej widać mini-włoski, które się wyrwały podczas ściągania, choć nie jest ono bolesne. Efekt nie jest wow, choć skóra po jest mega gładka!


Opinia Julii

Samo wydobycie maski jest bezproblemowe, nakłada się w porządku mimo ze jest ona gęsta. Zrywa się ona bezboleśnie, ale nie schodzi cała (duży płat, ale są pozostałości ktore trzeba zmyc woda).
Maska wyrwała niewiele zaskórników,  ale wydawaly sie one mniejsze. Skóra byla podrazniona przez okolo 10-15 minut. Podoba mi się zapach maski.

Skład : Aqua, Polyvinyl Alcohol, Alcohol, Propylene Glycol, VA/Crotonates Copolymer, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Charcoal Powder, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Leaf Water, Citrus Paradisi Fruit Extract, Glycerin, Xanthan Gum, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Parfum, Citric Acid, Sodium Benzoate, Sorbic Acid, Potassium Sorbate, Sodium Dehydroacetate, Polyglyceryl-10 Stearate, Polyglycerin-10, Polyglyceryl-10 Myristate.

Łagodny tonik oczyszczający


Moja opinia:

Już jakiś czas temu ukochałam sobie toniki, które zamknięte są w opakowaniach z atomizerem. Rozpyla on naprawdę przyjemną mgiełkę. Podczas psikania czuć piękny, jakby lekko cytrusowy zapach. Skóra po użyciu toniku jest ukojona, uczucie ściągnięcia od razu znika, a pojawia się odświeżenie. Zapobiega też powstaniu niedoskonałości, a jak już coś mi wyskoczy to szybciej znika. Ważne dla mnie jest to, że nie ma alkoholu i dzięki temu działa antybakteryjnie, ale nie wysusza.
To mój ulubieniec spośród tych czterech produktów!





Opinia Julii 

Tonik zamknięty w butelce z atomizerem, który rozpyla fajna mgiełkę, to najwygodniejsza opcja, bo nie trzeba dodatkowo używać wacików. Potrzebuje tylko dwa psiknięcia żeby cala buzia była stonizowana. Użytkowanie jest przyjemne, tym bardziej ze tonik ma fajny zapach. Odświeża, odpręża, zapobiega powstawaniu niedoskonałości, a przy tym nie wysusza. Twarz jest jakby rozświetlona,a niedoskonałości staja się mniej widoczne.

Skład : Aqua, Glycerin, Prunus Serrulata Flower Extract, Zinc PCA, Mandelic Acid, Panthenol, Allantoin, Maltooligosyl Glucoside, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Glycereth-18, Glycereth-18 Ethyhexanoate, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Tetrasodium EDTA, Triethanolamine, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Parfum, Linalool, Limonene.

Lekki krem matująco nawilżający


Moja opinia :

Tutaj znowu klasyczna tubka z zamknięciem na klik i, jeśli jesteście ze mną dłużej, to pewnie wiecie, że nie znoszę grzebania palcami w kosmetykach, więc dla mnie to najlepsze rozwiązanie! Kolor kremu jest zaskakujący, bo.. niebieski, a zapach jest równie ładny co w pozostałych kosmetykach. Konsystencja jest lekka i nietłusta, a krem wchłania się praktycznie od razu. Dzięki temu można go używać pod makijaż bez czekania, bo nie zostawia żadnej warstwy i twarz się po nim nie klei.
Krem lekko nawilża i daje takie satynowy, bardzo naturalny efekt. Na pewno nie jest to typowy, mocno matujący krem. Na mojej tłustej cerze widać było jednak różnice i wyświecałam się po nim później niż zazwyczaj. Na szczęście mnie nie zapchał, nie wystąpiło też żadne podrażnienie. Według mnie to fajny krem, ale raczej do cery, która nie ma przesadnych problemów (z przetłuszczaniem czy trądzikiem)



Opinia Julii : 

Podoba mi się to, że zamknięty jest w tubce. Ma lekko wodnista konsystencje, dzięki temu jest lekki, nieodczuwalny na buzi. Bardzo szybko sie wchłania, ale zostawia delikatną warstwę. Skóra jest rozświetlona i nawilżona, ale zupełnie nie tłusta. Zapobiega pojawianiu się nowych niedoskonałości i nie zapycha, nie podrażnia. Ładnie pachnie, najładniej ze wszystkich czterech produktów. Skóra po nim wygląda naturalnie.

