Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem. Pokaż wszystkie posty
Trzy naturalne kremy miejskie

Trzy naturalne kremy miejskie

Hej!

Mam wrażenie, że kremy miejskie to nowość na rynku, a raczej ich popularność znacznie wzrosła  gdy pojawiły się apele o coraz to bardziej dokuczliwym i szkodliwym smogu. I.. cieszę się, że pojawiło się ich wiele, a ta gałąź kremów miejskich wciąż się rozrasta. Mają one za zadanie chronić skórę nie tylko przed smogiem, ale też przed wszelkimi zanieczyszczeniami jak dym papierosowy czy metale ciężkie, które są w powietrzu i na które narażona jest skóra w wielkomiejskiej dżungli. Bardzo często przypisywana jest im również ochrona przed promieniowaniem z komputera, tabletu czy telefonu. Takie kremy zazwyczaj pełne są antyoksydantów, wyciągów i wszystkiego co może skórę chronić i wzmacniać, bardzo często dodawany jest również SPF.

 

 


Czy warto się wiec takimi kremami zainteresować? Moim zdaniem zdecydowanie! Opowiem to na moim przykładzie..
Pochodzę z Kołobrzegu, to średnie miasto na północy Polski, nadmorskie uzdrowisko. Powietrze jest tam zdecydowanie czyste (zawsze wieje, absolutnie zawsze.. :D), jest dużo zieleni. Mieszkając tam bardzo rzadko czułam smród w powietrzu (w mieście nie ma kamienic, a jak są to odnowione i zazwyczaj znajdują się tam usługi typu fryzjer), latem jest ograniczenie dotyczące wjazdu samochodów ciężarowych, władze dbają, aby było możliwie ekologicznie (w końcu to uzdrowisko). Po przeprowadzce do Szczecina szybko zauważyłam różnicę w powietrzu, zimą bardzo często szybciej się męczyłam, bolały mnie płuca, a skóra była dosłownie pokryta warstwą brudu (widać to przy demakijażu). Jednak latem czy wiosną jest niewiele lepiej, bo jeździ bardzo dużo samochodów, a z kamienic unosi się często śmierdzący dym.




Tę różnicę czuję i widzę realnie. To nie jest oderwana eko-propaganda, a niestety rzeczywistość. Gdy zaczęłam zauważać jak brudna jest moja skóra,często również rozdrażniona, jak nawet woda, którą myję ''czyste'' ręce po spacerze robi się szarawa, jak włosy śmierdzą i są oblepione.. stwierdziłam, że krem miejski PRZYNAJMNIEJ zimą w większym mieście jest absolutną koniecznością w walce o ładną, zdrową cerę. Taki krem ma za zadanie tworzyć warstwę, aby to wszystko co było w powietrzu nie miało bezpośredniego kontaktu z twoją delikatną skórą! Akurat mam otwarte trzy kremy miejskie, wszystkie polskich, naturalnych marek i chętnie wam je ze sobą zestawię, także zapraszam na porównanie, bo mimo, że te kremy teoretycznie należą do tego samego zbioru to różnią się dosłownie wszystkim. Od składu, przez konsystencję, na opakowaniu kończąc.

Mokosh regenerujacy krem do twarzy anti-pollution malina 60ml 148zł


Dostępny jest w dwóch pojemnościach, 15ml i 60ml. Mam tę większą i nie spodziewałabym się, że w tym ciemnym, minimalistycznym słoiczku jest aż tyle kremu. Choć określenie krem w tym przypadku nie do końca mi pasuje, to dla mnie malinowy budyń do twarzy! I nie odbierz tego źle, ja bardzo lubię tę konsystencje, bo mimo pewnej ciężkości produkt wchłania się szybko, a na skórze po chwili robi się satynowy w kierunku matu - jak po silikonach. Na początku nawet szukałam ich w składzie.. :)


Krem bezproblemowo się aplikuje i nosi, spokojnie nakładam go pod makijaż. Mimo treściwej konsystencji polecałabym go raczej do cery normalnej, mieszanej i tłustej ze względu na jego wykończenie. Nie skusiłabym się raczej na niego przy cerze wrażliwej, bo mój facet właśnie taką cerę mam i pojawiło się u niego po aplikacji podrażnienie i zaczerwienienie. Raz też wszedł u mnie w reakcje z innym kosmetykiem i również pojawiło się podrażnienie. Krem też dość mocno pachnie, co na pewno nie każdemu będzie odpowiadało.

Skład: Aqua, Coco-Caprylate/Caprate•, Glyceryl stearate•, Argania Spinosa Kernel Oil, Cetearyl alcohol•, Glyceryl Stearate Citrate•, Cetearyl Olivate•,  Rubus Idaeus (Raspberry) Seed Oil, Oenothera Biennis (Evening Primrose) Oil, Sorbitan Olivate•, Propanediol•, Sodium Hyaluronate, Pyrus Malus (Apple) Juice, Prunus Persica (Peach) Juice, Triticum Vulgare (Wheat) Seed Extract, Hordeum Vulgare Seed Extract, Panax Ginseng Root Extract, Daucus Carota Sativa Root Oil, Squalane•, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Glucosyl Ceramide, Glycerin•, Tocopherol, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Cellulose, Glyceryl Caprylate•, Glyceryl Undecylenate•, Parfum, Dehydroacetic Acid••, Pentylene Glycol••, Benzyl Alcohol••
• Surowiec pochodzenia roślinnego
•• Zatwierdzony przez organizacje certyfikujące naturalne kosmetyki


Co sprawia, że nazywamy ten krem miejskim? Zawiera:
soki owocowe (z jabłek i brzoskwini) bogate w witaminy, kwasy owocowe oraz składniki mineralne wykazujące działanie przeciwrodnikowe,
 kompleks ekstraktów, który chroni przed działaniem metali ciężkich,
wyciąg z korznia rzeń-szenia, który wspomaga działanie antyoksydacyjne,
oleje roślinne, które są źródłem witaminy E, która chroni przed działaniem wolnych rodników

Orientana bio krem aktywnie ochronny anti pollution moringa i cytryniec 50ml 65zł



Pierwsze w oczy rzuca się tu opakowanie i jest ono.. wyróżniające! Niskie, a grubawe, na szczęście z air lessem (chyba? To znaczy, ze krem wypychany jest do góry). Bardzo wygodne w obsłudze, choć przez to, że jest grubawe, to jednak średnio się ten krem przewozi. Cała pompka to też dla mnie za dużo na jedną aplikację, ale spokojnie da się wycisnąć pół - to dla mnie ilość optymalna. Krem jest dość gęsty, rozprowadza się sprawnie, ma poślizg, ale jednocześnie trochę bieli i jest lekko tępawy (zapewne przez spf). Buzia się po nim świeci, a jednocześnie nie wytłuszcza się, choć.. czuć go na skórze, jest dość ciężki. To w moim odczuciu idealny krem miejski na mrozy, bo otula skórę! 