Skład :  Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Isododecane, Glyceryl Stearate Citrate,
Hydrogenated Didecene, C.I. 77891, Glyceryl Stearate, Butyrospermum Parkii Butter, Isostearyl
Isostearate, Hydrogenated Tetradecenyl / Methylpentadecene, Dimethicone, Pentaerythrityl
Tetraisostearate, Charcoal Powder, Globularia Alypum Extract, Capryloyl Glycine, Allantoin,
Tocopheryl Acetate, Xylitylyglucoside, Hexylene Glycol, Dimethicone Crosspolymer, Sodium
Potassium Aluminum Silicate, Silica, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Ammonium
Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Mica, Tin Oxide, Tetrasodium EDTA, Phenoxyethanol,
Ethylhexylglycerin, Parfum, Buthylphenyl Methylpropional, Citronellol, Limonene, Linalool.




Ja:
Te kosmetyki głównie poleciłabym młodym osobom, ale ja również jestem z nich zadowolona! Szczególnie zadowolona jestem z toniku, ale równie przyjemnie używa mi się peelingu i kremu. Nie do końca sprawdziła się u mnie tylko ta maska. 

Julia:
Najbardziej do gustu przypadł mi tonik i krem, ale peeling również bardzo polubiłam. Wszystkie trzy produkty poleciłabym koleżankom, niestety maska się u mnie nie sprawdziła.


Jestem ciekawa czy wy miałyście styczność z tymi kosmetykami! Ja się miło zaskoczyłam i chętnie przetestuję jeszcze inne produkty tej marki - może maseczki? 

Buziaki
Oktawia
Prezenty na dzień kobiet

Prezenty na dzień kobiet

Hej!

Dzień kobiet od zawsze kojarzy mi się z kwiatami, powiewem wiosny i drobnymi upominkami... A skoro każda okazja jest dobra do wręczania prezentów przygotowałam listę, którą dyskretnie możecie podesłać swojemu facetowi, czy.. tacie :)

 


Pomadki





Ich nigdy nie jest za dużo! Aktualnie na rynku jest taki wybór, że bez problemu można znaleźć każdy kolor jaki by nas interesował, w przeróżnym kształcie i w zupełnie innych wykończeniach.

Sephora, #Lipstories - > klik
To nowość marki Sephora,a gama kolorystyczna zachwyca! Do tego te piękne opakowania, inne w zależności od koloru :)

Guerlain, KissKiss LoveLove ->klik
Gdy tylko ją zobaczyłam moje serce zabiło mocniej! Nie dość, że ma piękne opakowanie, to jeszcze jest w kształcie serduszka <3

Kat von D, studdet kiss lipstick - >klik
Te szminki przyciągają, zdecydowanie. Mocne, czarne opakowanie zwróci uwagę każdego. Do tego na szmince wytłoczone jest logo.. no i te kolory!

Deborah - > klik
Marka mnie zaintrygowała, ponieważ w składzie tej pomadki nie ma olei mineralnych, parabenów czy silikonów. Do tego jest łatwo dostępna, bo szafy Deborah są w Rossmannach.

Lovely, holo lips - > klik
Kto nie kocha holo? Lovely wyszło z propozycją takiej pomadki!

L'Oreal Paris, Color riche x Balmain - >klik
 Piękna kolekcja, a szczególnie podoba mi się kolor, który wam podlinkowałam.

Revlon, ultra HD matte metallic- >klik
Mam ten błyszczyk, choć właściwie po prostu jest to płynna pomadka, w wersji matowej, a tu.. wersja metaliczna! Widziałam jak wyglądają na ustach i mega mi się to podoba - mam nadzieję, że mają taką jakość jak te matowe!