Raczej nada się do cery mieszanej, ale nie mocno przetłuszczającej się i normalnej. Przy cerze tłustej może być za ciężki, a przy suchej za to za mało nawilżający(chyba, że da się pod spód na przykład nawilżające serum). Z tej trójki to właśnie krem z Orientany zabrałabym na zimową wycieczkę w góry! Ma zapach naturalny i bardzo lekki jak na tę markę.

Skład:  Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Isoamyl Laurate, Cetearyl Alcohol, Propanediol Dicaprylate, Solanum Lycopersicum Seed Oil, Ethylhexyl Triazone, Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine, Glyceryl Stearate Citrate, Diethyloamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate, Tocopherol, Moringa Pterygosperma Seed Extract, Schisandra Chinensis Fruit Extract, Sodium Hyaluronate, Helianthus Annuus Seed Oil, Propanediol, Xanthan Gum, Sodium Stearoyl Glutamate, Glyceryl Caprylate, Sodium Phytate, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, Leuconostoc/Radish Root Ferment Filtrate, Perfum, Citric Acid.

Śmiało można go nazwać kremem miejskim, bo zawarty w nim ekstrakt z nasion moringi tworzy warstwę chroniącą przed zanieczyszczeniami powietrza, w tym smogiem, oraz wzmacnia procesy antyoksydacyjne. Znajdziemy tu również ekstrakt z cytryńca, który chroni przed toksynami i zanieczyszczeniami z powietrza. Dodatkowo zawiera niski (15) faktor SPF, który jest dodatkowym atutem i spełnia działanie ochronne przed promieniowaniem.

Creamy For your fusion 30g 199zł

 

Najlżejszy z trzech przedstawionych tu kremów miejskich. Ma konsystencję lekko podbitej śmietany, bardzo przyjemny i delikatny. To małe, szklane opakowanie skrywa 30g produktu, a do tego można je marce odesłać i otrzymać rabat na zakupy #lesswaste !
Dla mnie to typowo dzienny krem do cery normalnej, mieszanej, a może i nawet przetłuszczającej się. Po jego nałożeniu rano od razu czuć takie złagodzenie i otulenie skóry, ale bez obtłuszczenia, bo krem wchłania się po chwili całkowicie zostawiając cerę rozświetloną, a skóra jest miękka i odżywiona! Po tym kremie wszelkie niedoskonałości, podrażnienia, wysypki czy alergie są złagodzone i od razu przynosi ulgę.

Skład: Rosa Damascena Flower Water, Carapa Guaianensis Seed Oil, Moringa Oleifera Seed Oil, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Sclerocarya Birrea Seed Oil, Shea Butter Ethyl Esters, Cetearyl Olivate, Aqua, Glycerin, Sorbitan Olivate, Cetyl Alcohol, Glycine Soja Seed Extract, Tocopherol, Glyceryl Stearate, Bisabolol, Euterpe Oleracea Fruit Extract, Ceramide 2, Helianthus Annuus Seed Oil, Rosmarinus Officinalis Extract, Xanthan Gum, Sodium Phytate, Citric acid, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate

Skład jest tutaj bardzo konkretny, zwróćcie uwagę, ze zamiast wody jest hydrolat. Krem pachnie bardzo naturalnie, producent określa to jako zapach botaniczny. A dlaczego jest to krem miejski? Kluczowy olej moringa wykazuje działanie odżywcze, ale również przeciwzapalne, olej jojoba za to wzmacnia skórę, a olej marula chroni ją przed czynnikami zewnętrznymi. Jest również ekstrakt z owoców acai bogaty w przeciwutleniacze i składniki mineralne, a bisabolol łagodzi rozdrażnioną i wrażliwą cerę.

Od góry : Creamy, Mokosh, Orientana


Jeśli mam wybierać, to na co dzień w cieplejsze dni wybrałabym Creamy, a na zimę i w góry  Orientanę. Mokosh polecam do skóry, która potrzebuje lekkiego otulenia i dawki odżywienia na dzień, ale zdecydowanie nie do cery wrażliwej. Testowałam te produkty w różnych warunkach, solo i pod makijaż.. Creamy mam na jedno użycie, Mokosha jest pół i Orientany też około pół! :)
Kremy tutaj przedstawione nie są tanie, zdecydowanie. I niestety ten najdroższy podoba mi się najbardziej. Przy nazwach zostawiłam wam linki gdzie możecie przejść od razu na stronę producenta!

Mam nadzieję, że pomogłam i jeśli nigdy wcześniej nie miałaś kremu miejskiego, a mieszkasz w dużym mieście.. to teraz się na niego zdecydujesz! :) 

Buziaki
Oktawia
Który z kremów Creamy wybrać? Analiza składu, porównanie konsystencji i działania!

Który z kremów Creamy wybrać? Analiza składu, porównanie konsystencji i działania!

Hej!

Dziś będzie mocno merytorycznie, mam taką nadzieję przynajmniej.. :) porównam dla was pod każdym kątem kremy Creamy, tak aby każda z was wiedziała w którym kierunku podążać! Będzie o składzie, konsystencji, działaniu i dopasowaniu do cery. Zainteresowana?

 

 


Co prawda poświęciłam już Creamy jeden post (klik), gdzie opisałam zarówno ich dwa produkty i przybliżyłam filozofię marki, ale po krótce przypomnę. To firma polska, założona i prowadzona w Warszawie, która kieruje się nurtem less waste. Kosmetyki wyrabiane są ręcznie, małymi partiami. Creamy codziennie przyczynia się do ograniczenia ilości produkowanych śmieci np wysyłając paczuszki oklejone papierową taśmą, używając sianka i bibułek do oklejenia oraz skupując opakowania po zużytych kosmetykach!



Nie muszę chyba dodawać, że wszystkie ich produkty są w szkle? Oprócz tego marka wspiera kobiety na Haiti, skąd pochodzi ich olej moringa - dbają o to, aby kobiety pracujące przy przy uprawie moringi miały godziwe płace i możliwość edukowania dzieci.
 

Jakiś czas temu Creamy wypuściło dwa nowe kremy, ale zniknęła kultowa moringa forever.. cóż! Została ona zastąpiona inną nazwą: Moringa Forever&Ever, a dołączył do niej For Your Fusion (klik).


Nowy maluszek jest zdecydowanie lżejszy. Ma konsystencję bardzo puszystej pianki, jak ubite masełko! Na buzi nie zostawia tak dużej warstwy okluzyjnej, ale jednocześnie odżywia i nawilża skóre na bardzo wysokim poziomie. Przy pierwszym zetknięciu może wydawać się tłustawy, ale tak naprawdę przy rozsmarowywaniu i wklepaniu wartwa się wchłania i zostaje jedynie pięknie nawilżona skóra.



 Krem dedykowany jest szczególnie skórze mieszanej i tłustej, chociaż przy cerze suchej spokojnie pokusiłabym się na niego szczególnie na dzień! Ze względu na to, że For Your Fusion jest równeż kremem miejskim, chroniącym przez wszelkimi zanieczyszczeniami z powietrza.


Co mi się najbardziej podoba w składach kremów od Creamy to fakt, że są one oparte o hydrolat. Przeanalizujmy sobie jednak cały skład:

 - Rosa Damascena Flower Water - hydrolat różany, który pięknie łagodzi
-Carapa Guaianensis Seed Oil - olej prosto z Amazonii! Tłoczony jest z orzechów, wykazuje działanie antybakteryjne i przeciwzapalne (dlatego też świetnie się sprawdzi przy cerze problematycznej!), ale także świetnie nawilża regeneruje skórę
- Moringa Oleifera Seed Oil - flagowy olej moringa, prosto z Haiti!Tłoczony jest tam z drzewa życia, a charakteryzuje się działaniem nawilżającym i przeciwzapalnym,
- Simmondsia Chinensis Seed Oil - inaczej zwany jako olej jojoba. Tworzy niezbyt tłustą warstwę, a jednocześnie chroni skórę przed czynnikami zewnętrznymi! Wykazuje działanie odżywcze,regulujące sebum i nawilżające, a przy tym jest niesamowicie biokompatybilny ze skórą (jest podobny do naszego sebum, ponieważ zawiera skwalen!) Uszczelnia też płaszcz hydrolipidowy.
- Sclerocarya Birrea Seed Oil - znany bardziej jako olej marula! Wzmacnia nawilżenie, przyspiesza gojenie ran i stanów zapalnych (w tym trądziku!), reguluje skórę trądzikową i co najważniejsze, zawiera wiele antyoksydantów. Chroni również przed czynnikami zewnętrznymi.
 -Shea Butter Ethyl Esters - ester z masla shea, nawilża i zmiękcza skórę.
-Cetearyl Olivate - naturalny emulgator, dozwolony w kosmetykach organicznych i naturalnych
-Aqua- :) woda :)
- Glycerin - nawilża i ułatwia wchłanianie innych substancji w głąb skóry :)
-Sorbitan Olivate - głównie emulgator
-Cetyl Alcohol - tworzy warstwe okluzyjną
-Glycine Soja Seed Extract - wyciąg z ziaren soi, uelastycznia i działa przeciwdziała wolnym rodnikom. Polecany szczególnie cerom dojrzałym, uważany jest za naturalny wypełniacz.
-Tocopherol - często przedstawiany jako witamina młodości czyli.. witamina E, stosowana jako naturalny konserwant. Działa również przeciwzapalnie, przyspiesza gojenie ran i poprawia nawilżenie.
-Glyceryl Stearate - tworzy warstwę okluzyjną, działa pośrednio nawilżająco
-Bisabolol - działa antyseptycznie, łagodzące, przeciwzapalne.
-Euterpe Oleracea Fruit Extract - ekstrakt z jagód acai, czyli bogactwo składników mineralnych i przeciwutleniaczy, które chronią przed czynnikami zewnętrznymi. Wykazuje również silne działanie przeciwstarzeniowe.
-Ceramide 2 - lipidy, zmiękczają i kondycjonują skórę. Ważny składnik cementu międzykomórkowego.
- Helianthus Annuus Seed Oil- olej słonecznikowy, ma działanie przeciwrodnikowe i przeciwzapalne.
-Rosmarinus Officinalis Extract - wyciąg z rozmarynu, działa przeciwzapalnie, przeciwgrzybicznie i anybakteryjnie. Pobudza krążenie i łagodzi, przyspiesza gojenie.
- Xanthan Gum - emulgator, podnosi lepkość i stabilizuje.
-Sodium Phytate- substancja chelatująca
-Citric acid - kwas cytrynowy, występuje naturalnie w przyrodzie. Zwiększa trwałoć kosmetyku, a także jest regulatorem pH.
-Benzyl Alcohol- imituje aromat jaśminu, jest również konserwantem.
-Dehydroacetic Acid - łagodny konserwant 
- Potassium Sorbate - chroni kosmetyk przed wtórnym zakażeniem mikroorganizmów np przez nabieranie kremu palcem
- Sodium Benzoate - substancja konserwująca

Nie ma się do czego przyczepić, prawda?  Przy tak bogatym składzie krem wydaje się naprawdę dość lekki i ekspresowo się wchłania, po chwili skóra jest matowa i napięta! Świetnie sprawdza się pod makijaż, ale też nie wytłuszczam się gdy noszę go w dni no makeup. Lubię go również na noc, bo pięknie łagodzi wszelkie niedoskonałości i podrażnienia.

po lewej for your fusion, po prawej moringa forever


Moringa forever&ever (klik) jest za to zdecydowanie cięższą wersją. To już naprawdę bogaty również w konsystencji krem. Oparty o hydrolat z lipy, którry skutecznie łągodzi podrażnienia. Jest oczywiście olej moringa pełen składników odżywczych, olej sezamowy, które jest źródłem przeciwutleniaczy o silnym działaniu przeciwstarzeniowym oraz masło kakaowe, które doskonale regeneruje i odżywia skórę.



 Z ciekawych i niespotykanych składników jest również ekstrakt z tarczycy bajkalskiej, który ma za zadanie odżywiać i poprawiać kondycję skóry, zmiękcza i uelastycznia. Są również ceramidy czy wspomniany bisabolol.



Tilia Cordata Flower Water, Moringa Oleifera Seed Oil, Propanediol, Shea Butter Ethyl Esters, Cetearyl Olivate, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Sorbitan Olivate, Sesamum Indicum Seed Oil, Cetyl Alcohol, Theobroma Cacao Seed Butter, Glycine Soja Seed Extract,Tocopherol, Glyceryl Stearate, Bisabolol, Baicalin, Ceramide 2, Helianthus Annuus Seed Oil, Rosmarinus Officinalis Extract, Aqua, Xanthan Gum, Sodium Phytate, Citric acid, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid.

Myślę, że krem nie bez powodu dedykowany jest cerze dojrzałej lub wymagającej szczególnej pielęgnacji (odżywienia, nawilżenia, natłuszczenia..) i przy cerze tlustej czy mieszanej może bywać za ciężki. Ja natomiast używam tego kremu 2- 3 razy w tygodniu jako mocno regenerującą i odżywczą maskę całonocną i.. działanie jest niesamowite. Rano widzę, jak skóra jest rozświetlona, wygładzona i niczego jej nie brakuje.

po lewej for your fusion, po prawej stara i nowa wersja moringi forever


Oba kremy znam bardzo dobrze, mam je właściwie prawie zużyte. Oba uwielbiam! Jeśli twoja skóra wariuje, spróbuj mniejszej wersji For Your Fusion, ale jednak jeśli masz cere suchą - weż moringe forever&ever! 

 Wersja 8g kosztuje 59zł, a 30 g 199zł! 