Sephora, cream lip stain - >klik
Piękne kolory, proste opakowania,a przy tym przystępna cena.

Huda Beauty, mini liquid matte set -> klik
Huda podbiła serca Polek. O ich pomadkach jest coraz głośniej, a w tym zestawie można przetestować od razu cztery kolory!

Mac, matte lipstick ->klik
Klasyka! Mam Mehr, która pasuje zawsze i wszędzie. Sama szminka wygląda pięknie, a gama kolorystyczna jest boska.

Hybrydy


 Rynek lakierów hybrydowych rozwija się w ekspresowym tempie i co chwila wychodzą ciekawe nowości. Przyznaję jednak, że robiąc paznokcie tylko sobie, nie czuję potrzeby ślepego podążania za trendami. Lakiery wystarczają mi na bardzo długo, a z pyłków jakby nie ubywało.. Są jednak trzy elementy, które mnie zachwyciły! Taki drobiazg w postaci lakieru czy właśnie dodatku zawsze cieszy.

Neonail, pyłek electric effect - >klik
To jest efekt wow! Jeden efekt, a tyle kolorów.. Możemy z nim kombinować z ilością, z lakierem bazowym i ze wzorkiem.

Neonail, lakier hybrydowy magnetyczny - >klik
Szczególnie spodobał mi się właśnie ten efekt i zestawienie kolorystyczne, które podklinkowałam! Cudo i można z tym naprawdę poszaleć.

Semilac, Business line - >klik
Bardzo klasyczna linia z pastelami, idealna nie tylko na wiosnę, ale właśnie do pracy czy na uczelnie. Kolory są bardzo stonowane, ale to właśnie mi się tutaj podoba.

 Pędzle


Która z nas nie marzy właśnie o takim bukiecie? Ja wybrałam trzy zestawy, ale tak naprawdę cieszy nawet jeden pędzel, jeśli szukamy konkretnego kształtu.

Zoeva, en taupe - >klik
Mały, bardzo klasyczny zestaw. To idealna propozycja kolorystyczna dla minimalistek, niby oczywista, ale to nie czerń i srebro.

Zoeva, pink elements - >klik
Sama mam ten zestaw i uważam, że jest świetny dla osób, które nie mają praktycznie pędzli do oczu. W tym zestawie są wszystkie podstawowe modele i kilka dodatkowych. O moim pierwszym wrażeniu pisałam tutaj - >klik

Jessup - >klik
Te pędzle podbijają internet! Są dość tanie, a wiele osób porównuje je nawet do Zoevy. A przyznam, że wyglądają naprawdę bardzo fajnie. :)

 Produkty do kapieli


Ja zawsze cieszę się z fajnych, ciekawych i dobrych jakościowo produktów do kąpieli! Tym bardziej, jeśli ktoś mi tę kąpiel przygotuje i będę mogła się relaksować do woli.. Nie martwcie się jednak, jeśli nie macie wanny. Część z tych propozycji spokojnie możecie wykorzystać również pod prysznicem i zapewniam, że to też może być relaksujące.

 Body boom, magiczny węgiel - >klik
Te peelingi są zamknięte w minimalistycznych opakowaniach, a nowa wersja z węglem aktywnym bardzo mnie ciekawi! Ostatnio uwielbiam wszystko co z węglem właśnie. :)

Rituals, pianka pod prysznic - >klik
Niby zwykły produkt do mycia, ale.. w piance! To fajna alternatywa dla żeli! A ta wersja zapachowa jest według mnie najpiękniejsza. :)

The body shop, żel pod prysznic mango  - >klikBardzo lubię te żele pod prysznic i.. niby co może być w żelu - myje i tyle! Tak, ale ten do tego pachnie obłędnie, a co najważniejsze ten zapach się utrzymuje na skórze. Mango to moja ulubiona wersja.

Yope, żel pod prysznic- >klik
To propozycja dla osób, które cenią sobie dobre składy i nietuzinkowe zapachy.

Eolab, sól do kąpieli regenerująca - >klik
Cudowny dodatek do kąpieli! Ta sól ma działanie regenerujące, a w środku znajdziemy olejek z nasion żurawiny,  olej neroli i ekstrakt z wanilii!

Efektima, naturalny peeling kawowy- >klik
Peeling z dodatkiem soli z Morza Martwego, różnych olei oraz witaminą E! Jest dość łatwo dostępny i pachnie świetnie!

Sephora, kostki do kąpieli- >klik
Bardzo fajny dodatek do kąpieli! Te kostki fajnie musują w wodze, a do tego jest sporo wersji zapachowych, więc każdy znajdzie coś dla siebie.

Nacomi, kula do kąpieli ->klik
Musująca kula do kąpieli o dobrym składzie i pięknym wyglądzie!


Maseczki


Kto ich nie kocha? Mam wrażenie, że wręcz oszalałyśmy na ich punkcie! W płachcie, całonocne, peel off, glinkowe.. Od wyboru do koloru. Starałam się wybrać coś ciekawego, co faktycznie może zaskoczyć!

Skin79, animal mask- >klik
Maseczki z tej serii są urocze! I w opakowaniu, i na twarzy. A co najważniejsze fajnie działają.

Bielenda, Crazy Mask   ->klik
To nowość marki Bielenda i przyznaje, że totalnie ujmują mnie te zwierzaczki!

too cool for school, wielozadaniowa maska na noc ->klik
Maska z dynią? Dla mnie tak! Do tego ostatnio bardzo lubię maseczki całonocne

Glamglow, Super-Mud ->klik
Nie mogło zabraknąć w tym zestawieniu masek Glamglow! To ostatnio hit, a ja jak na razie próbowałam tylko raz właśnie tej wersji i.. na pewno sobie ją kiedyś sprawię. Szczerze mówiąc chciałam tu wstawić wersję z brokatem, ale jeszcze jest u nas niedostępna..

dr. Jart, maseczka nawilżająca->klik
Te maski kuszą mnie od dawna mimo swojej ceny. Dlaczego? Bo niby jest to maska w płachcie, ale.. gumowa!

Bania agafii, maska oczyszczająca dziegciowa->klik
Ta wersja to mój totalny ulubieniec! Dobry skład, niska cena i świetne oczyszczanie.

Tonymoly, tomatox magic massage - >klik
Maseczka w opakowaniu pomidora.. Na pewno to coś innego i zapewniam, że każdy będzie pytał co to po zobaczeniu takiego pomidorka w łazience! :D

Clinique, pep-start double bubble purifying mask ->klik
Miałam tę maseczkę w próbce i.. podczas rozprowadzania ma żelową konsystencję, a później zaczyna bąbelkować! To świetna alternatywa dla bąblujących maseczek w płachcie.


Dajcie znać co z moich propozycji znacie, a co was zaciekawiło! Koniecznie napiszcie mi również jak zawsze świętujecie ten dzień i co sądzicie o prezentach na dzień kobiet.

Buziaki,
Oktawia
Pod lupą : Ministerstwo Dobrego Mydła

Pod lupą : Ministerstwo Dobrego Mydła

Hej!

Postanowiłam wprowadzić na bloga nową serię! Myślałam nad nią od dawna, ale wciąż nie mogłam się do niej zebrać. Uznałam, że Polska marka, i to ze Szczecina, w którym aktualnie studiuję, jest idealna na jej rozpoczęcie :) No tak, ale nie wyjaśniłam o co chodzi.. W jednym wpisie będzie pojawiało się kilka produktów jednej marki, lub z tej samej kategorii, z recenzjami, tak zbiorczo. Co prawda w dzisiejszym poście pojawią się tylko trzy kosmetyki, ale nie chcę tworzyć recenzji dziesięciu produktów w jednym. Może i brzmi to dość skomplikowanie, ale mam nadzieję, że pod koniec będziesz już wiedziała o co mi chodzi i dasz mi znać co sądzisz.