Który z kremów chciałabyś wypróbować? For your fusion czy moringa forever&ever? 


Buziaki
Oktawia 

Post powstał we współpracy z marką Creamy, co jednak nie miało wpływu na moją opinię. 
Pod lupą : Selfie project

Pod lupą : Selfie project

Hej!

Na markę Selfie project zwróciłam uwagę w Rossmannie, ale jakoś nie przypatrywałam jej się. Co prawda pooglądałam kilka ich kosmetyków, jednak ostatecznie odkładałam je na półkę. Głównie dlatego, że to marka która skupia się na nastolatkach i nie sądziłam, że tego typu kosmetyki sprawdzą się przy mojej dość problematycznej cerze.

Przygotowałam dla was recenzję czterech kosmetyków, z dwóch zupełnie innych perspektyw oraz cer. To debiut mojej siostry na moim blogu, ale mam nadzieję, że ta forma przypadnie wam do gustu!

 

 


Może najpierw coś o nas:
Ja, Oktawia, lat 22. Mam problemy z cerą już od podstawówki, nasiliły się one w gimnazjum. Zaczęłam wtedy chodzić do kosmetyczki na różne zabiegi, ale działało to na chwilę. Udało mi się opanować sytuację dopiero hormonami, ale musiałam je odstawić po jakimś czasie. Aktualnie moja cera jest mieszana w kierunku tłustej. Mam trochę rozszerzonych porów na czole, ale moim głównym problemem są zaskórniki oraz pojedyncze wypryski. Niestety mam dość mocny problem z przetłuszczaniem na czole oraz na nosie.
Moja siostra, Julia, lat 13. Jej cerę określiłabym jako normalną w kierunku mieszanej. Pojawiają się u niej pojedyncze, większe wypryski, ale raczej zdarza się to rzadko. Ma za to sporo zaskórników na nosie, niewiele za to na czole i brodzie. Nie ma za specjalnych problemów z przetłuszczaniem, raczej jej policzki potrafią się przesuszyć, jeśli się nie kremuje.

Jak widzie - zupełnie dwie różne cery. Ale! Obie mamy problem z zapychaniem po niektórych kosmetykach (choć ja zdecydowanie częściej tak reaguję) i z podrażnieniami, jeśli jakiś produkt jest naprawdę..mocny ;)

 Aktywny peeling myjący


Moja opinia

Zacznę może od opakowania, które naprawdę mi się podoba i gdyby takie kosmetyki były w Rossmannie, gdy ja byłam nastolatką, na pewno bym się skusiła. Kosmetyk zamknięty jest w miękkiej tubce, także spokojnie będzie można go zużyć w 100%, a zamknięcie jest na klik. Peeling jest dość rzadki, może nawet lekko spływać z dłoni, ale mi to jakoś szczególnie nie przeszkadza. Pachnie bosko - zapewne przez dodatek kaktusa. Zapach nie jest jakoś szczególnie intensywny, ale czuć go podczas całego masażu twarzy.
Drobinki peelingujące są niewielkie i tak naprawdę jest ich niewiele. Jednak bez problemu można znaleźć te kuleczki węglowe, o których wspomina producent, a one pękają pod pływem lekkiego nacisku! Mogłoby się więc wydawać, że jest to słaby zdzierak i.. moim zdaniem jest akurat. Martwy naskórek jest złuszczony, ale nie ma przesadnego tarcia i uczucia zdzierania połowy twarzy :D
Skóra po tym peelingu jest gładka, promienna i odświeżona. Pory są zdecydowanie mniej widoczne, a niedoskonałości nie roznoszą się. Na drugi dzień (jeśli używam tego peelingu wieczorem) czoło wyraźnie mniej się przetłuszcza! Myślę, że warto też wspomnieć o tym, że nawet już po wytarciu skóra nie jest ściągnięta, ani nie przesusza się, więc nie muszę się spieszyć z użyciem toniku czy kremu.
To łagodny produkt, który poleciłabym niezależnie od wieku. Możliwe, że sprawdzi się również przy cerach, które mają problem z przesuszeniem.



Opinia Julii

Wydobycie peelingu jest bezproblemowe i moim zdaniem ma najlepsza dla tego typu produktu konsystencje - jest dość wodnisty, z niewielką ilościa drobinek. Dzięki temu nie jest tak szorstki. :) Wszystko łatwo i przyjemnie się zmywa, a skóra po jego użyciu jest wygładzona - pod ręką nie czuć żadnych zaskórnikow. Nie pojawiło się nawet minimalne uczucie dyskomfortu, a efekt był natychmiastowy. Nie zauważyłam też nowych niedoskonałości, a te które już były stały się mniej widoczne. Bardzo ładnie, delikatnie pachnie.

Skład :  Aqua, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Hydrated Silica, Cereus Grandiflorus (Cactus) Flower Extract, Carbon Black, Lactose, Microcrystalline Cellulose, Carbomer, Xanthan Gum, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Coceth-7, PPG-1-PEG-9 Lauryl Glycol Ether, Triethanolamine, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Sorbic Acid, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Parfum, Linalool, Limonene.

Czarna maska peel-off


Moja opinia

 Fajna, poręczna tubka i zamknięcie na klik - czyli tak jak lubię! W środku znajduje się czarna maseczka, która po zastygnięciu ma nam dosłownie powyrywać wągry. Jest ona bardzo gęsta, jak smoła, ale wyciśnięcie jej nie jest żadnym problemem. Łatwo przykleja się do skóry, więc aplikacja trwa chwilę - ja używam tej maski tylko na nos, czoło i brodę. Zastyga w miarę szybko, ale niestety nie ściąga się jej w całości. Muszę domywać resztki, co już nie jest tak przyjemne.
Faktycznie na masce widać wyrwane zaskórniki, ale nie jest ich wiele. Raczej widać mini-włoski, które się wyrwały podczas ściągania, choć nie jest ono bolesne. Efekt nie jest wow, choć skóra po jest mega gładka!


Opinia Julii

Samo wydobycie maski jest bezproblemowe, nakłada się w porządku mimo ze jest ona gęsta. Zrywa się ona bezboleśnie, ale nie schodzi cała (duży płat, ale są pozostałości ktore trzeba zmyc woda).
Maska wyrwała niewiele zaskórników,  ale wydawaly sie one mniejsze. Skóra byla podrazniona przez okolo 10-15 minut. Podoba mi się zapach maski.

Skład : Aqua, Polyvinyl Alcohol, Alcohol, Propylene Glycol, VA/Crotonates Copolymer, Glycyrrhiza Glabra Root Extract, Charcoal Powder, Hamamelis Virginiana (Witch Hazel) Leaf Water, Citrus Paradisi Fruit Extract, Glycerin, Xanthan Gum, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Parfum, Citric Acid, Sodium Benzoate, Sorbic Acid, Potassium Sorbate, Sodium Dehydroacetate, Polyglyceryl-10 Stearate, Polyglycerin-10, Polyglyceryl-10 Myristate.

Łagodny tonik oczyszczający


Moja opinia:

Już jakiś czas temu ukochałam sobie toniki, które zamknięte są w opakowaniach z atomizerem. Rozpyla on naprawdę przyjemną mgiełkę. Podczas psikania czuć piękny, jakby lekko cytrusowy zapach. Skóra po użyciu toniku jest ukojona, uczucie ściągnięcia od razu znika, a pojawia się odświeżenie. Zapobiega też powstaniu niedoskonałości, a jak już coś mi wyskoczy to szybciej znika. Ważne dla mnie jest to, że nie ma alkoholu i dzięki temu działa antybakteryjnie, ale nie wysusza.
To mój ulubieniec spośród tych czterech produktów!





Opinia Julii 

Tonik zamknięty w butelce z atomizerem, który rozpyla fajna mgiełkę, to najwygodniejsza opcja, bo nie trzeba dodatkowo używać wacików. Potrzebuje tylko dwa psiknięcia żeby cala buzia była stonizowana. Użytkowanie jest przyjemne, tym bardziej ze tonik ma fajny zapach. Odświeża, odpręża, zapobiega powstawaniu niedoskonałości, a przy tym nie wysusza. Twarz jest jakby rozświetlona,a niedoskonałości staja się mniej widoczne.

Skład : Aqua, Glycerin, Prunus Serrulata Flower Extract, Zinc PCA, Mandelic Acid, Panthenol, Allantoin, Maltooligosyl Glucoside, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Glycereth-18, Glycereth-18 Ethyhexanoate, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Tetrasodium EDTA, Triethanolamine, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Parfum, Linalool, Limonene.

Lekki krem matująco nawilżający


Moja opinia :

Tutaj znowu klasyczna tubka z zamknięciem na klik i, jeśli jesteście ze mną dłużej, to pewnie wiecie, że nie znoszę grzebania palcami w kosmetykach, więc dla mnie to najlepsze rozwiązanie! Kolor kremu jest zaskakujący, bo.. niebieski, a zapach jest równie ładny co w pozostałych kosmetykach. Konsystencja jest lekka i nietłusta, a krem wchłania się praktycznie od razu. Dzięki temu można go używać pod makijaż bez czekania, bo nie zostawia żadnej warstwy i twarz się po nim nie klei.
Krem lekko nawilża i daje takie satynowy, bardzo naturalny efekt. Na pewno nie jest to typowy, mocno matujący krem. Na mojej tłustej cerze widać było jednak różnice i wyświecałam się po nim później niż zazwyczaj. Na szczęście mnie nie zapchał, nie wystąpiło też żadne podrażnienie. Według mnie to fajny krem, ale raczej do cery, która nie ma przesadnych problemów (z przetłuszczaniem czy trądzikiem)



Opinia Julii : 

Podoba mi się to, że zamknięty jest w tubce. Ma lekko wodnista konsystencje, dzięki temu jest lekki, nieodczuwalny na buzi. Bardzo szybko sie wchłania, ale zostawia delikatną warstwę. Skóra jest rozświetlona i nawilżona, ale zupełnie nie tłusta. Zapobiega pojawianiu się nowych niedoskonałości i nie zapycha, nie podrażnia. Ładnie pachnie, najładniej ze wszystkich czterech produktów. Skóra po nim wygląda naturalnie.

Skład :  Caprylic/Capric Triglyceride, Glycerin, Isododecane, Glyceryl Stearate Citrate,
Hydrogenated Didecene, C.I. 77891, Glyceryl Stearate, Butyrospermum Parkii Butter, Isostearyl
Isostearate, Hydrogenated Tetradecenyl / Methylpentadecene, Dimethicone, Pentaerythrityl
Tetraisostearate, Charcoal Powder, Globularia Alypum Extract, Capryloyl Glycine, Allantoin,
Tocopheryl Acetate, Xylitylyglucoside, Hexylene Glycol, Dimethicone Crosspolymer, Sodium
Potassium Aluminum Silicate, Silica, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Ammonium
Acryloyldimethyltaurate/VP Copolymer, Mica, Tin Oxide, Tetrasodium EDTA, Phenoxyethanol,
Ethylhexylglycerin, Parfum, Buthylphenyl Methylpropional, Citronellol, Limonene, Linalool.




Ja:
Te kosmetyki głównie poleciłabym młodym osobom, ale ja również jestem z nich zadowolona! Szczególnie zadowolona jestem z toniku, ale równie przyjemnie używa mi się peelingu i kremu. Nie do końca sprawdziła się u mnie tylko ta maska. 

Julia:
Najbardziej do gustu przypadł mi tonik i krem, ale peeling również bardzo polubiłam. Wszystkie trzy produkty poleciłabym koleżankom, niestety maska się u mnie nie sprawdziła.


Jestem ciekawa czy wy miałyście styczność z tymi kosmetykami! Ja się miło zaskoczyłam i chętnie przetestuję jeszcze inne produkty tej marki - może maseczki? 

Buziaki
Oktawia
Piękna z natury! Pielęgnacja ciała marką Gaja.

Piękna z natury! Pielęgnacja ciała marką Gaja.

Hej!

Zimą i jesienią dużo bardziej przykładam się pielęgnacji. W okresie grzewczym moja skóra się buntuje i ciało robi się suche, szczególnie nogi. To niby nic dziwnego, wystarczy się pobalsamować, nakremować i po sprawie.. Ale nie w moim przypadku! Ja naprawdę nie lubię tego robić, od zawsze. Zmuszam się, mówię sobie, że od teraz będę regularna.. ale zazwyczaj kończy się to fiaskiem. Tym razem jest jednak inaczej, sukces, przełom! :D



Miałam przyjemność testować trzy produkty marki Gaja. To co ich wyróżnia to fakt, że większość kosmetyków można stosować do całego ciała - dosłownie można wysmarować się od stóp do głów! Bazują one na naturalnych, prostych składach. Również opakowania są minimalistyczne, odkręcane z metalowym akcentem! Są wykonane z miękkiego plastiku, dzięki czemu są lekkie. Na każdym z nich jest znaczek, że kosmetyki nie były testowane na zwierzętach.


Pierwszy z produktów, który wylądował u mnie w łazience był krem z kolagenem, przeznaczony na delikatne partie ciała. Nałożyłam go wtedy na bardzo suchą skórę na nogach po kąpieli i to był mój ostatni krok w łazience, zaraz po tym poszłam do pokoju i.. jakie było moje zdziwienie, gdy wszystko już się wchłonęło i wyschło, a ja spokojnie mogłam się do razu położyć do łóżka! Po tej konsystencji totalnie się tego nie spodziewałam, tym bardziej że krem nie zostawił nawet żadnej tłustej warstwy. To jeden z tych produktów, po którym możemy ubrać spodnie :D


 Konsystencja jest kremowa, bogata, a zarazem leciutka. Krem po ciele rozprowadza się jak masełko, ale wchłania się w mig zostawiając skórę nawilżoną, a nie tłustą! Daje uczucie ukojenia i otulenia, co jest bardzo ważne przy mocno przesuszonej skórze, która wręcz szczypie.
Zapach jest subtelny, delikatny. Nawet nie wiem do czego go porównać, ale bardzo mi się podoba.