Ministerstwo Dobrego Mydła to mała, rodzinna manufaktura mydlarska- stworzona przez siostry! Wszystkie produkty wyrabiane są ręcznie, w pracowni w Szczecinie, z dobrych produktów :) Dodatkowo kosmetyki są również ręcznie pakowane i oklejane, co moim zdaniem jest wspaniałe i czuć w tym serce. Opakowania są minimalistyczne, przejrzyste i proste graficznie - na każdym znajduje się skład wraz z opisem kosmetyku, czyli tak jak uwielbiam! <3 Testowałam trzy (choć właściwie to dwa..) produkty z MDM : półkulę różaną, peeling śliwka oraz mój facet używał olejku do brody. :) Wszystko kupiłam na Bazarze Smakoszy w Szczecinie i firmy można szukać właśnie na większych targach (szczegółowe info u nich na stronie), a stacjonarnie ich produkty znajdziesz w sklepiku w Warszawie. Oczywiście prężnie działa ich strona internetowa, z której można wszystko zamówić prosto do domu - > klik
Markę kojarzę od dawna, ale tak naprawdę bliżej zapoznała mnie z nią przyjaciółka, która niesamowicie zachwalała olejki i mydła.


Różaną półkulę chwyciłam bez zastanowienia, bo tak mi się spodobał jej zapach! Co prawda musiała poczekać z użyciem aż pojadę do rodziców, bo u siebie nie mam wanny, ale... była warta czekania. <3 Zaraz po rozpakowaniu urzekł mnie jej wygląd. Piękna, bielutka, z kawałkami płatków róży. Pachniała subtelnie, choć wyraźnie różą. I to nie taką sztuczną :)


Po wrzuceniu półkuli do wody delikatnie musowała i po chwili rozpuściła się całkowicie, a w całej wannie można było dostrzec małe kawałki płatków róży. Zapach wciąż był delikatny i subtelnie unosił się w całej łazience. Wchodząc do wody od razu zauważyłam, że jest ona jakby oleista - to za sprawą tego pięknego, bogatego składu!


Poza przyjemnymi aspektami wizualnymi i pięknym zapachem, zachwycił mnie efekt po tej półkuli. Skóra po wyjściu z wanny była nawilżona, odżywiona, gładka i pachniała cudownie! Zdecydowanie nie wymagała dodatkowego nawilżenia, nawet po porządnym wytarciu się ręcznikiem. Super, że ta tłusta warstwa w wodzie nie zostawiła tłustego filmu, po którym miałabym ochotę ponownie się kąpać. ;) Jedynie o czym należy pamiętać, to to, żeby uważać wchodząc do wanny - łatwo jest się pośliznąć.

Skład(tłumaczenie) : Soda oczyszczona, kwasek cytrynowy,  masło shea, olej ze słodkich migdałów, olej z pestek winogron, olej ryżowy, pełne mleko, olej z dzikiej róży, olejek eteryczny z róży geranium, różowa glinka francuska, płatki róży damasceńskie
Półkula kosztuje 6,50zł/60g -> klik



Peeling śliwka jest chyba najpopularniejszym kosmetykiem z MDM. Oprócz super składu cudownie pachnie i chyba dzięki temu pokochało go tyle kobiet! Mi przypomina zapach delicji, słodki, delikatny, aż ma się ochotę go jeść. Mogłabym mieć wszystkie kosmetyki o takim zapachu.


Peeling ma dość zbitą i sypką konsystencję, a drobinki cukru nie są najmniejsze - to wpływa na to, że jest porządnym zdzierakiem. Zdecydowanie czuć, że peelinguje i mi się to podoba. O dziwo, zawsze mam wrażenie, że tak mocno pocieram, a skóra nigdy nie jest zaczerwieniona czy podrażniona.