Kremu używałam na całe ciało, nawilżałam nim nie tylko nogi, ale też dłonie, łokcie, nakładałam na dekolt czy buzie. Nigdzie mnie nie podrażnił, ani nie zapchał.Wydajność jest naprawdę super, ale oczywiście zależy ona od tego na jakie partie ciała i jak często będziemy kosmetyk nakładać. Ja mam wersję 300ml, która kosztuje 30zł, ale dostępna jest również opcja 100ml za 20zł.

Skład : Aqua, Cocos Nucifera Oil, Cetearyl Alcohol, Zea Mays Germ Oil, Stearic Acid, Polysorbate60, Ricinus Communis Seed Oil, Hydrogenated Castor Oil, Copernicia Cerifera Wax, Isopropyl Myristate, Sorbitol, Collagen, Lactic Acid, Tocopherol, Beta-Sitosterol, Squalane, Parfum, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Carbomer, Sodium Hydroxide, Hexyl Cinnamal, Aplha-lsomethyl lonone, Linalool, Benzyl Salicylate.

Link do kremu - > klik

Równocześnie z kremem z kolagenem do łazienki trafił krem powabna..


Czyli antycellulitis. Miałam kilka podejść do takich produktów, ale zawsze byłam szybko zniechęcona i nie widziałam żadnych efektów. Tym razem podeszłam do sprawy inaczej i codziennie smarowałam tylko jedno udo, żeby różnica była zauważalna dla mnie gołym okiem. Moja pierwsza aplikacja była sporym zaskoczeniem, bo po wyjściu z łazienki i krzątaniu się po domu facet zapytał mnie czemu mam tak czerwone udo i co mi się dzieje.. Okazało się, że to ten produkt tak rozgrzewa. Towarzyszy temu pieczenie/szczypanie, ale jest ono totalnie do przejścia (dla każdego skoro ja wytrzymałam, mnie boli dosłownie wszystko, nawet pobieranie krwi :P) i trwa dosłownie kilka minut. Co prawda używałam kiedyś tak rozgrzewających produktów, ale zazwyczaj kończyło się na kilku aplikacjach, bo uczucie było nie do zniesienia. Tutaj spokojnie używałam kremu regularnie przez około 3 tygodnie.


Konsystencja jest kremowa, ale krem szybko się wchłania bez uczucia lepkości. Pachnie intensywnie, korzennie, więc na pewno nie jest to nuta zapachowa dla każdego. Podczas aplikacji musimy pamiętać, żeby się gdzieś nie dotknąć, bo wszędzie zostają po nim czerwone plamy (około 20 minut) i skóra lekko piecze. Po trzeba koniecznie umyć ręce! Nie polecałabym też stosowania na uszkodzoną czy podrażnioną skórę.


Wszystko brzmi super, ale.. to naprawdę działa. Pierwsze mini efekty i różnice zauważyłam po około tygodniu/dwóch. Udo było bardziej jędrne, skóra naprężona i wygładzona. Oczywiście krem nie sprawi, że nagle będę miała jedną nogę jak modelka, a drugą normalną, bo do tego trzeba byłoby dołożyć dietę i regularne ćwiczenia! Przerwałam tę kurację, ale wrócę do niej na wiosnę, tym razem zamierzam smarować obie nogi :D
Nie używałam tego kosmetyku dużo ilościowo, po 3 tygodniach ubytek był niewielki. Mam wersję 100ml, która kosztuje 30zł, ale można od razu wziąć 300ml za 40zł.

Skład : Aqua, Cetearyl alcohol & Cetearyl glucoside, Glycerinum, Calendula Officinalis extract & Cocos Nucifera oil, Cocos Nucifera Oil, Propylene Glycol & Hedera Helix & Gingko Biloba & Algae & Aesculus Hyppocastanum Extract, Olea Europea Oil, Zea Mays Germ Oil, Isopropylmiristrate, Caffeine, Arnica Montana Extract, Dipropylene Glycol & Caprylyl Glycol, Phenoxyethanol, Citrus Aurantium Dulcis Peel Oil, Benzyl Nicotinate, Cinnamomum Cassia Oil, Sodium hydroxide, Xantan gum, Citric Acid, Tocopheryl Nicotinate, Carbomer, Retinol, Sorbitolum.

Link do kremu - > klik 


Jako trzeci i ostatni, w mojej łazience zagościł żel nagietkowy z ekstraktem z aloesu. Właściwie nie wiedziałam jak go używać i czego oczekiwać, a w dodatku ten jego intensywny kolor.. :D Zdziwiła mnie również konsystencja, bo ten żel w opakowaniu jest trochę jak galaretka, ale.. najgorszy dla mnie do przeżycia jest tutaj zapach. Według mnie jest on bardzo nieprzyjemny i z tego względu produkt nakładałam tylko na nogi. :)


Żel pod wpływem ciepła skóry staje się mniej zbity i przybiera bardziej żelową, niż galaretkową konsystencję, dzięki temu z łatwością się go rozprowadza. Wchłania się szybko, w kilka minut, i nie zostawia po sobie klejącej warstwy. Natychmiastowo odżywia i nawilża skórę, ale co zdziwiło mnie najbardziej to fakt, że wygląda ona po prostu.. zdrowiej. Przez swoją żółtą barwę poprawia koloryt, choć producent o tym nie informuje. Nie jest to efekt jak po samoopalaczu, czy nawet najlżejszym kremie brązującym, ponieważ jest niezwykle subtelny. Myślę, że widoczne jest to tylko przy bardzo jasnych karnacjach.


 Myślę, że ten żel fajnie sprawdziłby się np po opalaniu, czy właśnie w cieplejszym okresie. O dziwo, mimo jego zapachu, naprawdę podoba mi się to jak działa! Ja mam wersję 300ml, która kosztuje 30zł, wersja 100ml to 20zł :)
P.s. myślę, że to byłby świetny kosmetyk do twarzy właśnie ze względu na konsystencję i wchłanianie oraz właściwości! :)
Link do żelu  ->klik

Skład : Aqua, Calendula Officinals Flower Extract, Propylene Glycol, Isopropyl Myristate, Aloe Barbadensis Extract, Panthenol, Cocos Nucifera Oil, Cetearyl Aclohol, Sorbitol, Glycerin, Polysorbate 60, Butyrospermum Parkii Butter, Tocopherol, Beta-Sitosterol, Squalane, Lactic Acid, Carbomer, Phenaxyethanol, Caprylyl Glycol, Sodium Hydroxide, Parfum Cinnamyl Aclohol, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyde, Citronellol, Geraniol, Amyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Butylphenyl Methylpropional, Isoeugenol, Cl 16255, Cl 19140.