 Szczególnie lubię go używać do pielęgnacji nóg, na których mam najbardziej suchą skórę z całego ciała. Po użyciu tego produktu nie muszę się już niczym balsamować, bo zostawia skórę odżywiona, miękka i nawilżoną :) Jest ona pokryta olejkami, ale totalnie nie jest to tłusta warstwa, którą znam z drogeryjnych peelingów!
Warto mieć też na uwadze, że opakowanie jest szklane - trzeba uważać, żeby nam nie spadło. No i przez to jest dość ciężkie ;)

Skład(tłumaczenie): Cukier trzcinowy, olej z pestek śliwki francuskiej, witamina E, olej ze słodkich migdałów, olej z pestek winogron, olej z awokado, masło kakaowe, masło shea, olej makadamia, wosk pszczeli, ferment z rzodkwi, ekstrakt z kokosa, skwalan z oliwek, olej z rącznika, aromat kosmetyczny, gliceryna roślinna
Peeling kosztuje 38zł za ok 300g - > klik


Do powyższych produktów dostałam próbkę olejku do brody, choć właściwie nie ja, a mój facet, który był ze mną wtedy na targach. Miał ode mnie nakaz używania tego kosmetyku i codziennie, skrupulatnie nakładałam mu olejek na brodę.. Tak, żeby nie zapomniał, i chciałam obserwować efekty! :D



Olejek konsystencją przypomina mi serum do zabezpieczania końcówek włosów. Cieszę się, że nie jest bardzo wodnisty, bo tak nakładał się sprawnie i przyjemnie, po wcześniejszym rozprowadzeniu go między palcami wystarczyło wczesać w brodę, oczywiście dotykając skóry! Napisałam ''oczywiście'', bo produkt pielęgnuje nie tylko same włosy na brodzie, ale również skórę oraz dba o mieszki włosowe :) Moim zdaniem to świetnie rozwiązanie, bo wielu facetów boryka się z problemem przesuszenia twarzy pod brodą, bo nie chcą nakładać tam tłustego kremu, żeby nie obciążyć włosów.
Zapach jest przyjemny, delikatny, o dziwo nie ''typowo męski''. Działanie olejku zauważalne było od pierwszego użycia, bo broda była od razu zmiękczona, ułożona i pięknie się błyszczała - ale wiesz, bez takie obtłuszczenia ;) Również skóra pod brodą uspokoiła się, była nawilżona - absolutnie olejek jej nie podrażnił, ani nie pojawiły się niedoskonałości.
Taka próbka wystarczyła na naprawdę wiele aplikacji. Gdybym stała teraz przed wyborem olejku do brody to zdecydowanie postawiłabym właśnie na ten.

Skład  (tłumaczenie): macerat z liści zielonej herbaty w oleju słonecznikowym, skwalan, olej rycynowy, olej abisyński, sterole z owocu granatu, olej kameliowy (herbaciany), olej z nasion bawełny, olej krokoszowy, olej jojoba, skwalan z trzciny cukrowej, witamina E, mieszanka olejów roślinnych standaryzowanych w kierunku kwasów omega 3 i 6, olej z lnianki siewnej, aromat, olej kokosowy frakcjonowany, witamina A, olej mastyksowy, olejek eteryczny cobaiba, benzyl benzoate, limonene, linalool, citral, cinnamal (alergeny naturalnie występujące w olejkach eterycznych i aromatach
Olejek kosztuje 69zł za 30 ml - >klik 


Marka mnie zachwyciła i.. chcę więcej! :) Zastanawiam się na jakie kosmetyki tym razem postawić - może Ty mi coś podpowiesz?  

Buziaki
Oktawia 
Jak pozbyłam się niedoskonałości? Zmiany w pielęgnacji.

Jak pozbyłam się niedoskonałości? Zmiany w pielęgnacji.

Hej!

Już w podstawówce pojawiały mi się niedoskonałości, walczyłam z nimi jako nastolatka, a mniej więcej w połowie liceum wszystko zaczęło ustępować i mogę powiedzieć, że miałam cerę normalną. Jednak około roku temu moja cera oszalała.. A mi w końcu udało się ją okiełznać i znów jestem (w miarę :D) zadowolona.