Ciężko byłoby mi z tej trójki wybrać faworyta, bo każdy z tych produktów działa inaczej. Można ich używać przez pół roku od otwarcia, a ze względu na to, że można je stosować na całe ciało, nie będzie to aż takim wyzwaniem, mimo sporych pojemności! Choć jeśli się obawiacie,że się nie sprawdzą lub wolicie coś mniejszego - są jeszcze wersje 100ml, tak jak ten krem powabna. Jestem szczerze zadowolona z tych produktów, a dwa z nich mogłyście już zobaczyć w ulubieńcach - >klik

Oprócz strony, którą podałam po każdej recenzji, produkty marki Gaja znajdziecie również w drogerii Lilaróż!(klik

Co Ci wpadło najbardziej w oko? A może znasz te produkty?

Buziaki
Oktawia
Moja poranna pielęgnacja - lato

Moja poranna pielęgnacja - lato

Hej! 

Lato już oficjalnie się rozpoczęło - nareszcie! W tym okresie częściej chodzę bez makijażu, a moja pielęgnacja trochę się zmienia. Jeśli jesteś ciekawa jak dbam o twarz codziennie rano zapraszam do dalszej części wpisu :) 



Od jakiegoś czasu regularnie sięgam po tonik. Co prawda od zawsze tonizuję twarz wieczorem, ale przy stosowaniu go rano widzę fajne efekty. Szczególnie polubiłam się z wersją różaną od Evree (klik), ponieważ nawilża i daje, pożądane rano, uczucie odświeżenia. Oprócz samego produktu uwielbiam ten atomizer, który rozpyla delikatną mgiełkę! <3
Od kiedy wyrównuję pH rano nie mam już takiego problemu z ciemniejącymi podkładami. Nie chcę tutaj jednak rozwodzić się na ten temat, ale zachęcam do googlania jeśli też macie z tym problem. :)


Daje tonikowi chwilę, żeby się wchłonął, a w międzyczasie dbam o usta. Niestety są one z natury bardzo suche..


Peeling rano robię tylko wtedy, gdy planuję nałożyć na usta matową szminkę. Ostatnio używam lip scrubu z Lush'a w wersji bubblegum (klik)


Po Carmexa wiśniowego(klik) sięgam za to każdego ranka, bo jako jeden z niewielu naprawdę nawilża moje usta na dłużej. Do tego ma SPF 15 - mało, ale zawsze coś! :) 
W tym czasie tonik się wchłonął, a ja wracam do pielęgnacji skóry. Najczęściej zaczynam od okolicy pod oczami.

Krem odżywczy z Vianka to dla mnie nowość i używałam go dopiero kilka razy - kupiłam go typowo do stosowania na dzień, pod makijaż. Jak narazie spisuje się na medal, ale to jeszcze nie czas na werdykt :D Za to Panda's Dream od Tony Moly (klik) używam zazwyczaj na wieczór, ale gdy nie miałam innego kremu pod oczy ten też fajnie spisywał się na dzień. Nie lubi się niestety z niektórymi korektorami i może się ważyć - trzeba mieć to na uwadze. Fajnie odświeża i dlatego najlepiej jest go używać prosto z lodówki!


Na twarz nakładam albo krem z filtrem 50+ z Iwostinu, albo krem z serii pep-start od Clinique.
Po filtr sięgam, gdy wiem, że spędzę więcej czasu na zewnątrz - jestem po leczeniu u dermatologa i filtry to u mnie must have. Ja mam wersję do skóry tłustej/trądzikowej, która ma matować. Nie nazwała bym jej tak, ale mniej się świeci, w porównaniu do innych filtrów. Jego konsystencja jest ciężka i kremowa,  więc odpuszczam go gdy bardzo się spieszę. Makijaż nałożony na niego od razu brzydko się waży, ale gdy odczekam chwilę wszystko wygląda normalnie :)

po lewej Clinique, po prawej filtr z Iwostinu

Za to HydroBlur Moisturizer od Clinique (klik) jest mega lekki, nawilża i daje efekt mega wygładzonej skóry. Ma naprawdę matowe wykończenie i lubię po niego sięgać, gdy wiem, że makijaż będę miała na buzi cały dzień. Nakładam go również gdy nie wychodzę z domu oraz gdy maluję się na szybko - tutaj nie trzeba czekać, bo on wchłania się natychmiast.

Nie ma tego dużo, bo rano nikt nie ma czasu :) Jestem ciekawa jak wygląda wasza pielęgnacja twarzy rano! Dajcie znać w komentarzu. 

Zapraszam was również do dołączenia do społeczności BuyBlo! Każda osoba, która zarejestruje się przez mój link otrzyma 50zł gratis do pierwszej wypłaty środków z BuyBlo. A jeśli nie wiecie o co chodzi, to napisałam co i jak tutaj -> klik
Zapraszam was również na mój profil w BuyBlo https://buyblo.com/kosmetykowyzawrotglowy/ 

Buziaki
Oktawia
Pomysły na Dzień Mamy

Pomysły na Dzień Mamy

Hej! 

Święto mam zbliża się wielkimi krokami i każda z nas chce podarować w tym dniu wyjątkowy prezent. Wyjątkowy, bo dla cudownej kobiety! Dla mnie ten dzień jest podziękowaniem za wszystkie trudy i wsparcie, ale mamy warto doceniać przez cały rok :) Jeśli jeszcze nie macie pomysłu na prezent to przygotowałam dla was kilka propozycji z których moja mama jest zawsze zachwycona!<3


Dobra pielęgnacja

Pielęgnacja to podstawa w każdym wieku! Moim zdaniem jest to zawsze dobry pomysł na prezent, jeśli w miarę znacie skórę obdarowywanej osoby. :) Oczywiście jest to trochę taki ryzyk-fizyk, bo kosmetyki, które jedni uwielbiają, zupełnie nie sprawdzają się u innych. Ja zazwyczaj trafiam w gusta mojej mamy, bo wiem co lubi - ma cerę suchą i naczynkową, nie przepada za zbyt gęstymi i długo wchłaniającymi się kremami. ;)
Tutaj pojawia się też kwestia pieniędzy - moim zdaniem fajnie jest tak rozpieścić mamę, ale nie trzeba od razu rzucać się na najdroższe kremy w Sephorze, jeśli nie mamy na to funduszy.
Przejdźmy już do konkretów!
  • Pierwszy, droższy krem, który moja mama naprawdę polubiła był krem z Thalgo. Jeśli jeszcze nie słyszałyście o tej firmie, to ich kosmetyki dostać można wyłącznie w gabinetach z którymi współpracują lub na ich stronie internetowej. Moja mama szczególnie chwali sobie ten (klik) krem z kwasem hialuronowym i jest on przeznaczony do cery suchej, mieszanej, normalnej i odwodnionej. Jego cena to 240zł  i z doświadczenia wiem, że w niektórych gabinetach można kupić zestaw z kremem pod oczy, a cena jest taka sama :D
  • Już jakiś czas temu moja mama bardzo polubiła markę Clinique - w ich asortymencie każdy znajdzie coś dla siebie, a Panie pracujące na stoisku czy w ich sklepie, są zawsze bardzo pomocne. Polecam wam się tam właśnie wybrać po poradę, jeśli nie jesteście pewne czego wasza mama potrzebuje. A jeśli skóra waszej mamy jest podobna do tej, którą ja opisałam (sucha, z naczynkami) to moja mama najczęściej sięga po krem z serii Redness solution(klik), ale bardzo lubi też serię Superdefense i krem-żel Moisture Surge Intense(klik). 
  • W Rossmannie można również trafić na coraz lepsze produkty - ostatnio furorę robi firma Mincer Pharma, z której moja mama miała miała krem odbudowujący na noc z serii Vitamins Philosophy i była z niego zadowolona, ale był dla niej zbyt gęsty(coś jak maseczka). Warto wstrzymać się do promocji 2+2 na pielęgnacje twarzy, która rozpoczyna się 20.05 :) 
  • Ja w tym roku postanowiłam, że kupię coś trochę innego i zamówiłam Serum Naturalnie Wygładzające z Resibo (klik). Nie robiłam z tego niespodzianki, bo nie byłam pewna czy moja mama będzie chciała używać takiej oleistej formy. Powiedziała, że chętnie spróbuje! Polecam wam właśnie przed zakupem czegoś ''innego'' po prostu zapytać, żeby nie było niemiłych niespodzianek :D 
czeka na wręczenie :)

Pamiętajcie, że firm kosmetycznych jest multum, a to są tylko sugestie, które u mojej mamy się sprawdziły <3

Chwila relaksu 

Każdemu należy się odpoczynek, a mamy mają go zdecydowanie najmniej. Zawsze jest jeszcze coś do zrobienia i w rezultacie często zapominają o sobie! Ten pomysł na prezent podsunęła mi przyjaciółka już wiele lat temu i od tamtego czasu, niezależnie od okazji, zawsze wywołuje uśmiech :)
  • Masaż ciała czekoladą - brzmi pysznie prawda? Ciało pachnie po nim jeszcze długo, a z relacji mamy wiem, że bardzo jej się podobał!Ten zabieg ma działać uspokajająco, odżywić skórę, odprężyć, poprawić elastyczność skóry.. ;) Taka usługa wykonywana jest w wielu gabinetach SPA - najlepiej rozejrzeć się po hotelach.
  • Spa dla dłoni i/lub stóp - każda kobieta lubi mieć zadbane dłonie i stopy! Takie spa to oprócz malowania paznokci peeling i maska, ale oczywiście wszystko zależne jest od salonu, który wybierzecie. Można wybrać opcje 2w1 albo tylko dłonie, lub tylko stopy. Spokojnie oprócz gabinetów spa znajdziemy takie oferty w gabinetach kosmetycznych :) 
  • Dzień w Spa - wiele hoteli, w których oczywiście znajduje się Spa, ma coś takiego w swojej ofercie. Ja spotkałam się z opcją gotowych pakietów, które różnią się zabiegami oraz ceną. Zazwyczaj mamy tam coś na twarz lub dłonie, masaż i kąpiel. Moja mama była z tej opcji bardzo zadowolona, bo wybrałam pakiet pod jej preferencje - miejcie jednak na uwadze, że ta opcja trwa już kilka godzin :) 
  • Zabieg na twarz dobrany do potrzeb - zbliża się lato, więc warto odżywić cerę. W gabinecie na pewno podpowiedzą na co warto się zdecydować i dobiorą to pod konkretną osobę. Jest to super opcja na niespodziewane wyjście z mamą i zostawienie jej w gabinecie z opłaconym zabiegiem :)
Oczywiście opcji masażu czy zabiegów jest mnóstwo! Wiele salonów ma teraz promocje na zabiegi z okazji dnia mamy, więc warto się rozejrzeć. Na pewno widziałam taką akcję w Yasumi, a z tego co wiem mają wiele gabinetów w całej Polsce :)

Luksusowy kosmetyk

Tutaj nie chcę nic narzucać, a tylko podpowiedzieć! Jest tyle przeróżnych typów urody.. a jeszcze więcej preferencji. Moja mama lubi nudziaki, ale może twoja uwielbia fuksje na ustach? :D Uważam, że drogie kosmetyki są idealnym prezentem, bo często szkoda nam na nie pieniędzy :)
  •  szminka lub błyszczyk - ja wybieram raczej te nawilżające, bo moja mam takie woli. Mogę wam polecić Dior Addict Lipstick (klik), bo gama kolorystyczna jest piękna, wygląda świetnie na ustach i ma oryginalne, luksusowe opakowanie. Równie pieknie prezentują się szminki Yves Saint Laurent! Na uwagę zasługuja również szminki z MACa(klik), bo ilość kolorów i wykończeń jest ogromna,do tego wyglądają bardzo fajnie, a kosztują połowę mniej :) Od siebie mogę szczególnie polecić odcień Mehr, który na każdym wygląda inaczej<3 
  • róż, puder, rozświetlacz -Może mama wam wspominała kiedyś o słynnych Meteorytach (klik) albo kultowym Orgasmie(klik)? Każda kobieta ma tego typu produkt, do którego wzdycha! Warto podpytać, może akurat jakiś kosmetyk jest na wykończeniu i trzeba go zastąpić ;)
  • lakier do paznokci - na rynku obecnie jest wiele świetnych lakierów, ale dlaczego by się nie rozpieszczać przy malowaniu paznokci? :D te z Diora są świetne, choć gdybym miała w planach kupić jakiś byłby to Guerlain  (klik) lub klasyczna krata czyli Burberry (klik)
  • perfumy - klasyka, która zawsze się sprawdza. :) To Ty najlepiej wiesz, jaki zapach lubi twoja mama, ale jeśli szukasz nowego zapachu to polecam Gabriela Sabatini (klik) i Lady Milion(klik). To faworyci mojej mamy od lat, bo choć ma kilka zapachów i próbuje różnych, zawsze wraca do tych, szczególnie do Paco Rabanne.

Sporo tego.. W dzień mamy nie zapomnijmy jednak o najważniejszym, czyli czasie spędzonym wspólnie! Niech prezent będzie tylko miłym dodatkiem :) Mam nadzieję, że wpis Ci się przydał i podobał! Jeśli tak, daj mi znać :) Pochwal się co Ty zamierzasz kupić mamie <3 


Buziaki,
Oktawia

PS post nie powstał przy współpracy, ani nie jest sponsorowany :)
Copyright © 2016 Kosmetykowy Zawrot Glowy , Blogger