Dosłownie nic z domowej pielęgnacji nie pomagało, całe czoło miałam w grudkach, wypryski zaczęły pojawiać się również na policzkach, szyi, brodzie.. Oprócz tego miałam pełno zaskórników zamkniętych. Kiedyś, gdy miałam lat naście, pomagało mi oczyszczanie manualne u kosmetyczki, więc dobrze wspominając ten zabieg umówiłam się na niego wczesną wiosną. Po było jednak.. tak samo, jak nie gorzej, z tym że wydałam ponad 100zł. Wtedy zaczęłam na poważnie myśleć o wizycie u dermatologa, przeszukałam kilka grup na facebooku i for internetowych i wybrałam gabinet.
Po krótkim wywiadzie doktor zaproponowała mi zabieg i odbył się on od ręki - były to moje pierwsze kwasy w życiu, więc nawet nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Była to wiosna, więc nie było pola do popisu, w związku z tym stężenie było niewielkie. Po pierwszym zabiegu było wow! Choć na początku łuszcząca się skóra i wysyp były uciążliwe, jednak po jakimś czasie w końcu miałam gładką buzię i nawet wągrów było znacznie mniej! :) Drugą wizytę miałam już w maju, łuszczyłam się jeszcze bardziej i czułam ciągłe przesuszenie, ale z efektów byłam bardzo zadowolona. Dzięki temu, że używałam kremu z wysokim filtrem oraz na początku unikałam ostrego słońca nie nabawiłam się żadnych przebarwień.
Zabiegi to jednak nie wszystko i choć zmiana była drastyczna, bo wszyscy wokół ją zauważali, musiałam zrobić coś, by ten efekt zatrzymać. Zaczęłam wprowadzać zmiany w pielęgnacji, a pierwszą, której trzymam się kurczowo jest unikanie parafiny, która mnie okrutnie zapycha. Oprócz tego zaczęłam pielęgnować skórę regularnie, stawiając na dobrej jakości produkty, najlepiej naturalne.


Zawsze pamiętaj o demakijażu. Wcześniej również zmywałam makijaż, ale najczęściej robiłam to micelem i.. tyle :) Zauważyłam jednak, że to za mało, a skóra po umyciu żelem jest dużo bardziej czysta, nie lepi się, usuwa także sebum i przygotowuje skórę pod dalsze zabiegi. Staram się mojej tłustej cery nie traktować samymi kosmetykami matującymi, bo to powodowało jeszcze większe wydzielanie sebum.. Oprócz parafiny, w żelu do mycia buzi unikam mydła oraz sls, które mogą podrażnić.
Aktualnie używam normalizującego żelu z Tołpy z serii sebio oraz czasami pianki z The Body Shop Tea Tree (czasami, bo jest mocno oczyszczająca i potrafi wręcz wysuszyć).
Regularnie robię też peeling (raz w tygodniu, raz na półtorej tygodnia), pomaga to w odblokowaniu porów i uporaniu się ze zrogowaciałym naskórkiem. Aktualnie używam peelingu mechanicznego z seri Sebium z Biodermy, który jest świetny. Niestety nie kupię go ponownie, ponieważ mam zamiar unikać produktów zawierających cząstki plastiku - elementy ścierające wolę zamienić na cukier, korund, czy kawałki pestek :)


Doceniłam również tonizowanie, które wcześniej zaniedbywałam. Gdy jako nastolatka używałam toniku zazwyczaj mnie po nim wysypywało, lub mnie podrażniał - teraz wiem, ze zapewne miał w składzie (zły) alkohol. W użyciu mam różany z Evree, który mi się kończy i nie wiem jeszcze, co kupię na jego zastępstwo, planuje jednak zaopatrzyć się w tonik z kwasami (nie jest on jednak do codziennego stosowania).
Co właściwie dało mi używanie toniku? Skóra po nim jest uspokojona, przyjmuje lepiej produkty, pH jest wyrównane. Nie wyobrażam sobie teraz po maseczce nie ukoić buzi tonikiem. Zdradzę też, że używanie toniku może mniejszyć zmienianie koloru podkładu, bo nie zawsze ciemnieje on z winy producenta. :)



Kiedyś uważałam, że maseczek używa się dla efektu ''na już'' i są bardziej do relaksu - nie widziałam sensu wydawania na nie dużych kwot. Jedyne co się nie zmieniło to to, iż nie lubię wydawać na nie dużo, gdy mamy tanie, a skuteczne cuda.:)  Moja cera nigdy wcześniej nie przetłuszczała się tak jak teraz i średnio lubiłam się przez to z glinkami, nie wiedziałam też jak ich używać. A teraz? Kocham glinki! Oczywiście nie zawsze chce mi się je rozrabiać, dlatego korzystam z produktów na bazie glinek. Aktualnie dwie takie maseczki, które do tego są tanie, to niebieska i dziegciowa z Bani Agafii. Przy regularnym stosowaniu działają na zaskórniki, mniej niespodzianek mi się pojawia i skóra nie przetłuszcza się aż tak. Żeby żadna glinka nie zrobiła nam krzywdy trzeba się jednak trzymać pewnej zasady - nie pozwalamy maseczce zaschnąć, bo nas podrażni. Nie używamy też takich maseczek codziennie, ja sięgam po nie 2-3razy w tygodniu.
Oczywiście to nie jedyne maski po jakie sięgam, bo ostatnio bardzo polubiłam maskę całonocną z Orietany (klik), która znacznie zahamowała przetłuszczanie skóry oraz mask of magnaminty (klik), która dosłownie zdziałała cuda na mojej buzi.
To, czego szukam w maskach, to dobrej jakości składniki aktywne, a nie same zapychacze. Unikam mocno perfumowanych produktów (mogą podrażnić) oraz wspomnianej parafiny. Czasami sięgam również po maseczki nawilżające takie jak algi, lub robię je sama z domowych składników.


Jednym z przełomowych momentów w moje pielęgnacji było odkrycie bawełnianych ręczniczków Tami. Są naprawdę tanie i bardzo łatwo dostępne, od jakiegoś czasu to mój must have w łazience. Dlaczego warto ich używać? Bo są jednorazowe i mamy pewność, że skórę wycieramy, a nie wcieramy w nią brud z ręcznika (nawet jeśli używamy oddzielnie tego do twarzy), który może przyczyniać się do powstawania niedoskonałości. Staram się też nie dotykać buzi w ciągu dnia, żeby nie przenosić, nawet niewidocznego, brudu z dłoni.


Ostatnim krokiem w mojej pielęgnacji jest zawsze porządne nawilżanie. Kiedyś robiłam to nieregularnie, albo wcale, bo wydawało mi się, że moja skóra tego nie potrzebuje, a wręcz po kremach mam wypryski. Teraz sobie myślę, że zapewne po prostu coś mnie zapychało.. W kremach, oprócz parafiny, unikam PEG-ów, barwników, silikonu i oleju kokosowego (ale tylko jeśli jest wysoko w składzie, inaczej mi raczej nie szkodzi). Szukam za to ekstraktów, olei, naturalnych składników i maseł - czyli nawilżaczy, które odżywią skórę dogłębnie, a nie zostawią tłustą warstwę.

Myślę, że znów wybiorę się na kwasy teraz jesienią, ponieważ jest to pora idealna na takie zabiegi. Te zasady i aktualna pielęgnacja pozwalają mi ograniczyć pojawianie się wyprysków i tak naprawdę nawet przed okresem nie mam już na buzi dyskoteki. :)

Daj znać jakie Ty masz patenty na utrzymanie buzi bez wyprysków! 


Buziaki
Oktawia
Copyright © 2016 Kosmetykowy Zawrot Glowy , Blogger